Zabić pedofila, bronić pedofila

Cała Polska Policja szukała mordercy 10-letniej dziewczynki. W sprawie zabitej i śledztwa wypowiadali się najważniejsi z najważniejszych i to co kilka godzin. Stopniowo budowano atmosferę nienawiści. Tak, nienawiści. Bo miała to być pokazowa nagonka na PEDOFILA.

Państwo chciało pokazać, że wbrew opinii wielu ludzi, jednak stara się w pedofilią walczyć. Bo pierwsze doniesienia mówiły o tym, że było to morderstwo na tle seksualnym.

Takiego poruszenia ani instytucji państwowych, ani mediów, nie wywoływała już sprawa zabójstwa 9-miesięcznego niemowlaka. Ot, taki wybryk zdegenerowanych rodziców. Dopiero po kilku dniach zapowiedziano kontrolę urzędów odpowiedzialnych za brak dostatecznego nadzoru. Z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć, że skończy się na niczym. Ale Państwo się wykaże. Wprowadzi procedury. A dzieci i tak będą zabijane przez zwyrodniałych rodziców. Bo jak można usłyszeć codziennie z ust najważniejszych w naszym kraju: rodzina jest najważniejsza.

Arcybiskup Gądecki po przepychance z prokuraturą może spać spokojnie. Mogą mu skoczyć…

Polowanie na pedofila nie udało się, bo pedofil okazał się nim nie być. Ale i tak nastroje społeczne zostały rozbujane do dranic wytrzymałości. Podobno policja musiała ochraniać schwytanego w końcu mordercę przed linczem.

Problemu takiego z pewnością nie będzie miał proboszcz z jednej z jeleniogórskich parafii, kapłan z powołania, jak mówią o nim jego „owieczki”. Ponad miesiąc temu policja przyjęła zgłoszenie o molestowaniu dziecka i zatrzymała duchownego. Ale parafianie, daje się że większość, wie przecież lepiej. Pod petycją w sprawie zwolnienia pedofila rośnie liczba podpisów.

Jednego pedofila bronią, innego chcą zabić… oto Polska właśnie.

Arcybiskup Stanisław Gądecki podobno ma u siebie akta sprawy księdza-pedofila. Bo zwierzchnicy kościelni w Polsce mają w swoich kościelnych gabinetach tego rodzaju dokumenty, dokumenty w sprawach przestępstw pedofilii, ale nie muszą ich władzom świeckim wydawać. Oznacza to, że nie muszą o tego rodzaju przestępstwach informować organów ścigania.

Swoją drogą ciekawe, jaka kara spotkałaby dyrektora szkoły publicznej, który ukrywałby fakt pedofilii swego podwładnego?

Jakiś tam kapłan molestował przez laty ministranta. Zarzutów nie było, więc sprawy też. Ale własne „śledztwo” przeprowadził kościół i wydalił pedofila ze stanu duchownego. Widać było za co. Prokuratura chciała zapoznać się z dowodami i poprosiła arcybiskupa o wydanie dokumentacji sprawy, ale ten odmówił i poskarżył się sądowi. A ten z kolei, ku rozpaczy metropolity poznańskiego, nakazał mu je wydać.

I po tej przepychance prokuratura uwierzyła kapłanowi na słowo, że wszelkie dowody w sprawie są w… Watykanie. Nawet nie próbowano przeprowadzić rewizji.

Toś prześmiewczo, ale chyba ze łzami w oczach, skomentował całą sytuację: Nie możemy karać księży pedofilów, bo ktoś musi uczyć Polaków moralności. I coś w tym, paradoksalnie, jest.

Ale jak twierdzi arcybiskup Jędraszewski, kolega po fachu metropolity poznańskiego: Skazanie hierarchy kościelnego za czyny pedofilskie jest przejawem prześladowania chrześcijaństwa.

I wszystko jasne.

JERZY WIR