PiS z pedofilią w tle

Bracia Sekielscy wyemitowali swój film o pedofilii w polskim koście. Sorki, o przypadkach pedofilii w polskim kościele. Ledwo ruszyła ogólnodostępna emisja internetowa, a już szefunio partii rządzącej krzyczał o znacznym zaostrzeniu kar dla osób wykorzystujących seksualnie dzieci. Pociągnął za wszystkie możliwe sznurki i w ciągu kilku dni, z naruszeniem prawnych procedur, Sejm przyjął nie wiadomo co.

Przedstawiciele partii rządzącej na prawo i lewo krzyczą, że walczą z pedofilią. Nie walczą, bo to sprawa policji, prokuratury i na końcu sądów. Te, choć na usługach władzy, nie traktują jednak sprawy poważnie i nigdy nie taktowały. Świadczą o tym choć dane cytowane z lubością przez pierwszego porkuratorka w kraju.

Bo gdyby rząd z pedofilią walczył, to sądy nie wydawałyby 40 proc. wyroków w tych sprawach w zawieszeniu, a pozostałych na najniższym z możliwych poziomie. Bo gdyby faktycznie walczył, to wyroków w zawieszeniu byłoby niewiele, a nakazujących najkrótszą odsiadkę wcale.

Krzykacze z PiS i ich największy sojusznik wiedzą najlepiej

Obecnie, póki jeszcze nowe przepisy nie wejdą w życie, zbrodnia pedofilii zagrożona jest karą od 3 do 15 lat, w przypadku szczególnego okrucieństwa dolna granica podnoszona jest do 5 lat. Później ma być od 5 lat do 30.

Być może jeden pedofil z drugim zastanowiliby się i pohamowali swoje niezdrowe skłonności, gdyby postraszono ich (bo takie zadanie ma ustalanie tzw. widełek kary pozbawienia wolności) nie górną granicą kary i podniesiono by ją np. do 20 lat, ale za to dolną bardzo drastycznie, np. do 15.

Problem przypadków pedofilii wśród ludzi w sutannach ma jednak zupełnie inny wymiar niż w przypadku innych grup społecznych. Z tej prostej przyczyny, że żaden murarz (według takiego jednego szczekacza z partii rządzącej wśród tej grupy zawodowej pedofilów jest kilkakrotnie więcej niż wśród księży) nie wmawia swojej ofierze, że jest jedynym łącznikiem swojej ofiary ze Stwórcą.

Opozycja proponuje powołanie parlamentarnej komisji ds. pedofilii. Szefunio partii rządzącej nie ma nic przeciwko, pod warunkiem, że zajmie się ona również np. celebrytami. I padł wielki strach na jego podwładnych, których zdecydowana większość jest właśnie celebrytami, bo z pewnością nie politykami zaskugjącymi na określenie wybrańców Narodu.

Wielu z nich wyszczekuje teraz, że pedofilia w polskim kościele to wymysł, że kilka przypadków nie może świadczyć, że cała instytucja przesiąknięta jest chorobą ukrywania przypadków zbrodni pedofilii i samych przestępców przed opinią publiczną i wymiarem sprawiedliwości. Niektórzy uciekają nawet od nazwania tej zbrodni po imieniu.

Zapomnieli jednak, że kiedy szli na wojnę z sądami, stosowali tę samą metodę, co ci, którzy teraz w ich mniemaniu walczą z kościołem, czyli z Polską. Jeden sędzia coś tam ukradł, drugi za coś nie zapłacił, więc wszyscy sędziowie są do wymiany. Jeden sąd dyscyplinarny uniewinnił kolegę, więc cały wymiar sprawiedliwości do wymiany. I zrobili co chcieli.

Gdyby byli konsekwentni z taką samą zaciętością i zażartością walczyliby o oczyszczenie środowisk kościelnych z pedofilów. Zwłaszcza że te środowiska bardzo ich w walce politycznej wspierają. Oczywiście nie bezinteresownie, bo za otrzymywane od rządu w różnych formach pieniądze podatników.

Jedynym światełkiem w tym pedofilskim tunelu jest zachowanie niektórych (niestety w zdecydowanej mniejszości) hierarchów kościelnych oraz publicystów. Znanych do tej pory raczej z dość ortodoksyjno-katolickich poglądów. Widać zależy im na prawdziwej wierze pozbawionej zakłamania i oszustwa.

Niestety sami sobie zgotowali ten los przez wcześniejsze, długoletnie zaniechanie i zaniedbania.

JERZY WIR

fot.: Internet