Piękna i słuszna decyzja

Do tej pory myślałem, że decyzja może być nagła, natychmiastowa, nieodwołana, ostateczna, pochopna, stanowcza, szybka, dobra, zła. Teraz okazuje się, że może być również piękna. A skoro piękna, to i brzydka. Nie ma jak wkład polityków w rozwój polszczyzny.

Niektórzy nie mogą zrozumieć, dlaczego minister obrony narodowej wykorzystuje każdą rocznicę, każdego historycznego wydarzenia, do propagowania pamięci niektórych ofiar katastrofy smoleńskiej. Bo nie wszystkich. Nie wszystkie nazwiska są w tym apelu wymieniane, co może jednoznacznie sugerować, że dla ministra są ofiary zasługujące na upamiętnienie i te mniej ważne.

pięknaJuż samo to może powodować konsternację u słuchaczy. Wytłumaczenie tylko z pozoru wydaje się logiczne. Skoro w uroczystościach tych bierze udział asysta wojskowa, to wyczytuje się wyłącznie nazwiska osób związanych z wojskowością. Od naczelnika sił zbrojnych (prezydenta), do biskupów polowych różnych wyznań. Co w takim razie robi w tym zestawie śp. małżonka prezydenta, która żadnej oficjalnej funkcji państwowej nie pełniła?

Ale jest w tekście apelu jest kwestia jeszcze ważniejsza. Otóż pod jego koniec padają następujące słowa: (…) Wołam wszystkich, którzy w tragiczny poranek 10 kwietnia 2010 roku zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem (…). KATASTROFIE! Tym samym Antoni Macierewicz swoją decyzją przyznaje, że ponad sześć lat temu mieliśmy do czynienia z katastrofą.

Na teorii zamachu smoleńskiego PiS zbił niemały kapitał polityczny. Kapitał, który w dużej mierze pomógł tej partii wygrać ostatnie wybory parlamentarne. Prace tzw. komisji posła Macierewicza służyły przecież tylko jednemu; udowodnieniu, że Prezydent RP zginął w zamachu. Kwestią było tylko ustalenie, czy jego pomysłodawcy i wykonawcy wywodzili się wyłącznie z Polski, czy też współdziałali ze służbami rosyjskimi.

Również nowa komisja (właściwie podkomisja) powołana, już przez ministra, Macierewicza, w której składzie nie ma ani jednego członka, który kiedykolwiek w przeszłości zajmował się badaniem wypadków czy katastrof lotniczych, ma temu służyć. Tak przynajmniej sądzą setki tysięcy wierzących w teorię zamachu.

I tak samo odbierają słowa Prezesa Tysiąclecia, który co miesiąc powtarza w różnych konfiguracjach słownych, że prawda o Smoleńsku wyjdzie na jaw. A owa prawda może być tylko jedna: tak wybitny człowiek, jak Lech Kaczyński, prawdziwy przywódca „Solidarności”, człowiek, który zdecydowanie przeciwstawiał się imperialistycznej polityce Moskwy, nie mógł tak sobie zginąć w zwykłej katastrofie lotniczej. Nie mógł zginąć tak głupio, bez sensu. Więc z jego śmierci trzeba uczynić symbol.

Natomiast najbardziej zaufany minister Prezesa w apelu nakazuje głosić, że była to KATASTROFA… Można więc przyjąć, że decyzja o obligatoryjnym odczytywaniu apelu smoleńskiego jest jak najbardziej słuszną. Bo prawdę trzeba głosić. Można dyskutować o formie, ale prawda pozostaje prawdą…

Nie dziwię się rodzinom ofiar Czerwca ’56, że im apel smoleński nie pasował. Nie dziwię się, że Powstańcy Warszawscy mają na ten temat mieszane, czasem wręcz niechętne, odczucia. Jedno i drugie wydarzenie z tym trzecim nie mają przecież żadnego związku.

Boję się, że kiedy umrze mój tata – oby stało się to jak najpóźniej – emerytowany oficer (zresztą Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, którego samolot rozbił się w pod Smoleńskiem) i będzie podczas pogrzebu towarzyszyła mu asysta wojskowa (nieliczna, ale jednak), to również apel smoleński będzie musiał zostać odczytany. Bo taki jest rozkaz ministra obrony narodowej; gdzie jest asysta, tam musi być apel…

JĘDRZEJ BOGUSŁAWSKI