Niektórzy ludzie prezesa

W swoim wykładzie „Co to jest naród?” na Sorbonie w 1882 roku Ernest Renan powiedział: Wspólna pamięć tworzy poczucie współodpowiedzialności, uczucie solidarności. Solidarność wyrastająca z przeszłości jest też wyrazem woli życia razem.

Trudno się nie zgodzić z poglądem, że o „byciu narodem” nie przesądzają tylko czynniki materialne: etniczne, językowe, terytorialne czy religijne.

Wspólnym doświadczeniem Polaków – zmieniającym w zasadniczy sposób rzeczywistość, jak się okazało nie tylko polską – było miażdżące zwycięstwo kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w częściowo wolnych wyborach 4 czerwca 1989 roku (mimo frekwencji 62%, jednak i tak najwyższej w wyborach parlamentarnych w ostatnich 27 latach). Jednoznaczność tamtego społecznego głosu pozwoliła Polsce zmienić pokojowo ustrój państwa na demokratyczny.

Dla polskiej klasy politycznej rzecz była oczywista, przynajmniej jeszcze do niedawna: Dzień Wolności i Praw Obywatelskich – polskie święto, obchodzone 4 czerwca, zostało ustanowione uchwałą Sejmu RP w dniu 24 maja 2013 roku. Uchwałę przegłosowano bez żadnego głosu sprzeciwu przez 405 posłów (przy 430 obecnych) w tym głosami 119 posłów klubu PiS, włącznie z prezesem Kaczyńskim.

Ale w tym roku ani od Prezydenta RP, ani od pani Premier, Polacy nie usłyszeli, że 4 czerwca 1989 to jedna z najważniej-szych dat w najnowszej historii Polski, że konsekwencją tam-tego wyboru milionów Polaków jest nasze uczestnictwo w sojuszu NATO i członkostwo w Unii Europejskiej. Prezes Kaczyński uznał, że warto spróbować przemodelować pamięć społeczną. A skoro może ze swojego prywatnego poglądu uczynić oficjalne stanowisko państwowe – to tak postąpił.

W DNIU 4 CZERWCA…

zamiast prawdy o przeszłości usłyszeliśmy (mocno naciągane) opowieści o „dzielnym” rządzie premiera Olszewskiego, który został podstępnie obalony, jakoby dlatego „że chciał zwalczyć postkomunistyczne uwikłania w Polsce i czynił to w sposób zdecydowany” (wypowiedź prezydenta Andrzeja Dudy, Neapol 4 czerwca 2016).

Warto w skrócie przypomnieć historię rządu premiera Olszewskiego. Jan Olszewski został wybrany na premiera 6 grudnia 1991, przez Sejm I kadencji; co istotne, sejm bardzo rozdrobniony, składający się z 17 partii. Gabinet premiera Olszewskiego tworzyły 4 partie: PC, ZChN, PSL-PL i PChD, które łącznie dysponowały zaledwie 114 głosami – czyli, co oczywiste, rząd nie miał trwałej większości w Sejmie. Dodatkowo osłabiał rząd  narastający konflikt między premierem a faktycznym konstruktorem tego gabinetu, Jarosławem Kaczyńskim – szefem Porozumienia Centrum (nazwa tak samo myląca jak PiS), które miało w rządzie najwięcej ministrów. Przyczyną konfliktu były głównie sprawy personalne, premier Olszewski okazał się za mało uległy wobec Jarosława Kaczyńskiego. Wal-demar Kuczyński w artykule opublikowanym 26/06/2008 w Rzeczpospolitej roku pisał: „Nie Olszewski, lecz Jarosław Kaczyński stworzył rząd. To on zebrał większościową koalicję parlamentarną i niemal gwałtem skłonił Olszewskiego, by zgodził się stanąć na czele rządu. Kaczyński tworzył rząd jako narzędzie swojej zakulisowej władzy, głównie do wojny z prezydentem”.  Bracia Kaczyńscy byli w konflikcie z prezydentem Wałęsą od października 1991, od chwili, kiedy zostali zwolnieni z kancelarii prezydenckiej.

Rząd, który uzyskał wotum zaufania dzięki jednorazowemu poparciu PSL, nie potrafił zbudować (mimo podejmowanych prób) szerszej koalicji. Premier Olszewski deklarował, że przeprowadzenie lustracji jest jednym z najważniejszych i najpilniejszych zadań jego rządu, ale przez pół roku rząd nie zaproponował żadnego konstruktywnego rozwiązania w tej sprawie, nie złożył w sejmie żadnej propozycji ustawowej. Minister obrony narodowej Jan Parys w swoich wypowiedziach głównie zajmował się atakowaniem urzędników kancelarii prezydenta. W kwietniu 1992 minister Parys został urlopowany przez premiera Jana Olszewskiego. 15 maja specjalna komisja sejmowa uznała, że wypowiedzi Parysa były niezgodne z prawdą i szkodliwe dla interesów państwa.  W efekcie Sejm na wniosek premiera odwołał ministra ze stanowiska. Już na początku maja w części prezydium największej partii sejmowej, Unii Demokratycznej, pojawił się pomysł sojuszu z PSL i poparcia Waldemara Pawlaka na premiera.

24 MAJA 1992…

rada Unii Demokratycznej podjęła uchwałę wzywającą rząd Olszewskiego do ustąpienia. 27 maja 1992 trzy partie (UD,KLD,PPG – łącznie 112 posłów) podjęły decyzję o zgłoszeniu w Sejmie wniosku o wotum nie-ufności wobec rządu, przede wszystkim w związku z nieudolną polityką gospodarczą prowadzoną przez rząd. W dniu 28 maja 1992 Sejm – zresztą na wniosek szefa 3-osobowego koła parlamentarnego Unii Polityki Realnej Janusza Korwina-Mikke – zobowiązał ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza do wykonania uchwały lustracyjnej. W głosowaniu nie wzięła udziału Unia Demokratyczna, która zaskarżyła uchwałę do Trybunału Konstytucyjnego.

4 czerwca 1992 minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz doręczył Konwentowi Seniorów Sejmu RP listę zawierającą 64 nazwiska tzw. agentów, w tym: szefa doradców premiera, 2 konstytucyjnych ministrów, 6 wiceministrów, posłów i senatorów. Druga, dodatkowa lista zawierała 2 nazwiska o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa (zawierała nazwiska Marszałka Sejmu i Prezydenta RP). Sejm od ministra spraw wewnętrznych domagał się listy agentów, a otrzymał niezweryfikowaną listę osób ewidencjonowanych przez SB.  W związku ze sposobem wykonania ustawy lustracyjnej prezydent Lech Wałęsa przesłał do Sejmu wniosek o natychmiastowe odwołanie premiera i rządu, który został prze-głosowany w nocy 4⁄5 czerwca 1992. Za wnioskiem głosowało 273 posłów, przeciw 119, wstrzymało się 33 posłów.

Oczywiste jest, że rząd Jana Olszewskiego niezależnie od sposobu wykonania uchwały lustracyjnej i tak by został odwołany. Waldemar Kuczyński w przywołanym artykule z 2008 roku, pisał: „Rząd upadł przez ambicje jednego z koalicjantów, który dostrzegł lepsze możliwości ich realizowania po odwołaniu rządu. Rząd upadł przez brak zgody na jego postępowanie […] w czym kwestia lustracji, dekomunizacji i agentów miała znaczenie marginesowe prawie do ostatnich dni tego gabinetu. Bliższa prawdy jest teza odwrotna, że rząd Jana Olszewskiego, wyczuwając zbliżający się upadek, wyciągnął pospiesznie sprawę agentów (grzebiąc przy okazji sprawę sensownej lustracji na długo) nie po to, żeby temu upadkowi zapobiec, lecz żeby stworzyć korzystne dla siebie jego wytłumaczenie, co dało początek mitowi o nocnej zmianie.”

Działanie ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza faktycznie doprowadziło do kompromitacji idei samej lustracji. Opracowaniem listy agentów zajmował się kierownik Wydziału Studiów Gabinetu mini-stra spraw wewnętrznych, pan Piotr Woyciechowski. Piotr Woyciechowski miał wtedy 26 lat i był absolwentem astronomii Wydziału Fizyki UW.

W STYCZNIU 1993…

przy okazji wydania książki Lewy czerwcowy (zbioru wywiadów z członkami rządu Jana Olszewskiego, przeprowadzonych przez Jacka Kurskiego i Piotra Semkę) Jarosław Kaczyński poprowadził marsz na Belweder, w trakcie którego spalono kukłę prezydenta Wałęsy.

Naiwni ludzie, do których muszę sam siebie zaliczyć, byli przekonani wtedy, że politycy kierujący się osobistymi urazami, a nie dobrem wspólnym obywateli, politycy niekompetentni, w naturalny sposób znikną z polityki, a przynajmniej nie będą w niej odgrywali kluczowej roli, bo przecież wszyscy już wiedzą, że nie można im zaufać.

