Podkładanie i punktowanie

Aż chce się krzyczeć: Panie i Panowie politycy, pokory, więcej pokory! Najpierw się chwalą, a potem dziwią się, że stają się obiektem kpin. Ale widać na taką klasę polityczną sobie zasłużyliśmy.

Rzecznik MON pewnie nie stałby się obiektem drwin i pewnie nie było jego zamiarem ośmieszanie swego pryncypała. Ale chciał się pochwalić, bo pewnie wydawało mu się, że wypada. No i napisał, jaki to jest dumny, że otrzymał Złoty Medal Za Zasługi dla Obronności Kraju. Swoją drogą też bym się chwalił.

Gdyby nie ten wpis, media pewnie nawet by tego nie zauważyły. A tak sam pan Bartłomiej Misiewicz jest sobie winny. Nikt nawet nie wyłowił go z tłumu odznaczonych. Dopiero potem wszyscy zaczęli dokładnie przeglądać zapisy i Jest!

miś1Można oczywiście dziwić się decyzji ministra. Tłumaczenie, że pan Misiewicz harował przy szczycie NATO (pewnie bez jego zaangażowania by się nie odbył) jest co najmniej dyskusyjne. Rzecznik MON nie pracuje przecież społecznie. Co miesiąc na jego konto wpływa okrągła sumka. Za wykonywaną pracę. Przy szczycie NATO – chyba nie można mieć co do tego żadnych wątpliwości – pracował więc w ramach obowiązków służbowych. Jeśli robił coś, co poza nie wykraczało, to do nagradzania szef ma premie. Jak w całej budżetówce. Premie, a nie medale!

Obrońcy wątpliwych zasług pana Misiewicza dla obronności kraju podnosili argument, że poprzednik jego szefa wręczał medale Zasługi dla Obronności Kraju dziennikarzom wiadomo których mediów i wtedy nikt tego nie krytykował. Zgoda: wręczał i nikt nie krytykował. Może dlatego, że dziennikarze ci nie byli bezpośrednimi podwładnymi szczodrego ministra i nie on decydował o ich pensjach.

Zresztą sam fakt jest też naganny. Na tyle, że doprowadza do deprecjacji znaczenia tego medalu. Co prawda niektórzy żołnierze mogą potwierdzić, że widzieli niektórych dziennikarzy w pobliżu działań wojennych, a rzecznika nigdy, ale nie zmienia to faktu, że obaj ministrowie ostro się zapędzili.

Minister PO popełnił błąd, ale od nowego nie powinniśmy chyba oczekiwać tego samego. Zwłaszcza, że tyle nowy rząd mówi o zmianach i to tylko tych dobrych. Dla mnie nie była to żadna zmiana, ale kontynuacja.

punktowanie1Pewnie przez lata jeszcze nikt by nie pochylił się nad losem stadionu warszawskiej Skry, gdyby nie chęć przypomnienia przez panią prezydent, że złota Anita Włodarczyk wywodzi się ze stolicy. Co prawda od pięciu lat dopiero, ale jednak. Zamiast złożyć po prostu gratulacje, bredziła coś o „twarzy Warszawy”. A „twarz” ta jakiś czas temu o stadion Skry się upomniała. Właściwie o ruinę.

Kiedy Anita Włodarczyk zaczęła osiągać światowe wyniki, media podały sensacyjną informację, że nasza mistrzyni trenuje między poznańskimi mostami. Teraz, kibice mogą się domyślać, że formę szlifuje właściwie na gruzach. Już widzę tę frustrację rywalek.

Może gdyby pani prezydent zainteresowała się innymi dyscyplinami sportowymi prócz piłki nożnej, doprowadziłaby do powstania w stolicy godnego tego miasta stadionu lekkoatletycznego, o hali sportowej już nie mówiąc. A tak mamy obiekt dla Legii.

Widać jednak, że jedną z bardziej ulubionych dyscyplin sportowych naszych polityków jest strzelectwo. A właściwie to strzelanie sobie w kolano. Szkoda, że nie ma jej na olimpiadzie. Kilka złotych medali murowanych.

JERZY ZAWIŁ