Co mi zrobisz, jak cię złapię?

Mamy w ostatnich dniach znamienną sytuację: W poniedziałek zostaje złożone w prokuraturze powiadomienie o ew. przestępstwie popełnionym przez prezesa PiS. We wtorek, u tegoż prezesa zbierają się członkowie rządu (w tym prokurator generalny) i szefowie służb ABW i CBA.

Jak to się stało, że jeden człowiek osiągnął taką władzę, która praktycznie generuje jego bezkarność, bo wszyscy, którzy powinni go ścigać, są jego podwładnymi, całkowicie od niego zależnymi?

A mechanizm tego jest dość prosty i zapisany w statucie PiS. Prezes PiS ma w partii ogromną władzę i zawsze będzie wybrany na prezesa, bo statut pozwala mu mianować wyborców mających go wybierać, usuwać z partii każdego, kogo chce i wydawać polecenia wszystkim.

Określa ją Art. 15. statutu
1. Prezes PiS jest najwyższą władzą wykonawczą PiS.
2. Do kompetencji Prezesa PiS należy w szczególności:
[…]
3) kierowanie:
a) bieżącą działalnością ugrupowania,
b) pracami Klubu (Koła, Zespołu) Parlamentarnego za pośrednictwem ich przewodniczących,
c) pracami Rady Politycznej oraz Komitetu Politycznego,
[…]
5) wnioskowanie w sprawach, o których mowa w Statucie, w tym w sprawie:
a) regulaminów władz naczelnych PiS,
b) wyboru, powoływania i odwoływania członków władz PiS,
6) określanie zakresu zadań i kompetencji Wiceprezesów PiS, Przewodniczącego Komitetu Wykonawczego, Skarbnika PiS,
7) udzielanie upoważnień do reprezentowania PiS w organizacjach lub strukturach powstałych w wyniku porozumień zawartych przez PiS, w tym o charakterze wyborczym,
[…]
9) przedkładanie do akceptacji Komitetu Politycznego kandydatów PiS w wyborach parlamentarnych, do Parlamentu Europejskiego oraz na urząd Prezydenta RP
[…]

Ale to nie wszystko.
Art. 7. pozwala na:
[…]
2) wydanie przez Prezesa PiS postanowienia o zawieszeniu (członka PiS),w związku z uzasadnionym przypuszczeniem, iż naraził on dobre imię lub działał na szkodę PiS, w szczególności po wszczęciu przeciw niemu postępowania dyscyplinarnego do czasu rozpoznania sprawy przez Koleżeński Sąd Dyscyplinarny lub do czasu wyjaśnienia sprawy będącej przyczyną zawieszenia.

Art. 17. daje Radzie Politycznej kompetencję:
[…]
11) uchwalanie na wniosek Prezesa PiS szczegółowego trybu wyboru oraz działania władz PiS w formie regulaminów bądź też, w przypadku powierzenia tej kompetencji innemu
organowi, określanie wytycznych.

Art. 18. (dotyczący Komitetu Politycznego PiS)
[…]
3. Prezes PiS może określić inne osoby uprawnione do udziału w posiedzeniach Komitetu Politycznego z głosem doradczym.
4. Komitet Polityczny na wniosek Prezesa PiS wybiera Sekretarza Komitetu Politycznego.

Art. 19 (określający kompetencje Komitetu Politycznego)
[…]
5) wybór i odwoływanie, na wniosek Prezesa PiS, Rzecznika Dyscyplinarnego PiS i jego 2 zastępców, Rzecznika Prasowego PiS, Pełnomocnika Finansowego Funduszu Wyborczego oraz Pełnomocnika Wyborczego i Pełnomocnika Finansowego Komitetu Wyborczego PiS,
6) dokonywanie na wniosek Prezesa PiS wiążącej wykładni Statutu,
7) w uzasadnionych przypadkach zwoływanie, na wniosek Prezesa PiS, posiedzeń Zjazdu Okręgowego, Zarządu Okręgowego lub Rady Regionalnej.

Statut PiS jest tak ułożony, że większość istotnych decyzji może zapaść tylko na wniosek prezesa. Statut nie daje w tych sprawach prawa wnioskowania nikomu innemu, a prezes nie ma żadnego terminu na złożenie tych wniosków. W praktyce może ich nie złożyć nigdy.

Ponadto prezes może w każdej chwili zawiesić w prawach członka każdego wedle własnego uznania na bliżej nieokreślony czas. Teoretycznie decyzja ta musi być zatwierdzona przez Koleżeński Sąd Dyscyplinarny, ale nie określono kiedy (nie ma żadnego terminu rozpatrzenia sprawy). Praktycznie prezes może też każdego z partii wyrzucić, bo ma taką władzę, że nikt mu się nie przeciwstawi. W statucie nigdzie nie zapisano, jak mają wyglądać głosowania, czy mają być jawne, czy tajne. Nigdzie nie ustanowiono takiej instytucji jak komisja skrutacyjna. W efekcie prezes może, nie łamiąc statutu liczyć glosy sam, bez żadnej kontroli (tak było np. w sprawie odwołania Zbigniewa Ziobry od decyzji usunięcia go z partii).

