Kasa, kasa i jeszcze raz kasa

Jednego politycy PiS nauczyli się od ostatniej kampanii parlamentarnej; nie ma ceny jaką Naród będzie musiał zapłacić za budowanie wizji państwa, jaką sobie wymyślili. I nawet nie trzeba pytać, czy komukolwiek, prócz im, taka wizja odpowiada. Dlaczego? Bo wystarczy sypnąć kasą. I Polak będzie kupiony.

Bo Polak, ten przeciętny, ma gdzieś, jakąś tam reformę sądownictwa, której po prostu nie rozumie, bo z sądem ma do czynienia najczęściej raz w życiu i to od razu z tym Ostatecznym.

Ma gdzieś jakieś tam marsze, jakiegoś tam LGBT, bo zasuwa do roboty, zajmuje się rodziną, dziećmi, a w telewizji najczęściej ogląda serialową papkę. Tym bardziej ma gdzieś jakaś tam gadaninę o różnych zarazach, które podobno zalewały i zalewają nasz kraj.

Ma gdzieś wiele innych niby ważnych dla polityków kwestii, ale z pewnością nie przejdzie obojętnie obok obietnic, ile to „państwo” da mu pieniędzy. I to w dodatku za nic.

Że też żaden z tych dających nie wpadł na pomysł, żeby sygnować to hasłem: To po prostu Narodowi się należy. Ale skoro Szydło w UE siedzi, pewnie nie było komu wymyślić…

Nigdy nie myślałem, że będę kiedykolwiek cytował nieżyjącego twórcę i szefa Samoobrony. Ale okazuje się, że ten wykpiwany i wyśmiewany prosty chłop czasem rzucał tekstami, które powinny wejść na stałe do słownika polityków. Andrzej Lepper z sejmowej trybuny rzucił kiedyś: Wy ludziom nie musicie dawać. Wystarczy, że przestaniecie im zabierać, a ludzie sami sobie poradzą.

Zakłady szewskie znikają z rynku nie tylko dlatego, że brakuje młodych, chętnych do nauki zawodu. Tak jak i inni fachowcy dziesiątek branż szewcy nie wytrzymują obciążeń podatkowych fundowanych m.in. przez podnoszenie minimalnego wynagrodzenia…

Ale przecież zawsze lepiej, kiedy polityk powie Narodowi: To ja, my Wam dajemy, to ja, my Wam podniesiemy. Bo przeciętny Polak naprawdę w to wierzy, że państwo, rządzący jakoś pieniądze cudownie rozmnożyli. Jego pieniądze, bo najpierw przecież musiał im te pieniądze oddać w postaci podatków. Różnych i wielu, o których istnieniu nawet nie zdaje sobie sprawy.

Od poprzednich wyborów parlamentarnych, poprzez samorządowe, do Parlamentu Europejskiego, skończywszy na kampanii do najbliższych najważniejszym tematem jest kasa i ile rządzący jej Narodowi dadzą, kiedy wygrają. Opozycja nie pozostaje w tyle i obietnice finansowe mnożą się na całego. Proszę się więc nie dziwić, że wielu rodaków zastanawia się, jaka jest cena Polaka, za ile da się kupić.

Tzw. państwo dobrobytu nie sprowadza się wyłącznie do kasy. Nie trzeba byłoby tej kasy rozdawać na pierwsze i kolejne dzieci, gdyby tzw. państwo zapewniło powszechną dostępność do żłobków i przedszkoli. Oczywiście liczba ich stale wzrasta, ale głownie tych prywatnych. Więc otrzymane pieniądze trzeba prawie natychmiast oddać i jeszcze dopłacić już z własnych. Czyli tych samych, ale nie oddanych wcześniej państwu w postaci podatków. To tylko jeden z przykładów.

Przeciętny Polak nie rozumie, że skoro państwo daje pieniądze jednej grupie, to koszt ten musi zostać przerzucony na inne. Można oczywiście zwiększać minimalne wynagrodzenie w nieskończoność, ale zabija to średnią klasę (wzrost ZUS, kosztów produkcji i usług), która w każdym rozwijającym się państwie jest maszyną napędu gospodarczego. Nikt nie zastanowi się, że tego rodzaju wzrost wynagrodzenia powinien dotyczyć wyłącznie firm państwowych, co przy jednoczesnym obniżeniu obciążeń podatkowych będzie stymulowało ich inwestycje. A chyba na tym rządzącym powinno zależeć najbardziej.

Rynek nie znosi próżni. Skoro więc do Narodu trafiają dodatkowe miliardy, proszę się nie dziwić, że reakcja rynku jest natychmiastowa. Rosną ceny. Śmiałem się z tych, których szokowały ceny w nadbałtyckiej gastronomii obecnego lata. Śmieję się z szoku rodziców, którzy muszą wywalić równowartość trzech wyprawek na podręczniki szkolne. Dziwię się ludziom, którzy dziwią się, że żywność drożeje. Dziwię się seniorom, którzy uwierzyli, że leki mają za darmo. Potaniały te akurat najtańsze, a te drogie, najbardziej potrzebne przy całej liście schorzeń ludzi w tym wieku, oczywiście podrożały.

Kasa i jeszcze raz kasa. Politycy mają już zakodowane, że Polaków (a tym samym ich głosy) można po prostu kupić.

JERZY WIR

fot.: Internet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *