Sześć medali lecz do potęgi daleko

Mistrzostwa zakończyły się w niedzielę wieczorem 6 października, a piszę o nich dopiero teraz… To dlatego, że chciałem poznać jak oceniają media występy Polaków.

Czy jesteśmy w lekkiej atletyce potęgą jak wyrażał się komentator telewizji, były świetny dziesięcioboista Sebastian Chmara bezpośrednio po zdobyciu tytułu wicemistrza świata, niewątpliwym sukcesie polskiej sztafety kobiet na 4×400 i zakończeniu mistrzostw. Jesteśmy potęgą w lekkiej atletyce, powtarzał kilkakrotnie wzruszony. I tak chyba myślą liczni sympatycy „królowej sportu”.

Złoty Pawła Fajdka w młocie, dwa srebrne: Joanny Fiodorow (też w młocie) i sztafety kobiet 4×400 m, w składzie: Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszksiewicz, Małgorzata Holub-Kowalik, Aleksandra Święty-Ersetic oraz trzy brązowe: Wojciecha Nowickiego w młocie, Piotra Liska w skoku o tyczce i Marcina Lewandowskiego na 1500 m. Te wyniki oczywiście cieszą lecz potwierdzeniem potęgi nie jest przecież tegoroczne zwycięstwo w drużynowych mistrzostwach Europy – jak twierdził wspomniany wyżej Sebastian Chmara – bo w tej imprezie nawet znane potęgi lekkoatletyczne nie wystąpiły w najsilniejszych składach. Zawodnicy zaliczający się do czołówki światowej koncentrowali się na przygotowaniach do nachodzących mistrzostw świata w Katarze. A ponadto w drużynowych mistrzostwach Europy nie rozgrywano najdłuższych biegów, a w nich jesteśmy słabeuszami.

Były dwukrotny mistrz olimpijski, obecnie wiceprezes PZLA Tomasz Majewski oceniając występy reprezentacji w Doha w skali szkolnej dał 4+. Czyli prawie bardzo dobry. Mam wątpliwości

Nie brak u as zawodników na światowym poziomie lecz i takich, którym daleko nawet do średniego poziomu europejskiego. Sprinty kobiet – jedna Ewa Swoboda wiosny nie czyni – z wynikiem w granicach 11,20 s. na 100 m można brylować w kraju, bo na świecie nie ma co szukać, nie może się zbliżyć do swego najlepszego 11,07 s. W skokach z wyjątkiem Kamili Lićwinko wzwyż (w Doha 1,98 m) nie ma dla niej konkurentki. W tyczce właściwie nie ma kto skakać. Słaby poziom w dysku, oszczepie i kuli. Wynik Pauliny Guby ledwie kilka centymetrów ponad 18 m, zawstydzający. O zapleczu lepiej nie wspominać. Biegi długie kobiet – można powiedzieć- żaden poziom.

Wśród mężczyzn też nie brak konkurencji wręcz słabych. To przede wszystkim sprinty, skoki w dal, trójskoku, wzwyż. W rzutach oprócz młotem i pchnięciu kulą w dysku. W oszczepie nie licząc Marcina Krukowskiego, który zawiódł można powiedzieć: posucha.

Biegi długie były wizytówką polskiej lekkiej atletyki: Jerzy Chromik, Zdzisław Krzyszkowiak, Bronisław Malinowski, Kazimierz Zimny, że wspomnę tylko o nich, teraz żaden z obecnych, nawet mistrzów Polski im nie dorównuje. Gdyby obecnie dwaj najlepsi polscy długodystansowcy pobiegli w Doha na 10000 m każdy po 5000 m, to nie wygraliby z nikim z pierwszej szóstki na „dychę”. W Doha w biegu na 3000 m z przeszkodami Krystian Zalewski stracił do zwycięzcy 50 sekund (!) i w eliminacjach zajął 43 miejsce! Nie mamy płotkarzy choćby na europejskim poziomie. Najlepszy na 110 mpł. Dariusz Czykier biega na poziomie braci Leszka i Mirosława Wodzyńskich w… 1972 r.

Zawód sprawili zarówno Michał Haratyk jak i Konrad Bukowiecki w pchnięciu kulą. Pierwszy nie wszedł do finału, a drugi ze swoim wynikiem 22,25 m. sądził, że nawet trzecie miejsce byłoby przegraną. W finale uzyskał zaledwie 21,46 m. Wyniki trzech pierwszych w tej konkurencji, to osobna opowieść. Taki konkurs, by drugi (22,90) i trzeci (22,90)zawodnik przegrali ze zwycięzcą zaledwie o 1 cm, może się nie powtórzyć przez wieki.

Czy rzeczywiście jesteśmy potęga w lekkiej atletyce?

ANDRZEJ MARTYNKIN