Chcesz się leczyć? Idź do więzienia!

Kiedy ludzie dowiedzą się, że tak można, sądy i więźnia mogą przeżyć wielkie oblężenie. Właściwie, to go nie przeżyją, bo już teraz rozprawy ciągną się niemiłosiernie, a więzienia odmawiają przyjmowania skazanych z braku miejsc. A może być jeszcze gorzej. Właściwie może dojść do całkowitego paraliżu. A wszystko z powodu… służby zdrowia. Lub jej braku.

Każdy ma nieograniczony dostęp do świadczeń zdrowotnych. „Każdy” oczywiście, do „świadczeń zdrowotnych” bez dwóch zdań, tylko z tą „nieograniczonością” jakoś nie wychodzi. Nie wychodzi już od lat. Tak po prawdzie od powstania NFZ.

Niedługo nasi wnukowie będą czytać bajeczki w rodzaju: Dawno, dawno temu, zachorował dziadek Zenon. Jego syn bardzo się tym zmartwił, więc poszedł z dziadkiem do lekarza. Został przyjęty jeszcze tego samego dnia i okazało się, że dziadek był przeziębiony. A lekarz, zgodnie ze stanem swojej wiedzy, dał dziadkowi skierowanie do lekarz od uszu, aby ten dokładnie dziadka zbadał. Syn dziadka poszedł do rejestracji i jeszcze tego samego dnia lekarz ten dziadka przyjął. Na szczęście przeziębienie nie zaatakowało uszu. Ale ten lekarz stwierdził, że dobrze byłoby, gdyby dziadek odwiedził jeszcze lekarza od serca, bo bardzo często zwykłe przeziębienie może serce osłabić. Następnego dnia syn dziadka zapisał go na wizytę i popołudniu lekarz od serca stwierdził, że bije ono „jak dzwon”. Po kilku dniach dziadek wyzdrowiał…

Nawet niezbyt długi pobyt w więzieniu może zagwarantować dostęp do najbardziej obleganych lekarzy-specjalistów, nie mówiąc już o codziennych posiłkach oraz ciepłych pomieszczeniach zimą…

Faktycznie, brzmi jak bajka. Każdy z nas wie doskonale, że odwiedzenie dwóch specjalistów w ciągu dwóch dni graniczy z cudem, a w zasadzie cudem jest. Te oczywiście się zdarzają. Tak jak na przykład w szpitalu na Szaserów na oddziale ortopedycznym.

Mój prawdziwy, nie z bajki, dziadek, zresztą były wojskowy, trafił tam ze skierowaniem. Za przeszklonymi drzwiami wydzielającymi część oddziału znajdują się cztery doskonale wyposażone sale dla pacjentów (tzw. jedynki) i czekają na wiadomo kogo. Pozostali, pacjenci, ci mniej równi od najrówniejszych, gnieżdżą się na łóżkach rozstawionych nawet na korytarzach. I dziadek usłyszał: Widzi Pan, nawet na korytarzach miejsc już nie ma. Na pytanie, a te salki za tymi drzwiami? usłyszał: Na jakim świecie Pan żyje. Najważniejsza osoba w państwie nie może przecież jak zwykły człowiek… Fakt, nie może, dziw, że w ogóle choruje.

Od czego jednak ludzka zaradność. Dziadek nie mógł liczyć na tzw. opiekę medyczną w terminie najbliższych kilku lat. Ot, taka polska norma. Mój tata też czeka ponad rok na operację zaćmy i cieszy się, że zostało mu już tylko 14 miesięcy. Ale dziadek z niejednego pieca chleb już jadł, więc poszedł po rozum do głowy. A tak po prawdzie postanowił pójść… do więzienia.

Wystarczy drobnostka, która podpadnie pod przestępstwo, np. kradzież czegoś wartościowego. Albo podejście na ulicy i kopnięcie jakieś mundurowego. To teraz taka lepsza grupa społeczna, bo wystarczy, że pierdnie i władza już z podwyżkami leci. W wyjątkiem tych mundurowych z więzieni, bo ich władza nie ceni i nie docenia.

Dziadek (ten prawdziwy, nie z bajki) wymyślił więc, że popełni przestępstwo, a potem dobrowolnie podda się karze np. kilku miesięcy więzienia. I kiedy już tam będzie, w ciągu tylko kilku miesięcy dokładnie się przebada, włącznie z tomografem i USG, wyleczy sobie wszystkie zęby, a pewnie i wymieni mostek. I wszystko na koszt państwa.

Tak, państwa, czyli Państwa, bo oczywiście leczenie, czy też badania więźniów opłacane są z naszych pieniędzy. Mało tego. Tzw. służba więzienna ma obowiązek zrobienia badań więźnia bezzwłocznie, wszelkich badań, łącznie z tymi najdroższymi, najbardziej obleganymi. Najczęściej są to badania w jednostkach prywatnych, bo przecież te państwowe są całkowicie niewydolne. Mundurowi z więzienia dowożą, czekają, odbierają faktury za usługi i odwożą badanego z powrotem. Robią to, bo jakiś debil wymyślił, że to lepiej, niż gdyby, nie daj Bóg, więzień w więzieniu ciężko zachorował, nie mówiąc już o czymś gorszym.

Jeśli więc ktoś musi czekać na wizytę u kardiologa ponad rok, może faktycznie lepiej podejść na ulicy do mundurowego i choćby napluć na niego. Wizyta u kardiologa może być w ten sposób znacznie przyspieszona. Na SOR-rze co najwyżej w ciągu 10 godzin temperaturę zmierzą, jak to ostatnio spotkało moją babcię, niemłodą już, z dużymi problemami z ciśnieniem. Następnym razem zawiozę ją pod bramę więzienną…

To nie jest dowcip na 1 kwietnia. To smutna prawda, rzeczywistość medyczna godna europejskiego mocarstwa pod koniec drugiej dekady XXI wieku. Najlepszą i najszybszą opiekę medyczną zapewni nam pobyt w więzieniu.

JERZY WARECKI

fot.: Internet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *