Z czym do ludzi?

Mam iść i rozmawiać z ludźmi z małego miasteczka o KOD.

Wobec tego co się obecnie dzieje – to ważne, żeby edukować, tłumaczyć, oświecać. Sama o tym mówię! Ale im bliżej tych spotkań, tym więcej mam wątpliwości i lęku, że wybieram się z motyką… To dlatego, że myślę, że jesteśmy tak naprawdę bezsilni. Z czym do ludzi?!

Mieszkam na wsi obok małego miasteczka, a nawet kilku. Na targu chcąc nie chcąc słucham, co ludzie mówią i to mnie niestety osłabia.

Nie możemy nawet marzyć o jakimkolwiek zrozumieniu wśród osób, które są już tak głęboko zindoktrynowane, że ich pierwszym i jedynym odruchem jaki mają na słowa o wolności i demokracji jest krótkie i treściwe „spierdalaj, co ty mi tu!”

Mamy do czynienia z wielką i niezwykle skuteczną machiną do wprowadzania „zwyczajnego Kowalskiego” w stan totalnej wiary i uniżenia w to, co głosi partia obecnie rządząca, bo ona – owa partia – wie na sto procent, że TYLKO kościół jest w stanie nasączyć Kowalskiego tym na czym im – kościołowi i partii rządzącej – zależy. No i Radio Maryja z telewizją Trwam. Jakieś gazety też, ale one nie trafiają pod strzechę, co najwyżej pod dachówkę.

Socjotechnika jak z marzeń – co tydzień regularnie słuchacze z własnej woli przychodzą do sali. Zazwyczaj dobrze nagłośnionej. Wykładowca wchodzi na ambonę/mównicę i robi wykład, od którego nie ma wykrętu, trzeba wysłuchać do końca! Nikt nie wychodzi. Nawet jeśli (to zazwyczaj tak bywa na wsiach) mężczyźni palą przed kościołem, już żony im w domach przekażą o co szło. I tak w każdą niedzielę, jak rok długi. Kropla za kroplą…

NIKT inny poza uczniami w szkołach nie jest tak fantastycznie sprawnie indoktrynowany i to od pokoleń. Od zawsze w kościele był Bóg, honor, ojczyzna, zmartwychwstanie, grzech, anieli i diabli ale od kilkudziesięciu lat polski kościół, jak wkroczył na drogę polityki, tak już w niej tkwi i rzadko ponoć można w niedzielę usłyszeć wykład/kazanie o tym, że powinniśmy doskonalić w sobie cechy dobrego człowieka, nie bić żony i dzieci, dbać o zdrowie nie nadużywając alkoholu i fajek, być prawdziwie miłosiernym, dobrym i współczującym Człowiekiem. Na takie bajdy nie ma już miejsca.

Pamiętam kilka katolickich pogrzebów w moim życiu, podczas których ksiądz nad trumną znajomego/znajomej zrobił agitkę polityczną. Nieliczni wyszli zniesmaczeni jak ja, reszta pomstowała idąc już za trumną, a na pytanie „to czemuście nie wyszli w akcie sprzeciwu”? Odpowiadali chowając wzrok, że „nie uchodzi”.

Uchodzi za to buczeć na Powązkach, wrzeszczeć na wykładach osób niewygodnych partii rządzącej, a w domu pić i bić.

Wyborcy partii rządzącej coniedzielnie nasączani wiedzą o tym, co o kim mają myśleć, nie zastanawiają się, dlaczego, nie zadają najprostszych pytań bo i wymyślić ich w większości nie umieją. Myślę też (ta myśl graniczy z pewnością), że w ich domach nie ma książek ani prasy. Bywają kolorowe porady jak ugotować zupę i może tabloid plotkarski. W ostateczności Gazeta Polska albo Gość Niedzielny, ale to z rzadka.

Jak mówi Janusz Leon Wiśniewski: „Człowiek, który dużo czyta i ogląda ma dużo danych i umie z tego wysączyć coś, co jest nowe. Ludzie kulturalni i oczytani nie poddają się manipulacjom polityków”. Prawie prawda. Bo jak widać po oczytanej inteligencji – a zwłaszcza po politykach – nie do końca tak jest, jak w cytacie. Nie są zmanipulowani: to zazwyczaj świadomy wybór opcji, głęboko skalkulowane źródło sukcesu, dochodów, sławy czyli POLITYKA.

Ale ja nie o nich.

