To nie są wybory parlamentarne!

Pokopało wszystkich kandydatów (w małymi wyjątkami) i jeszcze bardziej pokopało partyjniackich wspomagaczy oraz miliony sympatyków tej, czy innej partyjnej bandy. W niedzielę wybieramy prezydenta, a nie jakiegoś partyjnego kacyka, któremu wydaje się, że dużo może.

Wystarczy zajrzeć (wiem, to trudne, dla niektórych wręcz nieosiągalne) do tzw. Konstytucji, żeby zobaczyć, co Prezydent RP może, a czego nie może. I jak debilni kandydaci nie rozumieją, że ich ewentualna przyszła funkcja będzie wyglądała.

Wg. tzw. Konstytucji Prezydent PR:

  • jest tzw. zwierzchnikiem Sił Zbrojnych
  • reprezentuje Państwo w stosunkach międzynarodowych
  • odnosi się do uchwalonych przez Sejm ustaw (tzn. może podpisać lub zawetować)
  • przyznaje ordery i odznaczenia
  • nominuje (m.in. profesorów, generałów)
  • desygnuje i powołuje tzw. premiera oraz członków Rady Ministrów, również ich odwołuje, czyli podpisuje kwity i nic więcej)
  • przewodniczy tzw. Radzie Gabinetowej
  • nadaje polskie obywatelstwo
  • kwituje (tzn. podpisuje) tzw. akty urzędowe
  • ma prawo łaski
  • i prawo inicjatywy ustawodawczej

To tak w ogólnym skrócie. Ale jasno z tego wynika, że Prezydent RP niewiele może. Chyba że jest przedstawicielem kolejnej partyjnej bandy i wyłącznie podpisuje, co ta banda przyjmie za swoje.

To kandydaci partyjni, nie mają żadnego pomysły na scalenie Narodu, na zasypanie dołów nienawiści, wręcz sami je jeszcze bardziej pogłebiają...

To kandydaci partyjni, nie mają żadnego pomysłu na scalenie Narodu, na zasypanie dołów nienawiści, wręcz sami je jeszcze bardziej pogłębiają…

Tzw. Prezydent RP jest głową Państwa. Z założenia jest reprezentantem wszystkich Polaków. I tych, którzy na niego głosowali, i tych, którzy mieli go głęboko gdzieś. Ale obecny się od tego odciął. On był (i nadal jest) wyłącznie tych pierwszych (to jego słowa, nie moje).

W wyborach prezydenckich powinniśmy głosować na indywidualności. Na ludzi, którzy będą (mówiąc górnolotnie) stali na czele tzw. Narodu. Trudne to jest? Nie, wystarczyłoby przyjąć za dewizę, że;

skoro w Sejmie większość na koalicja rządząca, a w Senacie opozycja do większości rządzącej, to tzw. Prezydent powinien być siłą, która jest mediatorem pomiędzy Sejmem i Senatem.

Powinien mieć siłę negocjacyjną, powinien zwracać uwagę jednym, że nie trzeba w ustawach o ratowaniu narodowej gospodarki (takich, czy innych grup przedsiębiorców; najmniejszych, średnich i dużych) zamieszczać przepisów zmieniających inne kodeksy (np. karny). Bo inaczej wychodzi na to, że w ogóle tych ustaw nie czyta. Dają, to podpisuje.

Zapomnieli o tym prawie wszyscy kandydaci. Skupiają, się na bzdurnych czasem obietnicach (jak chociażby likwidacja tvp), a zapominają o tym, jakie w ogóle prerogatywy ma Prezydent RP. W sumie podpisuje, co mu rząd podsunie. Może oczywiście się przeciwstawić, ale z praktyki wiemy, że tzw. weto prezydenta można jednak obalić. I nie potrzeba do tego jakiejś tak konstytucyjnej większości.

Kandydat na prezydenta może oczywiście krzyczeć, że służba zdrowia jest niedofinansowana. I co z tego. Nie Prezydent RP określa budżet i odpowiednie w niej rubryczki. Zawsze może usłyszeć: nie ma pieniędzy.

Kandydat na prezydenta zawsze może obiecać i to, i owo. Ale mocy sprawczej nie ma właściwie żadnej. Każdy najlepszy nawet pomysł (w postaci inicjatywy ustawodawczej) musi zostać klepnięty przez Sejm. Łatwe to jest oczywiście, kiedy głowa państwa ma pełne wsparcie swojego ugrupowania (przecież te pomysły są mu podsyłane). W przeciwnym razie, nawet te najlepsze plany, będą umoczone…

Każdy kandydat na Prezydenta RP powinien mówić tylko jedno: będę pomostem miedzy Sejmem i Senatem. Wiem, powtarzam się, ale tylko to kandydatom pozostaje. Przynajmniej tym, którzy nie są podwieszeni pod partyjne układy. Bo ci podwieszeni będą jedynie nadal Polaków dzielić i rozbijać na obozy.

Chyba że im na tym tak bardzo zależy…

JAKUB WKRĘT

Fot.: Internet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *