Nie chcę z Panem na „wyspę wolności”

Panie Jarosławie Kaczyński, z niepokojem przyjąłem ponownie wiadomość o Pańskiej odizolowanej „wyspie wolności” i ogólnego szczęścia. Proszę, aby Pan tego mi oszczędził i nie zabierał mnie ze sobą, bo będzie miał Pan tam ze mną same kłopoty.

Pochodzę ze zwykłej polskiej rodziny, z ojca AK-owca i mamy robotnicy. Nie było w domu kokosów. Skromne wojskowe mieszkanko i czterech braci, wychowywanych na patriotycznych wzorcach AK.

Nie to, co Pan – arystokrata żoliborski.

Mógł się Pan cieszyć kontaktami z niezwykle wpływowymi ludźmi dyktatury proletariatu, którzy podpisywali wyroki na polskich bohaterów. Przy tak mocnych osobach z pewnością opływał Pan ptasim mleczkiem. Mieszkał Pan w wygodnej willi, odebranej rodzinie polskiego oficera i bohatera wojny z bolszewikami. Jak to fajnie móc korzystać z luksusów, chociaż męczy mnie to, że stworzonych dla ludzi, będących na usługach tamtej władzy.

Nawet, gdy zdarzyło się zaniedbać naukę, sam kurator oświaty najwyższej władzy PZPR pomógł; wprawdzie trzeba było szkołę zmienić, ale promocję do klasy maturalnej Pan otrzymał.

Potem „chłopaki szły” do wojska. U mnie było łatwo, ciągle w mundurze harcerskim, do szkoły oficerskiej poszedłem jakby z marszu, naturalnie.

Przepraszam, ale nie słyszałem, gdzie Pan służył, prawdopodobnie prasa tego nie zauważyła, ale powszechny obowiązek obrony ojczyzny zapewne był Panu nieobcy i odsłużył Pan te dwa obowiązkowe lata dla ojczyzny, żeby, jak wtedy mawiano, stać się mężczyzną. Pewnie podziela Pan mój pogląd, że trudno było się od wojska wymigać, chyba że ktoś ręki lub nogi nie miał albo na tzw. żółte papiery, bo wariatom wtedy broni nie dawali, prawda?!

To kiedy stał się Pan mężczyzną?

Ludzie mówią, ale nie wierzę, że nadal trudno Panu zrobić cokolwiek samemu.

Z pisaniem pracy inżynierskiej czy magisterskiej też nie miałem problemów. Pamiętam jednak to stukanie jednym palcem na maszynie, bo maszynistka była zbyt droga.

Przepraszam, ale nie doczytałem, czy pisał Pan jakąś pracę magisterską? Niektórzy mówią, że wtedy można się było od razu doktoryzować, szczególnie gdy pisało się o umacnianiu władzy i samorządów w socjalistycznym państwie. Mówią też, że szczególnie trudno było, gdy się miało wymagających promotorów, rodem z kraju ojczyzny socjalistycznych przemian. Oni to się znali na rzeczy.

Kiedy zostałem oficerem, szkoliłem wojsko od rana do późnej nocy, od pobudki do capstrzyku w jednostce. Wolnych sobót nie było, a służby w niedziele dla młodych oficerów były jakby przypisane. Ale było świetnie, można się było wylegiwać w drodze na poligon w bydlęcym wagonie eszelonu nawet przez całą dobę. Ale, co tam, wiele wspomnień zostało…

Słyszałem, że Pan wtedy też służył, jako TW Balbina… Ciekaw jestem, czy ma Pan z tego czasu jakieś fajne wspomnienia. Wiem, że jest Pan ode mnie dużo starszy, ale zapytam: czy nadal Pan służy?

Słyszałem, że chciał Pan do Solidarności, ale się Pan nie zapisał. Szkoda, bo teraz mówią, że był Pan tam przywódcą i tylko przez nieuwagę nie internowano Pana w stanie wojennym. A to ci dopiero nieodpowiedzialni partacze.

W stanie wojennym zajmowałem się zwykłym zabezpieczaniem Sztabu 2 Dywizji i nawet na żaden patrol mnie nie wysłano. Moi koledzy wspominali, że ludzie przynosili im gorące napoje w siarczysty mróz. Wszyscy mówili, że to nie ich wojna.

Panie Kaczyński, a Pana internowali albo bili?

W. Frasyniuk opowiadał, że ci, z którymi Pan współpracował, podobno robili ścieżki zdrowia. Niech Pan przyzna, naprawdę spał Pan do 12.00 i zawiódł Pan zarówno jednych, jak i drugich? Nie wierzę!

Jednak biorąc powyższe pod uwagę rozumiem Pańską tęsknotę za językiem wojny. Ogłosił Pan podobno walkę z ofensywą zła. To brzmi groźnie, bo trudno zatrzymać ofensywę, gdy nie ma kontrofensywy, a walka może tylko symbolicznie zadowolić propagandowych ekstremistów, nie przynosząc zwykle zwycięstwa, a tylko propagandę.

