Moje Święto Niepodległości

11 listopada. Święto Niepodległości. Naszej Niepodległości, Niepodległości Polski, naszej Ojczyzny. Jak na mój gust zbyt mało uśmiechu i radości, zadecydowanie za dużo patosu i pustosłowia. Widać nawet z, wydawałoby się tak radosnego święta, potrafimy uczynić jedynie kolejny pretekst do kontynuowania wojny polsko-polskiej. A przecież…

Godzina 9.00. Na Pl. Piłsudskiego, przy ustawionym ołtarzu trwają ostatnie przygotowania do mszy. Prowadzić ją będą głowy Kościoła Katolickiego, Kościoła Prawosławnego, Kościoła Augsbursko-Ewangelickiego, Kościoła Greckokatolickiego, Związku Gmin Żydowskich i wielu, wielu innych kościołów i wyznań. Wspólnie, bo dzień ten łączy Polaków wszystkich wyznań i religii. Prócz liturgii i słowa Bożego, czyli religijnej oficjałki, wierni przygotowali różnego rodzaju pieśni tańce pod hasłem: Radujmy się dniem tym! Wygląda na to, że plac „ojca niepodległości” przemieni się w wielki teren zabawy.

Ramię w ramię narodowcy, komuniści, LGBT…

Kilka dni wcześniej szefowie wszystkich ugrupowań politycznych, nie tylko tych parlamentarnych, ustalili trasę przemarszu wspólnej, oficjalnej delegacji na szlaku pomników upamiętniających najwybitniejszych Polaków, którzy zasłużyli się dla odzyskania Niepodległości. Oczywiście delegacja ta składa się wyłącznie z samych prezesów, przewodniczących i szefów.

Godzina 10.00. Reprezentacja wszystkich ugrupowań politycznych w Polsce składają kolejno po jednym, od wszystkich, wieńcu pod pomnikami Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa. Jadą na cmentarne groby i pod pomniki upamiętniające walki Polaków o odzyskanie Niepodległości. Wszędzie atmosfera jest podniosła, ale w trakcie przemarszów do poszczególnych miejsc nie brakuje uśmiechów, rzeczowych dyskusji, poklepywania się po ramionach, uścisków dłoni.

Ta sama godzina we Wrocławiu. Były ks. Jacek Międlar stoi na trybunie w towarzystwie Tysona Herbergera, Naczelnego Rabina Wrocławia i Śląska. W krótkich wystąpieniach odnoszą się do rocznicy oraz wieloletniej współpracy i współdziałania Polaków różnych wyznań na drodze do uzyskania Niepodległości. A potem rozpoczyna się wspólny przemarsz ulicami miasta. Nieliczni jego uczestnicy kryjący twarze pod kominiarkami wręczają policjantom pilnującym porządku bukieciki stokrotek.

Wróćmy jednak do stolicy. Na 14 zaplanowano rozpoczęcie Marszu Niepodległości. Rozbawiony tłum przechodzi z pl. Piłsudskiego na rondo Dmowskiego i formowana jest kolumna. Wcześniej ustalono, że na rondzie gen. de Gaulle’a, już po ruszeniu marszu, spotka się ona z innymi kolumnami marszowymi zaplanowanym na ten dzień. Od strony pl. Unii Lubelskiej nadejdzie grupa antify, od pl. Bankowego – spod znaku tęczy LGBT, skrajni komuniści będą czekali przy ul. Smolnej.

Po połączeniu się w jedną kolumną, wszyscy radośnie przemaszerują na błonia przy Stadionie Narodowym na wielki, wielogodzinny festyn narodowy. Na wielu scenach będą występowali różni artyści; znalazło się też miejsce dla zespołów garażowych, którym często trudno jest przebić szerszej publiczności. Ale tego dnia, świętowania Niepodległości, miejsce musi znaleźć się dla wszystkich…

I, kuźwa, obudziłem się.

Odpaliłem telewizor, a tam to samo. To samo co każdego roku od wielu lat… Radości żadnej, ale małych wojen i bitew aż nad to…

JERZY WIR

Fot.: Internet