Nauki z koronawirusa płynące

Pan premier Mateusz Morawiecki zechciał powiedzieć, że koronawirus jest w odwrocie i nie trzeba się go bać, bo jest lato a on, jak inne wirusy już sobie poszedł. Zwłaszcza starsze osoby mogą teraz już bezpiecznie iść głosować. O słuszności tych słów świadczą codzienne raporty o zachorowalności i ofiarach śmiertelnych. Nie wiem, w której szkole uczyli pana premiera matematyki, ale dla mnie liczba zarażonych od marca wcale nie spada. Ale premier wie swoje.

Ja natomiast wiem, że koronawirus unaocznił nam wiele prawd o nas samych, o naszym społeczeństwie, o Polakach.

Na początek zacznijmy od higieny. Ten obrzydliwy wirus przekonał rodaków, że jest coś takiego, jak mycie się. I to nie tylko rąk. Ci, którzy korzystają z komunikacji miejskiej w większych miastach, zorientowali już się chyba, że jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności zniknął zapach niepranych skarpetek, czy niezmienianych zbyt często podpasek (tak drogie panie, to naprawdę czuć). Zwłaszcza w tym drugim przypadku powinno być coraz lepiej, skoro podpaski potaniały, dzięki prospołecznej polityce rządu. Aż dziw, bo raczej żaden z jego przedstawicieli komunikacją publiczną nie jeździ.

Koronawirus pokazał również, na jak niskim poziomie jest polska edukacja. Zbyt wielu naszych rodaków nie potrafi czytać, ani liczyć. Z tym pierwszym zawsze byliśmy na bakier, a jeszcze gorzej z tym czytaniem ze zrozumieniem. Skoro w każdym autobusie, tramwaju (w Warszawie dochodzi jeszcze metro) co kilka metrów znaleźć można kartki z napisem w rodzaju: Pasażerowie mają obowiązek zakrywać nos i usta, to ci, którzy tego nie robią, po prostu czytać nie umieją.

Oczywiście nie biorę pod uwagę tych, którzy mają różne problemy z drogami oddechowymi i po prostu maseczek (czy innych materiałów zakrywających nos i usta) nosić nie powinni, czy wręcz nie mogą. Ale przy okazji może to oznaczać, że jesteśmy narodem totalnie rozchorowanym.

Z liczeniem też jest problem. W pojeździe połowa miejsc powinna zostać wolna – głoszą napisy. Niestety, rachunki w zakresie do „2” nie są najmocniejszą stroną Polaków. A wystarczy na sąsiednim miejscu położyć choćby gazetę. Tylko trzeba wiedzieć, które jest sąsiednie. A jak obok siebie są trzy miejsca, to czy zajmować środkowe, czy skrajne? Ale to już chyba przekracza umiejętności pojmowania Polaków.

Z anatomii też przydałyby się korepetycje. Ale może nie w wykonaniu „instruktorów” spod znaku tvp, bo ci mogliby wprowadzić jeszcze więcej zamieszania. Z moich obserwacji wynika, że bardzo trudno niektórym rodak jest zapamiętać, ż noc znajduje się nad ustami, nie pod nimi. Że usta są pod nosem, a nie pod podbródkiem. I w ogóle twarz nasza (może być morda, jak uważają niektórzy) raczej jest niezmienna; pod czołem są oczy, poniżej, pomiędzy nimi, nos, a jeszcze niżej usta. A zasłaniać mamy ten drugi i te trzecie. I jeszcze jedno wyjaśnienie: nos i usta to nie to samo.

Czasem jednak znajdzie się osoba, która chce pochwalić się, że sztuki czytania ze zrozumieniem, liczenia oraz znajomość anatomii nie są jej obce. I na dodatek, ku zgrozie, próbuje wyjaśnić te wszystkie niedostatki w wykształceniu rodaków. Dowiaduje się przy tej okazji, że jest debilem, żeby postukała się w czoło, że gówno ją to powinno obchodzić, żeby zajęła się swoimi sprawami, że ją pokopało, zwariowała… Oj, długa może być to lista.

Przy całej swojej zgrozie, koronawirus jednak na coś się przydał…

JAKUB WYRWAŁ

fot. Autor