Jednak zło trzeba zwalczać. Szczególnie takie, które niszczy życie nas wszystkich. Szczególnie polecam Panu walkę z niszczycielami naszej demokratycznej konstytucji i systemu prawnego, bo to tworzy anarchię i prowadzi do dyktatury partii rządzącej. Polecam Pańskiej uwadze tworzenie się zależności pomiędzy politykami, biskupami i przedsiębiorcami, bo wtedy tworzą się mafie i tylko patrzeć jak zachęcani bezkarnością, nawykowo łamiąc prawo, staną się nie tylko bezczelnie bogaci, ale znajdą media, które wytłumaczą elektoratowi, że „im się to, po prostu należy”. Najbardziej boję się, że tacy ludzie przekupią wyborców ich własnymi pieniędzmi zebranymi poprzez ciągle wprowadzane nowych podatków i drożyznę. Wtedy będą rządzić przez lata, dopóki bogactwo ich nie zdemoralizuje absolutnie.

Powiem Panu, że to nie jest dobre dla ludzi, bo w takiej sytuacji rządzący dają trochę kasy przed wyborami i więcej nie dbają o ludzi. To niebezpieczne, bo najczęściej wtedy upada system edukacji, bo po co uczyć niewolników, a niepotrzebni chorzy i starsi bez wsparcia medycznego umierają bez godności. Są niepotrzebni władzy.

Wiem, że ma Pan kotka. Tacy ludzie mają wrażliwość na krzywdę we krwi. Tu też się trochę różnimy, bo po moim podwórku biega duży pies i 4 koty. Chociaż żyją w zgodzie, to widziałem jak „rasa panów”, a właściwie rasa dominująca, potrafi zaszczuwać innych, korzystających ze wspólnego podwórka. Szczególnie upodobały sobie starsze wysłużone zwierzęta. Kiedyś słyszałem jak szczekają, że to one zbudowały sobie wszystkie budy i kojce, chociaż dopiero te futrzaki kupiłem.

Muszę się przyznać, że nie chodzę do kościoła, ale ktoś nade mną czuwa. Może dlatego, że staram się żyć w zgodzie z ludźmi i przyrodą. To miłość do świata daje mi siłę i jest moją świętością. A jak jest u Pana? Słyszałem, że modli się Pan na ogrodzonych ulicach i w towarzystwie tysięcy policjantów? Ludzie mówią, że rozdaje Pan biskupom wszystko, co sobie tylko zapragną, i nawet prawo ich nie obowiązuje. Pewnie modlą się za Pana z wdzięczności za dary i pewnie chwalą, szczególnie przed wyborami. Jak potrafią być wdzięczni, to bym w kościele rozpoczynał wszystkie ważne czynności i święta państwowe, nawet zamknąłbym wszystkie sklepy w niedzielę, niech chwalą publicznie przy pełniej frekwencji i na kolanach, a co?

Panie Jarosławie Kaczyński,

Chciałbym Panu opowiedzieć o moim zaangażowaniu w zwalczanie zatrutego powietrza, oraz przyczynach śmierci ok.40 tys. ludzi rocznie i o tym, że ludzie mimo 500+ więcej umierają, niż się rodzą. Ale Pan nie ma dzieci i jest niemłody. Pewnie dlatego, partia, której Pan prezesuje pozwala na sprowadzanie odpadów z całej Europy i spalanie rosyjskiego węgla w rekordowych ilościach. To straszne!

Zauważył Pan, że znowu się różnimy?

Nie będę się dużej rozpisywał, bo wiem, że nie ma Pan czasu, ale sam Pan widzi – nie pasujemy do siebie, więc niech Pan nie zabiera mnie na tę swoją wyspę.

Chcę budować nasz świat wspólnych wartości z tą niegłosującą na Pańską partię częścią Polaków. Świat wspólnych wartości, którego, jak obserwuję, Pan nie rozumie.

Jestem spokojnym obywatelem kochającym moją ojczyznę, która żyje w zgodzie z innymi narodami. Szanuję prawo i ludzi, wymagam, żeby inni szanowali i moje prawa oraz wolności. Jako żołnierz przysięgałem narodowi polskiemu, że będę bronił ojczyzny bez warunków wstępnych, stał na straży konstytucji i strzegł honoru żołnierza. Z tego właśnie powodu nie jest mi z Panem po drodze i na tej osamotnionej „wyspie wolności”, na której walczy się z ofensywą szczęśliwości, nazywaną przez Pana „zło”, nie będzie ze mnie pożytku.

A tak w ogóle, to nie mógłby Pan z tym swoim elektoratem wyborców, zamiast walczyć, tak gremialnie, na tę wyspę, ale bez nas? Ja chcę żyć na kontynencie europejskim, niech mnie Pan nie uszczęśliwia swoją propagandą sukcesu.

Idź Pan na tę wyspę i daj nam żyć normalnie!

ADAM MAZGUŁA
Żródło: Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *