GP Australii w Melbourne – Williams na szarym końcu

Ostrzegałem kilka dni temu w materiale przed inauguracja tegorocznych wyścigów Formuły 1, nie tylko przed optymizmem dotyczącym startu Roberta Kubicy po ponad ośmioletniej przerwie w ściganiu lecz w ogóle przed jakimiś nadziejami na wynik. Niestety, było jeszcze gorzej.

Treningi przed niedzielnym wyścigiem wykazały, że Williams jest jedynym zespołem, który osiąga czasy gorsze niż w pierwszych testach sezonu w Barcelonie .Tam Robert Kubica i jego partner George Russel byli wolniejsi od 1,5 do 2,7 sekundy na okrążeniu. W Albert Park, tor można powiedzieć uliczny, w Melbourne od ponad 2 sek. (Russel) do ponad 4,5 sek. (Kubica). To nie wina kierowców tylko bolidów. Ma tyle usterek, że raczej należałoby go skonstruować od nowa. Na pewno w teamie Williamsa nie zdążą poprawić osiągów auta przez dwa tygodnie do startu w Bahrajnie.

Na starcie stanęli oczywiście w ostatnim, dziesiątym rzędzie. Bez możliwości wyprzedzenia rywali jeśli nie przydarzy im się jakaś „przygoda” na torze. Przydarzyła się Kubicy zaraz po starcie, po kolizji z Pierre Gosly (Toro Rosso).musiał zjeżdżać do boksu na zmianę przedniego płata dociskowego .W tej sytuacji jedynym „osiągnięciem” mógł być tylko dojazd do mety. Udało się to również Russelowi (16). Kubica (17 ostatni) – trzykrotnie zdublował go zwycięzca Valtteri Bottas. Poole position zajął Louis Hamilton , a na drugim miejscu Valtteri Bottas, (obaj Mercedes). Fin ograł na starcie Hamiltona i w takiej kolejności dojechali do mety, trzecie miejsce zajął Max Verstappen. Młody 21-leni Holender rozpoczął tegoroczne starty od miejsca na podium. Dobra zaliczka na początek.

W ostatniej chwili przed GP Australii TPK (co to za skrót? Telewizja Polska Kaczyńskiego…) poinformowała, że transmisja będzie w Polsce na kanale TVP Sport. Była, tylko dopiero od 45 minuty wyścigu, bo podobno tak zdecydował posiadacz wyłączności na transmisję kanał Eleven Sports. Ponieważ obiecują nam – wiadomo kto – transmisje kolejnych wyścigów F1, mam nadzieje, że od początku a nie po iluś minutach.

Dzięki tak spóźnionej relacji z Melbourne zobaczyliśmy Kubicę tylko raz. Przed startem. Kamera objęła wszystkie stające auta od pierwszego rządu do ostatniego . Daleko, daleko stał Robert Kubica. A gdy zaczęła się u nas opóźniona transmisja Williamsy ani razu nie pojawił się na ekranie.Po 45 min. wyścigu F1 prawie wszystko jest już rozegrane. Bywają niewielkie zmiany, defekt, wypadnięcie z toru, czasem kolizja, wtedy ktoś przesuwa się do przodu, ktoś zostaje w tyle. Zazwyczaj liderzy są już bezpieczni. O ile bezpiecznym można być na torze. Zawsze może zdarzyć się jakiś defekt. W Melbourne nic takiego się nie stało.

Polskie przysłowie mówi „lepszy rydz niż nic”. Można powiedzieć „lepsze oglądanie drugiej połowy wyścigu niż ani jednej”.

ANDRZEJ MARTYNKIN