Tonąca Trzaskowskiego się chwyciła z tymi samymi błędami

Partia opozycyjna znalazła sobie nowego kandydata na kandydata w wyborach prezydenckich. Przy okazji partia w sposób wybitnie chamski rozstała się ze swoją pierwszą kandydatką. Dla mnie jest to szczyt PO-owskiego debilizmu w traktowaniu kobiety, którą namówiono na start w wyborach prezydenckich.

Żeby być uczciwym; Wódz Narodu, Słońce Narodu, Król Bałtyku, dał ciała. Upieranie się przy wyborach korespondencyjnych z wyznaczoną ich niezmienną datą odbiła się mu dosyć potężną czkawką. Najwybitniejszy strateg polityczny nie przewidział, że jego wrogowie skorzystają z przepisów konstytucyjnych i wykorzystają ustawowy czas na odrzucenie jego propozycji (raczej decyzji).

Pani Małgorzata Kidawa-Błońska została pozostawiona sama sobie. Jej partia opuściła ją w najbardziej trudnym dla niej momencie. Kiedy trzeba było przerzucić się na Internet (pandemia), kiedy trzeba było prowadzić kampanię w sieciach. Znaczy się, że ci panowie nie mają na ten temat żadnego pojęcia. A podobno szkolili się gdzieś tam zagranicą.

Wystawili panią Kidawę-Błońską na pożarcie. I pożarli ją. Sami. Ją podobno wybrał jakiś tam konwent, czyli (chyba) wszyscy członkowie partii. O jej odstawieniu, poświęceniu, zadecydowało paru tzw. liderów. I sprawa załatwiona.

Gorzej tylko, że nowy kandydat na kandydata od samego początku daje ciała.

Dlaczego? Bo nie zapoznał się z Konstytucją, a dokładniej z uprawnieniami i pełnomocnictwami urzędu, na który kandyduje. Albo po prostu mu to wisi. Może nie jemu, ale jego tzw. doradcom i poplecznikom.

Platforma tzw. Obywatelska przekonała się już niejednokrotnie, że oparcie jakiejkolwiek kampanii wyłącznie na hasłach anty-PiS-owskich prowadzi donikąd. Nie dość, że nie wyciągnęła z doświadczeń żadnych wniosków (błąd największy, czego dowodzi strategia PiS), to jeszcze brnie dalej. Nie zauważyła, że duża część społeczeństwa, skutecznie otumaniana przez rządową machinę propagandową, zupełnie się zmieniła. Że występowanie wyłącznie przeciwko „szeregowemu posłowi”, bez sensu wnoszone wnioski o odwoływanie kolejnych ministrów, już po prostu nie działa.

Rafał Trzaskowski zaczął od strzału w kolano. Własne. Likwidacja telewizji publicznej. Jaki debil mu to podpowiedział?! Niby wykształcony, ale nie wie, że Prezydent RP w tej sprawie ma do powiedzenia tyle co nic!. To było na początku. Na końcu: odroczenie w czasie sztandarowych inwestycji PiS; przekop Mierzei Wiślanej i budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego. Żaden w „ekspertów” PO nie przewidział, że rządzący przerobią to na zamknięcie tych projektów?! Ręce opadają i nie tylko.

Laikiem w sprawach politycznych jestem takim samym, jak niemal każdy Polak. Ale jak każdy Polak swój rozum mam. Nie interesuje mnie to, że obecny prezydent, starający się o ponowną elekcję, posiłkuje się w swojej kampanii wyłącznie nie swoimi sukcesami (jakby tego nie nazywać), ale tym, czego dokonał rząd. Fakt, nie przeszkadzał, ale tym samym udowadnia, że sprowadził swój urząd jedynie do funkcji „długopisu”. I nic dziwnego, przecież to jego ugrupowanie na tym zaszczytnym fotelu go posadziło. I reelekcje miał w kieszeni, póki nie pojawił się Trzaskowski.

Nie jest to żaden „bóg” opatrznościowy, jak mniemają dziesiątki, setki tysięcy przeciwników PiS, a właściwie Jarosława Kaczyńskiego. Gdyby chciał nim być, skupiłby się na Konstytucji.

Prezydent „wszystkich Polaków” powinien łączyć, a nie dzielić. W swoich pierwszych wystąpieniach nie powinien mówić o tvp, ale na swojej pozycji. Np. na byciu pośrednikiem miedzy rządowym Sejmem, a opozycyjnym Senatem. Bo na tym właśnie powinna polegać rola prezydenta; łączyć, a nie jeszcze bardziej dzielić. Niech będzie mediatorem. Ma inicjatywę ustawodawczą. W porządku, ale nie na łapu-capu, ale rozsądnie. Rzeczywistości nie zmieni, ale może do niej się dostosować. Żadna uległość, ale zdrowy rozsądek.

Wiarygodność? Kiedy pojawiają się sygnały, że ktoś tam, gdzieś tam zbiera (wbrew prawu) podpisy pod jego kandydaturą, natychmiast powinien wystąpić do władz partii o usuniecie takich osób z partii. I nie ma właściwie sprawy. Z „inicjatyw oddolnych” można się jedynie zaśmiewać. Jeśli jego kontrkandydat publicznie zapewnia, że pomoże mu zbierać podpisy, wystarczy grzecznie podziękować, ale zaznaczyć, że jego sztab da sobie radę sam.

Epatowanie wykształceniem, znajomością języków obcych przemawia do niewielkiej liczby wyborców. A kogo z wyborców PiS to obchodzi?! Ich interesuje wyłącznie ich własne życie i ich codzienność, zwłaszcza teraz, w tak trudnym okresie. Może więc zapewnić, że usiądzie z rządem do przebudowy choćby programu 500+. Żeby pieniądze nie trafiały do wszystkich, ale do tych naprawdę potrzebujących. Może niekoniecznie wszystkim po równo. To już było…

Ani Andrzej Duda ani Rafał Trzaskowski nie są moimi kandydatami marzeń. Przede wszystkim dlatego, że są za bardzo uwikłani partyjnie. A właściwie partyjniacko. Od wielu już lat polityczna rozgrywka w Polsce sprowadza się do wyboru między mniejszym lub większym złem. Może czas z tym skończyć. Zwłaszcza, kiedy obie strony całą swoją kampanię (w tym przypadku prezydencką) opierają wyłącznie na tym, co było.

A nie na tym, co będzie.

JAKUB WYRWAŁ

Fot. INTERNET

One comment

  • Niezabudka....

    Bardzo dużo poważnego sensu niesie ta wypowiedź… bo rządzić trzeba umieć – to fakt i mam nadzieję, że Pan Trzaskowski jest odpowiedni! ŻYCZĘ MU JAK NAJLEPIEJ!!!!