Mistrzostwa świata w narciarstwie. Taki dzień się zdarza raz…

…. tylko raz i więcej nie… – śpiewała dawniej bodaj Zdzisława Sośnicka i idealnie słowa te pasują do zdarzeń jakie miały miejsce w piątek 1 marca na skoczni normalnej w Seefeld.

Konkurs odbywał się przy wietrze z rozmaitych kierunków , przy padającym,  mokrym śniegu, dlatego wyniki pierwszej serii były często przypadkowe. Krótkie, dalekie od przyzwoitości. Stefan Hula osiągnął w pierwszej serii zaledwie 88,0 m. co wydawało się niemożliwe, by zakwalifikował się do drugiej serii. Piotr Żyłą ciut więcej 90,5 m. lecz w kiepskim stylu. I zajął 33. Dawid Kubacki niewiele dalej 93 m, (27) a Kamil Stoch 91,5 m .(18).

Czołówka światowa mniej więcej porównywalne odległości. Ale Ryoyu Kobayshi aż 101 m, i to on objął prowadzenie. Hula jednak zakwalifikował się do drugiej serii na 29 miejscu.

Żądnych szans na miejsca na podium – pomyślałem. Miało być tak dobrze, a jest gorzej niż sądzili najwięksi pesymiści.   Żadnego miejsca na podium, nawet na najniższym stopniu – pomyślałem i zły jak diabli wziąłem psa i wyszedłem na spacer. Spojrzałem na zegarek 17.15….

Wróciłem o 19,30, włączyłem telewizor na program TVN 24, żeby zobaczyć „co tam panie w polityce” i oczom nie wierzę! Na pasku czytam : Dawid Kubacki mistrzem świata, Kamil Stoch wicemistrzem. Jak to możliwe?

W drugiej serii zaczęły się cuda. Hula osiągnął 100 m i tyle wystarczyło , aby zajął 12. miejsce Kubacki „poszybował” w tych warunkach pogodowych, określenie jak najbardziej trafne, bo wylądował na 104 metrze i objął prowadzenie. Stoch 101,5 m. i znalazł się na drugim miejscu.

To co działo się po skoku Stocha przejdzie do historii. Nigdy dotąd nie było takiego konkursu na mistrzostwach świata ani na igrzyskach olimpijskich. Żaden z pozostałych piętnastu skoczków nie zdołał wyprzedzić naszych! Warunki jeszcze się pogorszyły. Jeden za drugim skakali słabo, a automatycznie Kubacki i Stoch przesuwali się wyżej. Gdy zostało tylko dwóch, Kubacki miał już 3. miejsce w „kieszeni”. Wyobrażam sobie, co działo się w Seefeld w polskim obozie, co za nerwy! I u nas przed telewizorami. Chyba dobrze, że nie oglądałem drugiej serii. Nikt nie wyprzedził Kubackiego i Stocha.!!!Nawet Ryoyu Kobaiashi

Gdy przyjrzeć się wynikom, to są sensacyjne. Niektórzy ze słabszych, żeby nie powiedzieć słabych, osiągnęli życiowe sukcesy, lepsi zawiedli.

Mistrzostwa na skoczniach skończyły się dla nas miłym akcentem. W konkursie drużyn mieszanych debiutujące 17-letnia Kamila Karpiel i 18 –letnia Kinga Rajdy (w konkursie indywidualnym 23.m i 34. miejsce) wraz z Dawidem Kubackim i Kamilem Stochem zajęły 6. miejsce.

Dla Polaków mistrzostwa skończyły się już w sobotę, po tym właśnie konkursie, bo w niedzielnym biegu na 50 km mężczyzn ani dzień wcześniej na 30 km kobiet zabrakło ich – ze względu na „poziom” nie było komu biegać…

O pozostałych reprezentantach poza wyjątkami jakimi są 19-letnia Izabela Marcisz (bardzo dobry występ w sztafecie 4×5 km i o rok młodszej Monice Skinder, która jednak biegała poniżej oczekiwań), nic dobrego powiedzieć nie można. Zwłaszcza ci ostatni zawiedli, choć nikt nie oczekiwał cudów. Wyniki dwóch sztafet w kombinacji norweskiej dwa razy 8. miejsce może i można byłoby uznać nie niezłe, gdyby nie straty czasu do pozostałych, o zwycięzcach nie wspominając.

I na koniec problem ciągle nie rozwiązany: co z trenerem Stephanem Horngacherem? Wybierze ofertę Niemców czy Polski? Decyzja miała być ogłoszona po mistrzostwach w Seefeld. I tak pewnie będzie, ale dokładnie kiedy, nikt nie wie…

ANDRZEJ MARTYNKIN