Wracając do tematu – niepokoi i smuci procentowa przewaga wyborców opcji politycznej, która jawnie lekceważy każdego, kto nie z nimi. Więcej – deprecjonuje swoich przeciwników w najobrzydliwszy sposób kłamiąc, szkalując, obrażając, powołując się na dziadków i babki, jakby to miało znaczenie. Jakby fakt, że dziadek był cukiernikiem czy śpiewakiem operetkowym sprawiał, że wnuczek czy wnuczka ma nos upaprany lukrem albo śpiewa arietki przy goleniu. Co za absurd!

Jak rozmawiać z ludźmi, którzy nie mają pojęcia, czym jest wolność, bo tak naprawdę nigdy wolni nie byli? Nie mają pojęcia, co to znaczy być wolnym.

Mój znajomy Afrykańczyk, uciekając ze swojego kraju, przeżył gehennę. Na studenckiej imprezie podchmieleni koledzy gardłowali o wolności a on zapytał „Co to według was jest wolność?” Nie było sensownej odpowiedzi, bo pieprzenie, że „to wówczas, gdy wszystko można i nikt się nie czepia” jest pomyleniem wolności z anarchią. Leonardo zacytował Gandhiego: ”Wolność to jest stan umysłu”.

Idąc za tymi słowami jakże wielu naszych współplemieńców nie zna tego stanu, bo nie czytają, nie szukają odpowiedzi na pytania, mają podane co niedzielę gotowe rozwiązania, kroplówkę z politycznych hasełek, papkę informacyjną i nakaz żyć tak, jak każe kapłan. A każe coraz konkretniej już nie tylko zaglądając do sypialń, do kobiecych brzuchów i głów a też ustawiając owieczki politycznie.

A gdy tak dopytać ludzi nieczytających – co to jest inwigilacja? Co to jest indoktrynacja, wolność, demokracja, po co nam Konstytucja i Trybunał, dlaczego nasza prywatna wolność jest zagrożona podsłuchami, gdy pan Zbyszek i pan prezydent zezwala na włażenie w nasze życie, w każdy jego zakamarek, z butami? Nie rozumieją, o czym mowa. Ich to nie interesuje, nie zagraża w ich mniemaniu. Z netu nie korzystają, a przez telefon albo się użalają że ich strzyka w kolanach albo pytają żonę czy kupiła browca, to co im jakieś podsłuchiwanie?

Uważają, że nauka religii w szkołach jest ważniejsza od nauki powszechnej, która potrafi tłumaczyć zjawiska na świecie, da odpowiedzi na pytania związane choćby z własną fizjologią, działaniem ciała i umysłu, od kulturoznawstwa, które choć trochę wyjaśni jacy jesteśmy różni na świecie i w czym tkwi wartość różnorodności, czym jest ksenofobia i rasizm, jakie można mieć REALNE obawy. Zamiast tego wiedza o aniołach, diabłach i o świętej której się wyśniło, że trzeba intronizować Jezusa na Króla Polski jakby Bogu za mało było Wszechświata.

Nie wiem czy jakakolwiek akcja edukacyjna sprawi, że Kowalski, który nie ma w domu książek, bo „tylko kurz zbierajo”, da sobie opowiedzieć, czym jest w istocie zjednoczona Europa, wolność jednostki, dialog, tolerancja, uczciwość, a czym dyktatura, populizm, kiełbasa wyborcza, ekonomia, skąd się biorą pieniądze na 500+. Zindoktrynowany Kowalski nie zrozumie, że „Państwo nie ma innego źródła pieniędzy niż te, które ludzie zarabiają. Jeśli Państwo chce wydać więcej może to zrobić tylko pożyczając z twoich oszczędności lub nakładając większe podatki. Bez sensu jest myśleć, że ktoś inny zapłaci – ten „ktoś inny” to ty. „Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze, są tylko pieniądze podatników.” (M. Thatcher).

Niby kropla drąży skałę, ale obawiam się, że owa skała jest już tak wydrążona.

I może tak już musi być, że dopóki ludzie sami nie sięgną przysłowiowego dna, nie poczują zapachu szamba – nie da się im wyjaśnić, że MOŻNA żyć odważniej, sensowniej, uczciwiej i sprawiedliwiej. Być Europejczykiem, a nie mieszkańcem jakiegoś państewka na kresach wschodnich Europy pod dyktaturą ludzi, którym Europa i jej idee są wstrętne, choć chętnie biorą od niej pieniądze.

MAŁGORZATA KALICIŃSKA