I co teraz? WIADOMO…

…wszystko i nic! Zakończyło się kilka spraw, jako ciąg pewnych wydarzeń, które spędzały sen z powiek milionów… Zakładając nawet, ze przyniosły one jakieś rozstrzygnięcia i w ich wyniku zapadły jakieś ustalenia, to czy poprawiło to nasze samopoczucie? Albo raczej , czy mogło poprawić?

Czy poprawiło? Może niewielu. Czy mogło poprawić większej liczbie? Raczej wątpliwe… A czy przyniosły one ostateczne i jednoznaczne rozstrzygnięcia? Też wątpliwe…

Bo np. – czy to, że Portugalia ograła w dogrywce Francję i zdobyła tytuł Mistrza Europy w kopaną, to znaczy od razu, ze to najlepsza drużyna Starego kontynentu? To powie każdy Portugalczyk, ale czy Francuz lub Polak? Ale zostawmy ten, zaraz po wyścigach Formuły 1, najnudniejszy tzw. sport na świecie…

Bo na przykład – czy to, że milion z niewielkim okładem Anglików zdecydowało o tym, że los kilkudziesięciu milionów ich rodaków znalazł się przed znakiem zapytania zarówno o ich bliższą, jak i  tę całkiem oddalona przyszłość? A przecież podobne pytania można postawić w kontekście setek milionów Europejczyków, którzy po angielskim referendum, które zdecydowało o Bretixie, nie bardzo wiedzą, czy to będzie dla nich dobre, czy nie. Zresztą, kto dzisiaj o tym wie? Kto dzisiaj może na to jednoznacznie odpowiedzieć? Każdy może powiedzieć, co chce. I tak się dzieje. Powiedziano już niemal wszystko. I to, że to nic i betka. Ale powiedziano też, że to niemal czarna dziura, albo wybuch supernowej.

A tak po prawdzie, to co wiadomo?

Wiadomo, że David Cameron, po sześciu latach opuścił Downing Street 10 (choć kota zostawił, bo wiadomo, ze ten kot, jako kot przywiązał się do tego miejsca bardziej niż do swego pana…), a jego miejsce – także przy kocie – zajęła we środę 13 lipca pani Theresa May. W obu rządach Camerona była ministrem spraw wewnętrznych i to ministrem bardzo sprawnym (przeprowadziła m.in. daleko idącą reformę w policji). Cameron w swoim pożegnalnym wystąpieniu wygłaszanym tradycyjnie przed drzwiami tradycyjnej siedziby brytyjskich premierów powiedział, że jego miejsce zajmie druga kobieta na tym urzędzie i po raz drugi będzie to konserwatystka. Jest rzeczą oczywistą, ze odwołał się do Margaret Thatcher, która przejmowała rządy w 1979 roku, gdy Wielka Brytania stała przed innymi zgoła, jeżeli chodzi o materię, ale zbliżonymi w wymowie problemami. Zwracają uwagę i podkreślają wg mnie symbolikę tego odwrócona kolejność inicjałów byłej i obecnej premier. MT i TM…

MayMargaret Thatcher uczyniła z Wielkiej Brytanii inne państwo. Nadała mu nowy kształt, druzgocąc nierzadko to, co przez dziesięciolecia świadczyło o brytyjskości jak pudding czy five o’clock tea. Czy Bretix (jak mówił Farage, człowiek, który rozpalił bretixowy płomień) przez odwrócone inicjały nowej pani premier oznacza powrót do korzeni, jak tego spodziewają się ci, którzy głosowali za nim w referendum głosowali? Pani May, gdy przyjechała na Downing Street z Pałacu Buckingham, gdzie z rąk Jej Królewskie Mości otrzymała misje tworzenia nowego rządu, nie powiedziała nic, co mogło zaskoczyć, ale już jej pierwsze decyzje personalne mogły i zaskoczyły…

Za takie należy bowiem uznać powierzenie teki ministra spraw zagranicznych Borisowi Johnsonowi.  Człowiekowi, który był drugą, po Farage’u, twarzą Brexitu i który „zdradził” Camerona, a gdy okazało się, że wynik referendum jest zgodny z tym, co mówił, zachował się co najmniej dziwnie. Umknął bowiem, wycofując się z walki o przywództwo torysów i premierowanie. Teka ministra spraw zagranicznych może dla Jhonsona może znaczyć tyle, co polecenie wypicia piwa, które niejako sam nawarzył – Borisie, z takim zapałem namawiałeś nas wszystkich do opuszczenia Brukseli, to teraz pokaż nam, jak będziesz prowadził Brytanię po morzu pełnym zagadek i to bez mapy. Jakim będzie on partnerem dla Davida Danniesa, który dostał chyba najtrudniejsze zadanie w rządzie pani May. To jemu powierzyła ona prowadzenie negocjacji w sprawie wystąpienia z Unii.

