Ujemna stopa zwrotu inwestycji

Na początek małe przypomnienie dla tych, którzy z ekonomią i finansami są, lekko mówiąc, trochę na bakier. Stopa zwrotu to powszechnie używana miara zyskowności inwestycji. Zapisuje się ją w procentach. Im wskaźnik ten jest wyższy, tym więcej zmieniła się wartość naszej inwestycji, im niższy – tym mniej. Kiedy wskaźnik spada poniżej zera, na inwestycji straciliśmy.

Dobrze jest wiedzieć, czy zainwestowane pieniądze (inwestycja to jednak głównie one) przynoszą nam jakikolwiek zysk. Czy też może nie trafiliśmy z planowaniem i wydatki okazały się nieopłacalne; przyniosły nam niestety stratę. Czasem cieszyć się można, kiedy wskaźnik stopy zwrotu osiąga „0”; nie zyskaliśmy, ale i nie, co czasem też jest sukcesem, straciliśmy.

Możemy inwestować swoje pieniądze. Wiedzą o tym doskonale choćby ci, którzy kupują mieszkania na wynajem. To bardzo dobry interes zwłaszcza w przypadku tzw. głodu mieszkaniowego. I tłumów cudzoziemców, którzy chcą w Polsce pracować.

Tylko prezesowi jakoś nie do śmiechu…

Można inwestować w siebie. Choćby podnosić kwalifikacje poprzez różnego rodzaju kursy czy dokształty, za które oczywiście trzeba płacić.

Pracodawcy inwestują w podwładnych. Im to też powinno się opłacać. Nawet wysłanie pracowników na studia.

Politycy inwestują w wyborców. Najpierw w trakcie wyborów poprzez tzw. obietnice wyborcze. Obiecać można wszystko, to nic nie kosztuje. Dobrze jest potem te obietnice realizować. Wyborcy bardzo dobrze to odbierają w perspektywie następnych wyborów.

13 października stało się coś, nawet dla prezesa (prezes jest tylko jeden), niezrozumiałego. Do tego stopnia, że już podczas wieczoru wyborczego stwierdził: Jesteśmy formacją, która zasługuje na więcej. Otrzymaliśmy dużo, ale zasługujemy na więcej. I nie ma się co dziwić żalowi prezesa, przecież tyle PiS w potencjalnych wyborców zainwestowało. Miliardy, dziesiątki miliardów…

Nie wiem, czy prezes uwierzył w niektóre sondaże przedwyborcze, które dawały jego ugrupowaniu nawet ponad 50% głosów. Dopiero kilka dni przed „godziną 0” zaczął tonować nastroje i mobilizować do głosowania. Fakt, frekwencja szokowała nawet największych optymistów. A wynik wyborów może świadczyć, że następnych razem będzie jeszcze wyższa.

Podczas wieczoru wyborczego prezes stwierdził: czeka nas najpierw refleksja nad tym, co się udało, o czym mówiliśmy, ale także nad tym, co się nie udawało i co spowodowało, że część społeczeństwa uznała, że nie należy nas popierać. (…) To jest powód, żeby (…) dążyć do tego, (…) Byśmy my sami stali się lepsi z punktu widzenia społeczeństwa. To oznacza przede wszystkim zobowiązanie, które dotyczy nas właśnie.

Nie można prezesowi odmówić racji. Po raz kolejny okazało się, że pieniądze to nie wszystko. W tym wymiarze stopa zwrotu inwestycji okazała się ujemna, bo przecież PiS stracił większość w Senacie, a w Sejmie zachował status quo. Wielkie programy socjalne co prawda poprawiły status materialny wielu polskich rodzin, ale na dzietność nie wpłynęły, ale o tym to już Hitler wiedział. Trzeba może było wziąć korepetycje z historii, byle nie u premiera.

I jak to mówi ulica: i ci kradną, i tamci kradli, ale ci przynajmniej z Narodem się dzielą. Właśnie. Gorzej jednak, że ci, którzy nazywają siebie „dobrą zmianą”, niewiele mają z nią wspólnego. Jako ludzie. Pazerni na władzę i na wszelkie profity, które z władzą są związane. Kolesiostwo i nepotyzm kwitły, jak kwitły, korzystanie z przywilejów chyba jeszcze bardziej, o braku jakiegokolwiek szacunku dla opozycji nie wspomnę.

A może trzeba było inwestować właśnie w to, w walkę z tymi wszystkimi wypaczeniami. Poza tym budowanie nowej Polski nie zawsze musi oznaczać niszczenia wszystkiego, co się zastało w momencie objęcia władzy, tylko dlatego, że to była „ruina”.

PiS przeinwestował. I to znacznie. Może to powodować kłopoty w przyszłości, jeśli potwierdzą się pogłoski o pogarszającej się koniunkturze w całej gospodarce europejskiej i światowej. Odszedł od religii smoleńskiej na rzecz walki z LGBT i seksualizacją dzieci i też nie był to dobry kierunek. Związał się bardzo blisko z tzw. kościołem (bo z prawdziwym nie on za wiele wspólnego), co spowodowało przerzucenie na barki władzy m.in. problemu pedofilii.

Z pewnością czekają nas ciekawe 4 lata. Ciekawe choćby pod tym względem, czy prezes i jego kompania potrafią wyciągną z ujemnej stopy wzrostu jakiekolwiek wnioski.

JERZY WIR

Fot.: Internet