Po wygranych przez PiS wyborach w październiku 2005 Jarosław Kaczyński mógł powierzyć „sprawdzonym” ludziom odpowiednie stanowiska. Antoni Macierewicz został wiceministrem obrony, a w roku 2006 likwidatorem Wojskowych Służb Informacyjnych i następnie szefem nowo tworzonych Służb Kontrwywiadu Wojskowego. Wiceprzewodniczącym Komisji Likwidacyjnej WSI został Piotr Woyciechowski (Woyciechowski w między-czasie uzupełnił swoje astronomiczne wykształcenie o politologie, którą ukończył w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku).

16 LUTEGO 2007 ROKU…

został opublikowany raport autorstwa Antoniego Macierewicza. Dokument wymieniał kilkaset nazwisk oficerów operacyjnych i osób uznanych za agentów WSI. Ujawniał też tajne operacje WSI, w tym toczącą się w Afganistanie operację „ZEN”. Atakował prywatne telewizje – Polsat za rzekomą współpracę z WSI, a TVN za to, że powstała z inspiracji tych służb. Od publikacji raportu trwają procesy, w których pomówieni skarżą Macierewicza i MON. Dotąd 31 osób i firm (w tym telewizje Polsat i TVN) dostało przeprosiny lub odszkodowania na łączną kwotę ponad 1 mln zł (dane na podstawie artykułu Wojciecha Czuchnowskiego i Pawła Wrońskiego „Macierewicz o likwidacji WSI: Mój raport to dokument!” 21/01/2014 Gazeta Wyborcza).

W styczniu 2014 Gazeta Wyborcza ujawniła poufny audyt dotyczący wojskowych specsłużb, przygotowany w roku 2007 przez ówczesnego koordynatora ds. służb Zbigniewa Wassermanna. Z audytu wynikało, że Antoniemu Macierewiczowi udało się skutecznie zlikwidować WSI, ale nie był w stanie zorganizować nowych służb, które miały przejąć obowiązki tych zlikwidowanych. Eksperci w raporcie stwierdzają, że na wyższe stanowiska w SKW zostały przyjęte osoby, które w większości nie miały doświadczenia w zakresie działalności służb specjalnych. Według audytu Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego nie były w stanie wypełniać obowiązków, a ich stan zagrażał bezpieczeństwu sił zbrojnych. Eks-perci zaznaczają również w audycie, że SKW miała chronić armię, ale miała problemy z własną ochroną.

Z powodu sprawy WSI i wielu innych działań podjętych przez koalicyjny rząd PiS w latach 2005–2007, po zakończeniu tych rządów, naiwni ludzie, do których muszę sam siebie zaliczyć sądzili, że politycy którzy kierują się osobistymi urazami, a nie dobrem wspólnym obywateli, politycy niekompetentni,  w naturalny sposób znikną z polityki, a przynajmniej nie będą w niej odgrywali kluczowej roli, bo przecież wszyscy już wiedzą, że nie można im zaufać.

Po wygranych przez PiS wyborach w październiku 2015 Jarosław Kaczyński mógł znów powierzyć teraz jeszcze bardziej „sprawdzonym” ludziom odpowiednie stanowiska. Antoni Macierewicz został ministrem obrony. „Astronom” od listy Macierewicza, Woyciechowski, został Prezesem Zarządu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Jan Parys, pamiętny minister obrony, usunięty z rządu Jana Olszewskiego, został szefem gabinetu politycznego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

Minister Antoni Macierewicz zarządził, że w każdym apelu poległych z udziałem wojska mają być przywoływane ofiary katastrofy smoleńskiej. W związku z tym zarządzeniem obchody 60 rocznicy Poznańskiego Czerwca 56 odbędą się bez asysty wojskowej. W lipcu przypada 8 rocznica śmierci prof. Bronisława Geremka, który zginął w wypadku samochodowym, jadąc wypełniać obowiązki w służbie Polski (mandat europarlamentu). Nikomu jednak do głowy nie przyszło, żeby – mimo wyjątkowych zasług profesora dla Polski – włączać jego nazwisko w apel poległych, czyli bojowników, którzy zginęli podczas bitwy, walki o wolną i demokratyczną Polskę.

Wielu naiwnych ludzi, w tym również ja, wyleczyło się już ze swojego przekonania, że niekompetencja, kierowanie się własnym interesem, czy skrajny brak odpowiedzialności polityków pozbawi ich zaufania wyborców, ale koszt tej kuracji jest zdecydowanie zbyt duży.

PAWEŁ CZYŻAK

Studio Opinii