Spacerując po Wielkim Jabłku mało kto tam zagląda

Pamiętam mój pierwszy spacer po Nowym Jorku. Miałem wtedy 10 lat, razem z tatą i bratem ruszyliśmy na wyprawę za wielką wodę do wujka Daniela. Po wielogodzinnym locie i przesiadce w Wiedniu udało nam się szczęśliwie wylądować.

Była to moja pierwsza tak odległa podróż, a uczucie, które towarzyszyło mi podczas całej wyprawy wraca zawsze, gdy po raz kolejny wsiadam do samolotu. Uczucie ekscytacji i podniecenia przed podróżą w nieznane.

Miasto zrobiło wtedy na mnie ogromne wrażenie, przyzwyczajony do skromnego widoku warszawskich bloków zostałem oczarowany i zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Pozytywne wrażenie pozostało w moim sercu i obiecałem sobie wtedy, że nie będzie to moja jedyna wizyta w tym miejscu.

Po 17 latach, będąc już dorosłym i samodzielnym człowiekiem wróciłem. W mojej pamięci Nowy Jork pozostał miastem wielkich możliwości, ogromnych budowli, mieszanki kultur i tradycji, przeróżnych stylów i talentów. Postanowiłem przypomnieć sobie to wszystko, a w szczególności smak hot-dogów na Manhattanie i zapierający dech w piersiach widok na „wielkie jabłko” z niegdyś najwyższych wieżowców na świecie.

Chodząc teraz po Manhattanie,

nie miałem na celu robienie porównań z własną pamięcią i wrażeniami z lat dziecięcych, choć tak jak wtedy tak i dziś pierwsze kroki skierowałem w to samo „magiczne” dla mnie miejsce – do Rockefeller Center i słynnej nowojorskiej bożonarodzeniowej choinki. Ta obecna miała 22 m. wysokości, 50 000 kolorowych lampek i imponującą gwiazdę na szczycie utworzoną z 3 mln. kryształów od Svarovskiego. Jak wyglądała tamta, gdy miałem 10 lat, nie pamiętam, ale chyba była podobna.

Tyle wspomnień.

Bo Nowy Jork to nie tylko ogólnie znane atrakcje Manhattanu, które każdy turysta odwiedza. Czyli Times Square, Broadway z teatrami muzycznymi, Ground Zero powstałe na miejscu zniszczonych atakiem terrorystycznym dwóch wież World Trade Center, Central Park – największy na świecie park miejski, słynne sale koncertowe Carnegie Hall i Metropolitan Opera czy nie mniej słynne muzea: Metropolitan, MoMA – Museum of Modern Art, czy Muzeum Guggenheima. Te i parę innych rzeczy „znamy na wylot”.

Chciałbym więc zaproponować przyszłym turystom z Polski, a czas szykować się chyba powoli do wyjazdu – bo tym razem zapowiedzi zniesienia wiz do Stanów wydają się być prawdopodobne – do odwiedzenia dwóch niezwykle ciekawych miejsc. Na które najczęściej brakuje już czasu.

Pierwsze miejsce związane jest z Polakami

i przełomem wieku XIX i XX kiedy to trwała największa ekonomiczna emigracja do USA z ziem polskich. Nie z Polski, bo jej wtedy na mapie nie było, stąd przyjezdnych kwalifikowano formalnie według paszportów austriackich, rosyjskich czy pruskich, a jedynie w pozycji znajomości języka wpisywano: polski. Tak czy inaczej milionowe rzesze polskiej emigracji przybywały statkami do Nowego Jorku i tu, na położonej koło Manhattanu wyspie Ellis Island trafiały do granicznej administracyjnej i sanitarnej kontroli.

Dla większości z nich była to realna przepustka do lepszego życia, dla niektórych, a nie było ich wcale tak mało, był to ciąg dalszy gehenny rozpoczętej np. w Hamburgu i tam, a nie w Stanach się kończącej. Bo z powodu np. jakiegoś wrzodu czy otarcia na ciele, o co nietrudno było w skandalicznych nierzadko warunkach długiej podróży statkiem, emigrant odsyłany był do kraju. Te i inne niezwykle barwne historie dały asumpt do stworzenia w oryginalnych budynkach na Ellis Island niezwykłego Muzeum Emigracji. Dostać się na wyspę można promem odchodzącym z Battery Park na południowym cyplu dolnego Manhattanu, a przy okazji warto odwiedzić Statuę Wolności.

I druga, jeszcze mniej znana ciekawostka Nowego Jorku,

a równie warta odwiedzenia, tym razem położona na przeciwnym, północnym krańcu Manhattanu to The Met Cloisters. Podstawą szczególnej ekspozycji powstałej w 1925 r. z inicjatywy D. Rockefellera w jego majątku w najwyżej położonej części Górnego Manhattanu są fragmenty 5 średniowiecznych kościołów/klasztorów przeniesionych tu z Francji.

Ten szczególny skansen/muzeum pomieścił niezwykle cenne kamienne i drewniane rzeźby wczesnogotyckie, chrzcielnice, kaplice, witraże, tapiserie, wirydarze…. Kawałek dobrej średniowiecznej Starej Europy w centrum Nowego Świata. Dziś zbiór ten jest częścią ekspozycji Metropolitan Muzeum of Art. Dojechać do Met Cloisters można łatwo metrem z centrum Manhattanu, np. linią A z 50 ulicy, tuż obok Times Square i wysiąść na Dyckman Street Subway Station.

Takich ciekawych, a mniej znanych miejsc w Nowym Jorku jest więcej, co jest – przynajmniej dla mnie – zapowiedzią kolejnych wyjazdów. Oby już bez wizy.

Tekst i zdjęcia:

ZIEMOWIT KANIEWSKI