Geniusz Bałtyku dał ciała

Narobił sobie kłopotów. Tylko dlatego, że się przeliczył. Tylko dlatego, że wydawało mu się, że Piłsudski przy nim to mały pikuś. Ale nie udało się. I narobił sobie kłopotów. Sobie i swoim zwolennikom. No i Narodowi.

Wybory miały być 10 maja. I po tym dniu tzw. prezydent Polski, czyli prezydent tych, którzy na niego głosowali (to jego własne słowa) nadal, na następne 5 lat, miał być tym tzw. prezydentem. Ale Geniusz Bałtyku mu to uniemożliwił. Bo ten najwybitniejszy strateg polityczny dał ciała.

Wybory miały być tzw. korespondencyjne. Geniusz to wymyślił. Gdyby się odbyły w trybie normalnym, byłoby pozamiatane. Gdyby odbyły się w trybie wyznaczonym przez Geniusza Bałtyku, byłoby pozamiatane. Geniusz nie przewidział, że Senat (tym razem nie całujący mu trzewików) przetrzyma ustawę prawie do maksimum, czyli do ustawowego terminu. Ale dlaczego nie wykorzystał Geniusz Bałtyku tych trzech dni na zatwierdzenie i przeprowadzenie wyborów w tym trybie?

Przecież prezydent by podpisał. Przecież Poczta Polska, Wojsko Polskie, Policja Polska zrobiłyby wszystko, aby każdy Polak dostał kopertę do głosowania. I zagłosowałby. I tzw. prezydent dostałby w podarunku kolejną kadencję.

Nie rozumiem tego. Nie rozumiem, dlaczego Geniusz Bałtyku odpuścił. Przecież miał wygraną w kieszeni. Przecież jego przydupas nie miał żadnych konkurentów…

A teraz Geniusz Bałtyku ma problem. Przydupas innej partii, która umoczyła w gnoju swoją kandydatkę (sorry, to była kandydatka partii, a nie jej partyjnego betonu) goni długopis Geniusza Bałtyku. Do tego stopnia, że być może, tzw. długopis przestanie nim być.

Geniusz Bałtyku ma problem. Problem mają wszyscy, którzy podwiesili się pod Geniusza i drżą na samą myśl, że zabraknie im długopisu, który będzie podpisywał wszystko, co mu podsuną pod nos.

Stąd też m.in. sięganie po sprawdzone metody. Skoro dało się pięć lat temu wystraszyć Polaków armią muzułmanów, którzy mieli wysadzać, mordować i gwałcić, to widać broń była skuteczna. Wzięto się więc za tych, którzy mają dzieci Polaków uczyć masturbacji. Zabrakło jedynie wyjaśnienia, co to takiego, gdyż księża odmówili zajęć praktycznych z ambony.

Powszechna mobilizacja przydupasów Geniusza Bałtyku ruszyła na całego. A że jest ich sporo i mają władzę, więc pojawiają się pomysły w rodzaju wozów strażackich dla gminy z największą frekwencją wyborczą. Zabrakło tylko jeszcze dopowiedzenia, na kogo ta gmina ma głosować, ale to przecież wiadomo. Ciekawe jednak, w co chyba nikt nie wierzy, co byłoby, gdyby w tej gminie nie zwyciężył długopis…

Ale Geniusz Bałtyku, mimo wielu błędów, zbyt wielu, jak na jego geniusz,

może spać spokojnie.

Ratunek przyszedł z najmniej spodziewanej strony, czyli największych przeciwników.

Po zmianie kandydata (swoją drogą z jego poprzedniczką obeszli się po chamsku), okazało się, że jako formacja nic sobą nie reprezentują i nie mają absolutnie żądnego pomysłu na zwycięstwo. Same atuty (jeśli w ogóle je ma) osobowościowe niestety nie wystarczą, a – co by nie mówić – stolica to jednak nie cała Polska.

Przed Geniuszem Bałtyku kilka nerwowych dni. Jeśli jego długopis nie wygra w najbliższą niedzielę, co nie jest wykluczone, następne dwa tygodnie będą sprowadzały się do medialnego, publicznego zniszczenia przeciwnika. A w tym kto jak kto, ale on sam i jego przydupasy mają wielką wprawę.

JAKUB WKRĘT

fot.: Internet