GP Meksyku – Hamilton musi poczekać

Tor w Meksyku na wysokości ponad 2200 m. n.p.m. jest najwyżej położony wśród wszystkich, na których rozgrywane są wyścigi Formuły 1. Nazwany imieniem braci Rodriguez, najlepszych kierowców Formuły 1w Meksyku, którzy zginęli wypadkach, Młodszy Ricardo podczas treningu do GP Meksyku w 1962 r., a starszy o 2 lata Pedro Pedro w 1971 r gdy objeżdżał prototyp w RFN.

Louis Hamilton miał tu świętować zdobycie po raz szósty tytułu mistrza świata. Lecz choć wygrał musi poczekać do GP USA, bo Valtteri Bottas dojechał na trzecim miejscu za Sebastianem Vettelem i Brytyjczykowi zabrakło 8 pkt. Do świętowania tytułu. Zostały jeszcze trzy wyścigi i chyba nikt mu palmy pierwszeństwa nie odbierze.

Jazda na wysokości ponad 2200 m. n.p.m. sprawia kierowcom i mechaniko nieco trudności. W rozrzedzonym powietrzu trzeba zmieniać nastawy silnika, grzeją się hamulce, jazda tuż za kimś jest bardziej niebezpieczna niż na nizinach. Hamilton startując z trzeciego pola nie wyprzedził po starcie Lelerca i Vettela (obaj Ferrari), wygrał lepszą taktyką zespołu, bo i on i Bottas pojechali tylko na jeden pit stop na zmianę opon. Pozostali z czołówki na dwa. Kolejny znakomity wyścig Alexandra Albona (Red Bull Racing) i piąte miejsce.

Robert Kubica po raz 19 był wolniejszy w kwalifikacjach od Georga Russella, tym razem aż o prawie 1,5 sekundy, a nie o ułamek jak zazwyczaj, natomiast startował z ostatniego, 20 miejsca, a Brytyjczyk aż o3,421 sekundy był wolniejszy od Maxa Verstappena , który zajął pole position.

Wystartował jednak z pola czwartego, bo podczas wypadku Valteriego Bottasa, w kwalifikacjach nie zwolnił, choć musiał, jak inni kierowcy na co wskazywały żółte flagi. Z pierwszego pola startowały więc Ferrari, Charles Leclerc i Sebastian Vettela z trzeciego miejsca Louis Hamilton.

Kubica w piątkowym treningu wziął udział tylko w sesji popołudniowej, rano musiał użyczyć bolid Nicholasowi Latifiemu. Po znakomitym starcie Kubica, jak to ma w zwyczaju, wyprzedził Russella i Romaina Grosjeana i wydawało się że wreszcie będzie na mecie przed kolegą z zespołu. W pewnym momencie po wyjeździe stoczył zwycięski pojedynek z Rusellem, na trudnym odcinku kilku kolejnych zakrętów i wkrótce miał nad nim przewagę ponad 4 sekundy. Potem zmalała do dwóch, gdy musiał przepuszczać kierowców z czołówki lecz niespodziewanie został wezwany do… pit stopu. Powód? – Z tylnego koła uchodzi powietrze – usłyszał. – Nic nie czuje, bolid prowadzi się bardzo dobrze – odpowiadał lecz rozkaz był kategoryczny. Dojechał do mety na ostatnim 18 miejscu, bo dwaj nie ukończyli wyścigu.

Co z przyszłością Kubicy? Trwają jego rozmowy z szefem zespołu Haasa Guntherem Steinerem, podobno zaawansowane lecz nie wiadomo co z nich wyniknie.

Następny wyścig GP USA w Austin już w najbliższą niedzielę 3 listopada.

ANDRZEJ MARTYNKIN