Czy te wydarzenia coś wyjaśniły?

Tak., ale czy rozstrzygnęły? Nic, a jeżeli, to bardzo, ale to bardzo niewiele. Wszak nawet niejasne jest jeszcze przywództwo torysów… Bowiem do 9 września trwa listowne głosowanie 150 tysięcznej rzeszy członków Partii Konserwatystów w tej sprawie. A zatem, co? Czy może się zdarzyć, że pani May nie uzyska partyjnej nominacji? Możę tak się zdarzyć, choć to mało prawdopodobne, ale… A jeżeli tak się stanie, to co wtedy? Ano właśnie – co wtedy… Cokolwiek się stanie, to pewne jest jedno – Wielka Brytania stoi na początku drogi, której przebiegu nikt nie jest, bo nie może być pewny…

Gdy w Londynie ważyły się losy premierowania w Warszawie odbywał się dwudniowy szczyt NATO… Zamieszania było, co niemiara. Stolica na kilka dni stała się twierdzą wręcz nie do zdobycia i najważniejszym miastem na Ziemi… A wszystko po to, aby… pokazać kto i kiedy wprowadził Polskę do NATO i kto, w jakich okolicznościach i za czyim przyłożeniem ręki poległ, pełniąc dla Najjaśniejszej służbę na wysuniętej w przestworza placówce…

szczytNo, może nie do końca, ale ktoś – np. Moskwa – chcąc dokuczyć Polsce, mógłby skupić się właśnie na tych aspektach. Tym bardziej, że wnętrza PGE Narodowego były udekorowane licznymi zdjęciami i planszami, z których i na których gospodarz i organizator szczytu wyraźnie ukazał z jednej strony wkład swoich przedstawicieli w proces oczywistego wzmocnienia Paktu Północnoatlantyckiego (którego nazwa powinna być od roku 1999 wzbogacona – co oczywiste – o słowo „Bałtyckiego”), a z drugiej dramat i tragedię tej garstki osób, które z grona tych, którzy zginęli najzwyklejszą śmiercią ofiar katastrofy lotniczej, zawinionej w dużej mierze przez typowo polską dezynwolturę, poległy bohaterską śmiercią…

W każdym razie w cieniu tych plansz ze zdjęciami oraz wynikającego z absolutnego braku zrozumienia przez stronę amerykańską, a przede wszystkim przez prezydenta USA, Baracka Obamę, zasad demokracji i pluralizmu, których orędownikiem i przykładem jest przecież Rzeczpospolita opanowana, tj. rządzona przez Prawo i Sprawiedliwość, uradzono, że tzw. flankę wschodnią NATO należy wzmocnić! I to zdecydowanie!

W tym celu na tejże flance, od Rumunii po Estonię rozlokowane zostaną aż

CZTERY bataliony,

które trafią tam z innych państw-członków NATO, aby w razie co dać odpór tzw. wrogim siłom. One, tzn. owe wrogie siły musiały się po prostu zesrać, ale wywiad jeszcze nie doniósł czy ze strachy, czy ze śmiechu… Mam nadzieję, że jednak ze strachu! Bo batalion, to jednak tysiąc chłopa uzbrojonego po zęby (oby zdrowe…)! Tak więc na tysiące kilometrów liczącej flance będzie przypadał mniej więcej jeden żołnierz na1…kilometr flanki!

Jakby w dziękczynnym odwecie Polska zdecydowała wysłać w misję na Morze Egejskie ORP „Kościuszko”, okręt który tylko dzięki imieniu Naczelnika, będącego jego patronem, utrzymuje się na powierzchni wody, po której – nazwijmy to – pływa,  a który ma (jak pisze red. Żemła w 28. Nr tygodnika „Wprost”) niesprawne systemy bojowe, łącznie z armatą okrętową o kalibrze 75 mm, a rakietom przeciwokrętowym Harpoon dwa lata temu skończył się okres przydatności do użycia. Żeby nie było, że to tylko nasza wina, to warto wyjaśnić, ze „ ten ORP, jak i bliźniaczy ORP „Pułaski” (w 2008 roku utrzymywał się na wodzie Morza Czarnego tylko dlatego, ze… nie miał żadnego uzbrojenia, jak pisze ten sam red. Żemła) to DAR… US Army która uznała, że przekazanie tych dwóch rdzewiejących kup złomu będzie tańsze od uch zutylizowania gdziekolwiek!

Do „Kościuszki” dodaliśmy jeszcze 4 (słownie: cztery) F-16, które jakimś cudem uda się odpalić! Bo, jak wiadomo, jedyną rzeczą, której nie można być pewnym, co do całej flotylli 48 tych samolotów, które kosztem blisko 100 000 000 000 zł (licząc wszystko do kupy, a nie tylko same tzw. samoloty) zafundowaliśmy sobie, rozstając się na czas tej transakcji absolutnie z rozumem, to to, że gdy trzeba będzie, to nie odpalą…

batalionWracając jednak do szczytu NATO, który obradował w Warszawie, to co przyniósł ów szczyt Polsce , Europie i światu? Prof. Stephen Kinzer w opiniotwórczym „The Boston Glob” pisze, NATO już dawno przestało przystawać do realiów XXI wieku, że dziś Sojusz jest „instrumentem USA w eskalacji groźnego dla pokoju światowego konfliktu z Rosją”. O tym, że Pentagon planuje konfrontację z Rosją przekonany jest także Michael T. Klarc, analityk wojskowy i pracownik naukowy, który na łamach miesięcznika The Nation na poparcie swej tezy podaje gwałtowny, bo ponad czterokrotny (z 789 mln do 3,4 mld USD) wzrost wydatków na „wzmocnienie flanki wschodniej NATO”, organizację wielkich manewrów u granic Rosji oraz wzmożoną aktywność US NAVY na akwenach wokół Rosji.

Z kolei Francois Holland, prezydent Francji oświadczył po przybyciu do Warszawy, że dla Francji Rosja jest partnerem a nie zagrożeniem. Co było jakby francuską odpowiedzią na słowa szefa dyplomacji Niemiec, Steinmeiera, wg którego „nie powinniśmy (teraz) zaogniać sytuacji głośnym pobrzękiwaniem broni i bojowymi okrzykami”… Nie budzi zaufania ani sympatii europejskich społeczeństw forsowana przez Stany agresywna polityka Sojuszu, dążącego do budowy wciąż nowych baz coraz bliżej rosyjskich granic, kłamliwie uzasadniająca podobne działania „odpowiedzią na agresywne poczynania Rosji”.

A oto, jak to się ma do uchwalonego właśnie „wzmocnienia wschodniej flanki NATO”. Wspomniane już owe 4 bataliony mają być rozlokowane w specjalnie dla nich przygotowanych miejscach, o określonej infrastrukturze. Jej część mają stanowić dwa obiekty położone na Łotwie. Jednym jest wojskowe lotnisko w Lielwarde, a drugim port wojenny w Lepai. Dodajmy, że Łotwa nie posiada i nie planując posiadać wojskowego lotnictwa. Po co jej zatem obiekt, którego wyposażenie i utrzymanie kosztuje fortunę? To akurat nie jest problem, bo NATO przeznaczyło na ten cel 43 miliony euro i to już w 2006 roku!

Czyżby natowscy analitycy już wówczas przewidzieli wojnę rosyjsko-gruzińską (wybuchła w 2008 r.) oraz aneksję Krymu (2014 rok)? Cóż za jasnowidztwo! Obecnie lotnisko jest rozbudowywane – powstają koszary o powierzchni ponad 3 tys. m kw. Ciekawostka jest to, że prace rozpoczęto 07.07.16, a zatem w przeddzień szczytu NATO, podczas którego miano o tym dopiero zdecydować! A co w takim razie ze wspomnianym portem w Lepaie. Oficjalnie z inicjatywą w tej sprawie wystąpił w 2014 roku Rajmond Bejonis, ówczesny minister obrony narodowej, a obecny prezydent Łotwy. Te decyzję także uzasadniano „agresywną polityką Moskwy” na Ukrainie i po zajęciu Krymu. Daty się zgadzają, ale… Ale o finansowaniu tej inwestycji przez NATO Edgar Rynkiewicz, szef łotewskiego MONu poinformował w roku … 2005!

I CO TERAZ?

Może to dziwne i nie wypada się do tego przyznawać, ale… Ale powoli zaczynam poddawać się obawie, że nadchodzi kres tego niezwykłego okresu, który był ludzkości dany przez tych, którzy wiedzieli, czym jest wojna. Bo rosną szeregi tych, którzy dorwali się do zapałek w składzie fajerwerków… Np. Nadieżda Sawczenko nowa ukraińska „bohaterka narodowa”, wypowiadając się w „Głosie Ameryki” (22.06.16) stwierdziła, że Kijów, mając dostęp do takiej (czyt. jądrowej) jest gotów zpętać III Wojnę Światową! Czy to tylko głupota czy już szaleństwo?

I CO TERAZ? Powtórzyć to, że wiadomo wszystko i nic, czy raczej powtórzyć za Sokratesem: „wiem, że nic nie wiem”? Jedno i drugie oznacza swoistą bezradność… Oby trwała jak najdłużej…

MAREK J. ZALEWSKI

2 komentarze