Magia nazwiska działa

Maluczcy mogą flaki sobie wypruwać, a i tak nic nie wskórają. A podobno jesteśmy wszyscy równi, mamy te same prawa, a więc i głos każdego z nas powinien być równo ważony. Powinien…

Stadion warszawskiej Skry pewnie dalej popadałby w ruinę w zupełnym zapomnieniu, gdyby nie głupkowany wpis prezydent miasta (pisałem już o tym). I gdyby nie list w obronie obiektu wysłany kiedyś tam do stołecznego ratusza autorstwa Anity Włodarczyk pewnie media nie zająknęłyby się na ten temat. Oczywiście nie ma żadnej pewności, że sytuacja się zmieni, ale rozgłos nadany sprawie rozbudza nadzieje.

Ewidentnie włodarze stolicy (i nie tylko ci ostatni) stołeczny sport mają, delikatnie mówiąc, gdzieś. Czy ktoś pamięta jeszcze Spójnię, Sarmatę, Marymont, Lotnika, Gwardię, Drukarza, Orła, Warszawiankę? Jeżeli funkcjonują, to prawie w podziemiu, z jedną sekcją lub dwoma. Kiedyś to były potęgi sportu polskiego. W większości pozostały po nich murszejące obiekty…

punktowanie1A przecież sport może być doskonałą wizytówką miasta. Nawet przeciętny Polak kojarzy Madryt czy Barcelonę nie z zabytkami (niestety), ale z potęgami piłkarskimi. Ale pewnie żadnemu z mieszkańców Barcelony czy Madrytu Legia kojarzy się wyłącznie z tą cudzoziemską. A ile kasy stolica wpakowała w ten prywatny bądź, co bądź klub?

Chwała Anicie Włodarczyk, że pochyliła się nad losem Skry. Nie musiała tego robić. Gdyby tylko chciała miałaby zapewnione najlepsze warunki treningowe. Ale nosi koszulkę z nazwą klubu. I nie jest jego jedyną zawodniczką. Jeden jej list narobił szumu na całą Polskę…

Ile to ludzi apelowało, aby zrobić w końcu coś z marihuaną. Co prawda kilka miesięcy temu dopuszczono do sprzedaży jej leczniczą formę, ale procedura jest dość skomplikowana, a ilość wymaganych zgód i zatwierdzeń nie tak znowu mała.

Lekarzy, którzy na własną rękę zapisywali dzieciom chorym na lekooporną padaczkę olej z marihuany piętnowało ich własne środowisko i politycy. Niemal wszyscy głusi byli na publikowane badania o leczniczych właściwościach marihuany oraz przykłady z nie tak znowu odległych krajów, np. Czechy.

Wystarczyło jednak, że kolega wielu z obecnie zasiadających w parlamencie wybrańców narodu zachorował i apeluje o dostęp do leku i już widać ewidentną zmianę nastawienia.

Współczuję bardzo panu Tomaszowi Kalicie. Tak samo jak wiele milionów moich rodaków. Ale dopiero jego choroba i jego apel o godne chorowanie zaczyna przynosić efekty. Dzisiaj, we wtorek, słyszę w radio jakiegoś polityka ekipy rządzącej, który nie wyklucza, że olejek z marihuany będzie dostępny w sprzedaży. Droga długa, ale coś drgnęło.

Czy wpływ na to ma wyłącznie choroba pana Kality? Można podejrzewać, że tak. Wszak trafiło jednego ze swoich, a swoim trzeba pomagać. Brutalne to słowa, ale w moim przekonaniu w pełni uzasadnione. Choroba i apel żadnego innego Polaka nie spotkałby się z tego rodzaju zainteresowaniem i nagłośnieniem. Nie byłoby tej skali odzewu na poruszany temat.

Zastanawiam się, czy sławnych ludzi nie powinny czasem spotykać jakiś kłopoty, czy nawet nieszczęścia. Widać u nas jest to główna droga pokazania problemu i szukania sposobów zaradczych. Mam na myśli oczywiście sprawy poważne, a nie jakieś tam wyznania byłej dziennikarki, że nie ma za co żyć…

Z drugiej strony, oczywiście nie życzę żadnemu politykowi, aby ciężko zachorował.

JERZY ZAWIŁ