Epitafium dla konia wierzchowego

DOBRA ZMIANA zmieniła zarząd Państwowego Stada Ogierów w Łącku. Michał Wojnarowski poszedł na emeryturę. Jest znawcą. Wie wszystko o koniach pełnej krwi w ogóle, a w Polsce w szczególności. Prowadzi Stado Ogierów w Łącku od kilkudziesięciu lat, a przed tym nabierał szlifów w zarządzaniu innymi stadninami. Zna wszystkich w tej branży i nie tylko w Polsce.

Wie, który ogier jakie cechy przekazuje potomstwu, w którego warto, a w którego nie warto inwestować. Którego kupić, którego wymienić — a który, choć piękny, nadaje się tylko do przyozdobienia przypałacowego parku w odległym kraju. Na dodatek zna właściciela tego parku i wie jaką cenę można mu zaoferować. A rynek na szlachetne konie wierzchowe rośnie w całej Europie… Zachodniej.

Przed Wojnarowskim dyrektorem Stada Ogierów był Pan Władysław Tomaszewski, i… cały poprzedni akapit można by było przekopiować, dodając jeszcze zasługi z przedwojennej kawalerii i powojennego budowania autorytetu branży. Michał jeszcze na studiach przyjeżdżał do Łącka na praktyki. Tomaszewski go sobie wypatrzył. Byłem przy tym! Panowie mieszkali w jednym domu na różnych piętrach, rodziny się przyjaźniły, a przekazywanie instytucji z rąk jednego w ręce drugiego szefa trwało latami. Bo znajomości, kontaktów, doświadczeń, które się nabiera przez dziesięciolecia, również atmosfery pracy kształtowanej jeszcze dłużej — nie sposób przekazać „protokółem odbioru” w ciągu jednego posiedzenia. Nawet jeśli poseł Sasin twierdzi inaczej.

Łąck to przede wszystkim Stado, a przy nim Pałacyk Rydza-Śmigłego, który obydwaj dyrektorzy pracowicie, przez lata starannie pielęgnowali, jezioro o które dbali, lasy, osiedle mieszkaniowe. Knajpa „Pod kasztanami” też odgrywała swoją integracyjną rolę. Najważniejszym elementem układanki niezbędnej do zarządzania wnętrzem takiego przedsiębiorstwa są jednak pracownicy: lepsi, gorsi, znakomici. Wszyscy mieszkają w pobliżu, mają swoje problemy, kłopoty, szanse. Z Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (dzisiaj Nieruchomości Rolnych) młodzi ludzie mogli otrzymać stypendia na kształcenie. I jeden i drugi dyrektor ludzi znał i wiedział komu je można zaoferować.

Rzecznik Ministra wydał oświadczenie, że zmiana na stanowisku szefa Łącka nie wynika z przyczyn politycznych. No nie wynikałaby, bo dyrektor dosłużył się emerytury… gdyby nie mianowanie na jego miejsce szefa powiatowych struktur PIS z Płocka, który co prawda na koniach się nie zna „ale zawsze był związany z rolnictwem” .

Spada taki spadochroniarz w gabinet żywej, bardzo wyspecjalizowanej, funkcjonującej struktury i co??? …ani mapy, ani znajomości. Co on może, poza krzykiem i wywołaniem wojny przeciw sobie? Więc będzie wymieniał tych co wiedzą co czynią – na tych co wydaje im się, że zarządzają. Część przekupi i szlag trafi bardzo dochodową i bardzo sensowną działalność.

Trzeba powiedzieć, że zdumiewają mnie ludzie gotowi do bezwzględnego służenia partii, ładowania się na prezesowskie fotele z perspektywą nieuchronnego konfliktu z całym otoczeniem.

Dwadzieścia kilka lat temu wraz z grupką kolegów wylądowałem w Paryżu i przez kilka tygodni Francuzi nas uczyli co to jest Ekonomia Społeczna. Uważali wówczas, że często już się nie opłaca podnosić wydajności pracy metodami technicznymi i przyszedł czas na metody społeczne. Jak zorganizować zespół by ludzie się wzajem cenili, pomagali sobie, by przedmiot z którym w pracy mają do czynienia stał się ich pasją PiS-owsy spadochroniarze tego nie wiedzą, nie mają pojęcia o ekonomii, zarządzaniu… dość świadomie wprowadzają koszmarną atmosferę do przejmowanych zespołów ludzi.

Metodami kapralskimi da się zarządzać na taśmie produkcyjnej, w serwisie lodówek, kopaniu stawów rybnych i pewnie w bardzo wielu innych pomysłach gospodarczych ale na pewno nie da się w hodowli zarodowej, nie tylko koni. Nie da się w sądach, muzeach, pracowniach projektowych. Metody kapralskie szczególnie się sprawdzają w czasie wojny. Opornych można zastrzelić albo posłać na front.

Nie pierwsza to hodowla koni do odstrzału, nie ostatnia. Ponoć w czasach Bieruta, gdy wskaźnikiem nowoczesności rolnictwa była proporcja liczby koni do liczby traktorów, KC uchwalił wyrżnięcie kilku tysięcy koni i w ten sposób poziom rolnictwa u nas osiągnął standardy Francji. Tow. Wiesław z kolei uważał, że kozy są świadectwem nędzy i nie pozwalał na ich hodowlę; te, co były, kazał wyrżnąć. Wskaźnikowo wyprzedziliśmy wówczas niejedno europejskie mocarstwo.

Póki jednak co, hodowle koni strefy euro a także Emiraty czekają na naszych fachowców. Jest sukces! W ciągu pół roku staliśmy się potęgą w tym szczególnym eksporcie.

PIOTR TOPIŃSKI

Studio Opinii