Posłałem syna do technikum

Nie teraz. Kilka lat temu. Półtora roku nad nim pracowałem, przekonując, że liceum to może i dobry wybór, ale nic nie dający. Bo po liceum, kiedy nie dostanie się na studia, będzie „w dupie”. Totalnej. Będzie, albo musiał rok przygotowywać się do powtarzania matury, albo pójdzie do szkoły pomaturalnej, aby zdobyć jakiś zawód. Na szczęście posłuchał.

Piszę to, bo kiedy teraz słyszę, że czyjeś dziecko nie dostało się do wymarzonej szkoły (oczywiście liceum), zastanawiam się, czy tak naprawdę była to szkoła wymarzona przez dziecko, czy przez rodziców.

Kiedy rodzice kolegów mojego syna dowiedzieli się, że idzie on do technikum, słyszałem tylko jedno pytanie: Dlaczego?! I zaraz szło dodatkowe: Przecież on jest taki dobry z matematyki i fizyki! Fakt, był. Ale liceum nic mu nie dawało, poza iluzoryczną szansą na podjęcie studiów. Natomiast po technikum miał ZAWÓD.

To żaden wstyd być fryzjerką… Nawet, jeśli rodzicom wydaje sie, że jest to zawód niegodny ich dziecka…. Tylko czy wtedy jeździliby na każde strzyżenie np. na Ukrainę, albo na Słowację…

Skończyło się na tym, że oczywiście do technikum się dostał. Do tego, które było zgodne z jego zainteresowaniami (informatyka). Już w czasie nauki miał propozycje pracy lub zapewnienia, że będą na niego czekać, kiedy tylko skończy szkołę.

Maturę zdał, dostał się na studia. Może nie te wymarzone, ale jednak. Po pierwszym roku studia rzucił. Tylko dlatego, że dowiedział się, iż na trzecim roku będzie uczył się tego, co już przerabiał w technikum. Na czwartym również. Przy okazji uznał, że studia tak właściwie nie są mu do niczego potrzebne.

W tydzień znalazł pracę. Bez żadnych problemów. Na dodatek na stażu zarabiał więcej niż ja i żona. W ciągu pięciu lat pracę zmienił już sześć razy.  A o mu się to to  nie podobało, a to tamto. Za każdym razem ze znalezieniem nowej nie miał żadnych problemów.

Dwa lata temu zdecydował się na studia. Uznał, że papierek może się w przyszłości przydać. Dostał się bez problemu i to na kierunkowe; i pod względem wykształcenia w technikum i wykonywaną pracą. Rozwija się, a ja się cieszę.

Jedna z moich uczennic po gimnazjum poszła też do technikum. Jej przyjaciółka w tym roku zdawała maturę. Moja uczennica nie marzy o studiach. Będzie miała zawód i już teraz wie, co będzie chciała robić po zakończeniu szkoły. Jej przyjaciółka przeżywa stres, czy dostanie się na studia. Na byle jakie, aby się tylko załapać. Moja uczennica stwierdziła, że jak jej studia będą potrzebne do rozwoju zawodowego, to je podejmie. Ale ciśnienia nie ma żadnego.

Kilku innych moich uczniów i uczennic ze szkół podstawowych na sugestię, że może by pomyśleli o dalszej nauce w technikach lub szkołach zawodowych (teraz to się chyba nazywają branżowymi), prawie wszyscy odpowiadali tak samo: Ale ja się niczym nie interesuję… Szok. Ale kiedy po krótkiej rozmowie okazuje się, że jednak jakieś tak zainteresowania są, w jakimś tam kierunku, to przyszłoroczni absolwenci szkół podstawowych w ogóle nie wiedzą, że są możliwości, aby te zainteresowania rozwijać, pogłębiać, ba nawet móc na ich bazie dobrze żyć w przyszłości.

A to wszystko na marginesie podobno braku miejsc w szkołach. Miejsca są, tylko jeśli ambicje rodziców w żaden sposób nie pokrywają się z umiejętnościami i chęciami dzieci, to dochodzi to dramatów. Dramatów dzieci, nie rodziców. Ci chcieliby zapewne, aby ich dzieci byli geniuszami, a dla tych są tylko najlepsze szkoły. Pierwszego, drugiego, dziesiątego, setnego wyboru.

JERZY WIR

One comment

  • Absolwent

    Święta prawda. Sam jestem tego najlepszym dowodem: skończyłem liceum (dobre!), studia a pracuję, i bardzo sobie tę pracę chwalę, w branży poligraficznej. A przed liceum proponowano mi Technikum Poligraficzne. Ale nie wypadało…. Liceum to było to! G…. prawda!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *