Ostatni czy Pierwszy brzeg?

Apokalipsa… Australia, która miała być „Ostatnim brzegiem”. Młodym ludziom objaśniam: to tytuł powieść, która przedstawia ostatnie miesiące życia Australijczyków po wojnie nuklearnej, która objęła swoim zasięgiem całą północną półkulę.

W momencie rozpoczęcia powieści Australia jest jednym z nielicznych miejsc wolnych od pyłu promieniotwórczego. W 1959 powstał genialny film, jego remake w 2000.
A dzisiaj… Australia jest (oby nie!) „Pierwszym brzegiem”.  To, co my ludzie, robimy z klimatem, zdaje się potwierdzać tezę, iż od pożarów w Australii zaczęła się śmierć naszej planety. Że za 20 lat w tak pięknym kraju jak Polska, zabraknie wody….
Paradoksalnie, podobno, do pożarów w Australii przyczynili się… ekolodzy. Podobno doprowadzili do przegłosowania ustawy zakazującej kontrolowane wypalania. A robili to Aborygeni od dawien dawna. Bo wiedzieli, bo znali naturę, znali jej różne oblicza…
A z drugiej strony – Australia, największy eksporter węgla kamiennego, nie zmniejszy wydobycia i dalej będzie w ten sposób zatruwać nasz klimat. Zważcie, teoretycznie nie swój klimat, bo ich węgiel idzie w 90 proc. na eksport.
Nie swój klimat? To co, każdy ma „swój” klimat, ograniczony palikami?
W „Ostatnim brzegiem” zagrożona była tylko (sic!) północna półkula. Dzisiaj stoimy tuż przed Apokalipsą, która lada moment obejmie całą Ziemię.
Bójmy się…, nie Boga, ale nas samych, naszych, tzw. polityków, też co poniektórych hierarchów kościelnych, wszystkich tych, którzy dla doraźnego poparcia gotowi  są na wszystko. Wbrew logice, wbrew NAS WSZYSTKICH.

Krzysztof Rozum

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *