Projekt samolot+, a za chwilę pociąg+

Kancelaria Sejmu ma rację: Obecność dodatkowych osób na pokładzie (samolotu – przyp. red.) nie wpływa w żadnej mierze na koszt przelotu. Choćby żaden pasażer nie chciał skorzystać z okazji, samolot musi polecieć. Tak samo jest z pociągami. Najwyżej mogą podstawić mniej wagonów. Ale samolot musi polecieć, pociąg musi pojechać.

Marszałek Sejmu (podobno ii osoba w naszym państwie) polatał sobie samolotami, które i tak musiały latać. Bo kiedy nie latają, to się psują – można wywnioskować z kilku oświadczeń Kancelarii Sejmu. Rozumiem w lotnictwie wojskowym, nawet tym, które kiedyś przewoziło najważniejsze osoby w państwie. Piloci mieli loty ćwiczebne, nocne i jakieś tam jeszcze. I kiedyś przy okazji mogli nawet członkowie ich rodzin na przelot się załapać. Co prawda wymagało to kilku próśb i zgód, ale co tam.

Załóżmy, że marszałek Sejmu leci lotem służbowym. Najczęściej z Rzeszowa do stolicy lub w kierunku odwrotnym. Rozumiem, że po przylocie na miejsce członkowie jego rodziny cichaczem, pod osłoną nocy, a może w podręcznym bagażu samolot opuszczają. Chyba że w samochodzie (oczywiście służbowym) jest wolne miejsce i można takiego członka rodziny po drodze podrzuci w dowolne miejsce.

Debile, robili sobie zdjęcia na pokładzie i teraz muszę za to płacić. Bo przecież nie za wożenie rodziny. NALEŻY MI SIĘ!!!

Inna kwestia. Z drugą osobą w państwie leci ochroniarz. Czy w takim razie kiedy owa niby ważna osoba bierze na pokład członka rodziny, ochroniarz odpowiada również za jej bezpieczeństwo? Taka mała ciekawostka…

W normalnych (nie rządowych) liniach lotniczych koszt przelotu samolotu pokrywają pasażerowie. W innym przypadku wszystkie by zbankrutowały. Wychodzi na to, że te polskie rządowe przeloty są najtańsze na świecie. Można tak sądzić po kwocie, która została naliczona marszałkowi za zabranie na pokład członków rodziny.

Ale od czego jest najwybitniejszy strateg partii rządzącej? Otóż wymyślił on, żeby rząd otworzy nowe programy prospołeczne.

Otóż kiedy będzie leciał rządowy samolot (niekoniecznie tylko z marszałkiem Sejmu) na specjalnych stronach internetowych będących właśnie w fazie tworzenia, pojawiać się będzie informacja o wolnych miejscach. Każdy chętny w zamian na wpłatę na cel charytatywny (będą one oczywiście odgórnie wskazanie) będzie mógł sobie w takim samolocie zarezerwować miejsce. Jedyną bolączką będzie to, że obowiązywać będzie zasada: kto pierwszy ten leci, czyli decydować będzie kolejność zgłoszeń. Trwają jeszcze dyskusje, czy tę kolejność będzie można uzależnić od wysokości owej wpłaty.

Dyrekcja PKP, najlepszych kolei na świecie, nie chce pozostawać w tyle. Podobno już zlecono opracowania, czy poseł jadący na koszt Narodu I klasą, będzie mógł zabrać do przedziału członka rodziny, znajomego, znajomą, przyjaciela, przyjaciółkę, kochanka, kochankę, czyli praktycznie każdego, jeśli okaże się, że są w nim wolne miejsca. Cena biletu ma być również zrównoważona przez wpłatę na cele charytatywne.

W obu przypadkach do rozpatrzenia pozostaje jeszcze kwestia, czy jakiś tam marszałek, czy członek rządu będzie chciał dzielić miejsce w samolocie lub pociągu z kimś kogo nie zna. Ale od czego jest Wybitny Strateg. Tupnie nóżką i sprawa załatwiona. Najważniejszy jest Naród!

Następnym pomysłem, zgłoszonym niejako przy okazji, jest przewóz obywateli służbowymi samochodami będącymi w dyspozycji tzw. wybrańców narodu. Przecież koszt przejazdu jest ten sam. A dlaczego nie skorzystać z możliwości zwiększenia wpłat na cele charytatywne i nie zabierać po drodze przygodnych pasażerów?

Plany te tylko w pierwszej chwili wydają się absurdalne. Nikt potem nie będzie mógł zarzucić władzy, że z pieniędzy Narodu finansuje jakieś tam parki, czy geotermiczne odwierty. Nie mówiąc już o emeryturach kleru.

JERZY WIR

fot.: Internet