Jak politycy przeszłość poprawiają

Po ostatnich wydarzeniach na poważnie można zastanawiać się, jakie to będzie przyszłych Polaków kształcenie. Zwłaszcza w zakresie historii – przedmiotu, który podobno jest oczkiem w głowie obecnego rządu i polityków władających Polską.

A propos historii. Kiedy Jarosław Kaczyński był premierem, jego zastępca, wicepremier Andrzej Lepper, kilkakrotnie spotykał się z Kim Pyong-ilem, ówczesnym ambasadorem Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej w Polsce. Nota bene jest to syn Kim Il-sunga (znanego u nas jako Kim Ir Sen). Podczas tych spotkań wicepremier Lepper zapoznawał się m.in. z systemem panującym w kraju ambasadora. I był tym systemem zachwycony. Tam po prostu nikt władzy nie podskoczy.

Nie wierzę, że wicepremier z tych spotkań nie zadawał relacji swojemu szefowi. Nie mogło być inaczej, bo służby i tak go o tym informowały. A wśród raportów były i te mówiące, w jaki sposób, zupełnie na nowo, tworzyć historię swojego kraju.

przeszłośćJarosław Kaczyński „Słońcem Narodu” jeszcze nie jest. Choć określenie „Ojca” powoli już mu się przypisuje. Jeszcze nie narodu, ale poczekajmy.  Ostatnia konwencja wyborcza PiS wyraźnie wskazuje, że wewnątrzpartyjna opozycja właściwie nie istnieje. Gdzieś tam, zza kulis, docierały głosy, że w partii nie ma absolutnie żadnej dyskusji, demokracji, o poleceniach się nie dyskutuje, tylko je wykonuje. Ale temu już nikt się nie dziwi.

Wróćmy jednak do historii.

Zaledwie pół roku z okładem rządzi PiS, a już mogliśmy się dowiedzieć, że „Solidarność” właściwie założył Lech Kaczyński. Lech Wałęsa nie był bohaterem całej Europy Wschodniej, człowiekiem, który obalił komunizm, ale sprzedawczykiem, donosicielem i zdrajcą. Wiele w tym winy jego samego, bo nie był szczery do końca i ukrył (zapewne ze wstydu) zbyt wiele faktów łatwych do sprawdzenia, ale z noblisty zrobiono wroga publicznego nr 1.

4 czerwca nie jest już świętem demokracji, rocznicą pierwszych, choć nie do końca, ale jednak wolnych wyborów. 4 czerwca będzie teraz jedną z najtragiczniejszych rocznic – obalenia rządu premiera Olszewskiego – w naszej współczesnej historii. Nie mówiąc już o tym, że na czele tego obalenia stał wtedy młodziutki Donald Tusk. A wiadomo, że „czym skorupka za młodu…”. Więc teraz można oskarżyć go o wszystko, nawet o Brexit.

Ale to dopiero początki.

Za ludobójstwo na Wołyniu odpowiadają… Sowieci. I hitlerowskie Niemcy. Tak głosi w imieniu rządu Jarosław Sellin, wiceminister kultury. Od pana na tym stanowisko można by wymagać choćby nieużywania rusycyzmów. Ale to rzeczy. Według ministra ludobójstwa by nie było, gdyby nam państwa nie rozebrali hitlerowscy Niemcy i Sowieci. Tak przynajmniej wynika, zdaniem ministra, z punktu widzenia długofalowej polityki i racji stanu i dlatego właśnie ludobójstwo wołyńskie nie powinno mieć swej własnej rocznicy, ale powinno być czczone w dniu… 17 września, rocznicę napaści ZSRR na Rzeczpospolitą.

Nie fakty historyczne, nie liczba zamordowanych, ale długofalowa polityka i racja stanu mają decydować o tym, kiedy i na jakiej podstawie czczone będą wybrane wydarzenia…

Polska przystąpiła do NATO wyłącznie dzięki Jarosławowi Kaczyńskiemu i premierowi Olszewskiemu. Ten pierwszy wyraził zgodę na publikację tekstu niejakiego Czabańskiego (historia szybko o nim zapomni) o tym, że Polska powinna być w NATO. Ten drugi natomiast mówił o konieczności związania przyszłości ojczyzny z NATO i za to… został obalony 4 czerwca. Tak przynajmniej głosi oficjalna propaganda.

Trzeba oczywiście będzie jakoś to tłumaczenie z 4 czerwca ujednolicić, bo to już jest drugi powód obalenia rządu Olszewskiego podawany w ciągu jednego miesiąca!

Ale to pryszcz. Tak jak historia rodziła się w bólach, tak i nauczanie i tłumaczenie historii czeka ten powolny, bolesny proces. Ważne, że mamy wzorce, na których możemy się opierać. Wzorce totalnego zakłamywania historii. I o nich to swego czasu wicepremier Lepper premiera Kaczyńskiego już poinformował.

MARIUSZ BŁACHUT