Według Art. 12. statutu, prezesa wybiera Kongres PiS,

Ale: Art. 13. mówi, że delegatami na Kongres są, między innymi: Prezes PiS, członkowie Rady Politycznej, Krajowej Komisji Rewizyjnej, Koleżeńskiego Sądu Dyscyplinarnego oraz Przewodniczący Rad Regionalnych, członkowie Rady Ministrów, sekretarze stanu, marszałkowie i wicemarszałkowie województw, posłowie i senatorowie oraz posłowie do Parlamentu Europejskiego, o ile są członkami PiS oraz delegaci wybrani przez Zjazdy Okręgowe… A co to znaczy? To, że poza delegatami wybranymi w wyborach okręgowych, są jeszcze delegaci powołani „na wniosek prezesa” oraz członkowie władz państwowych (gdy PiS rządzi) wręcz mianowani przez prezesa (gdy jest premierem on lub jego namiestnik, np. Beata Szydło). A to sporo osób. Członkowie rządu, marszałkowie i wicemarszałkowie województw – to już dobre 30-40 osób. No a posłowie, senatorowie? No przecież praktycznie to prezes decyduje o listach wyborczych, kolejne 200-250 osób. Tą metodą prezes może wprowadzić na Kongres, jako delegatów, około trzystu swoich ludzi niewybranych w regionach.

Art. 14 mówi: posiedzenie Kongresu zwołuje Prezes PiS co najmniej raz na trzy lata. A ponieważ kadencja trawa też 3 lata, to prezes może zwołać Kongres tylko jeden raz. W trakcie kadencji nie musi. Kongres jest więc instytucją fasadową, potrzebna tylko do wybrania władz, które dalej robią, co uważają.

Art. 16 określa, że w skład Rady Politycznej wchodzą:
1) Prezes PiS,
2) Wiceprezesi, Skarbnik oraz Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS,
3) Prezesi Zarządów Okręgowych,
4) posłowie, senatorowie oraz posłowie do Parlamentu Europejskiego, będący członkami PiS,
5) do 120 członków wybranych przez Kongres,
6) osoby dokooptowane na wniosek Prezesa PiS przez Radę Polityczną do swego składu, w liczbie nie większej niż 10% składu Rady.

A więc podsumujmy: Poza 120 osobami wybranymi przez kongres, w skład Rady Politycznej wchodzi prezes i ok. 200-250 osób wybranych do Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego z list układanych przez prezesa, do tego 10% członków nie wybranych, lecz wprowadzonych na wniosek prezesa. Jak liczyć, jakieś 60 procent Rady Politycznej pośrednio lub bezpośrednio mianuje prezes.

W dodatku Art. 19. p 3. stanowi: Prezes PiS może podjąć decyzję w sprawach nie cierpiących zwłoki, przypisanych do kompetencji Komitetu Politycznego. Dla jej dalszej ważności wymagane jest jej zatwierdzenie przez Komitet Polityczny na najbliższym jego posiedzeniu.
Oczywiście z tym „zatwierdzeniem” nie będzie kłopotu.

W dodatku Art. 18. p 3. mówi: Prezes PiS może określić inne osoby uprawnione do udziału w posiedzeniach Komitetu Politycznego z głosem doradczym. Jak by było mało, to prezes może także ustanawiać grono ekspertów, którzy, choć sami nie glosują, to ich opinie wpływają na sposób głosowania członków Komitetu.

Wynikającą z tego statutu praktykę można by streścić jednym zdaniem: Właściwie prezes decyduje o wszystkim i może wszystko, co najwyżej musi trochę poudawać, że są jakieś procedury i inne gremia. W statucie nawet słowo „Prezes” pisane jest wielką literą. W końcu to imię własne – Prezes jest tylko jeden – Jarosław Kaczyński. Kult Prezesa w tej partii jest niemal religijny. Prezes ma nawet przydomek: „Zbawiciel”. PiS jest jedyną polską partią, w której od początku ani razu nie zmienił się przywódca.

To wszystko pozwala prezesowi PiS uczynić z posłów i senatorów swojej partii absolutnie posłuszną maszynkę do głosowania zgodnie z jego wolą.

Można śmiało odsunąć wszelkie spekulacje, że premier, ministrowie, a nawet prezydent z PiS mogą usamodzielnić się od woli prezesa. To czysta teoria oderwana od realiów. Prezes może w każdej chwili sprawić, że premier (jeśli on sami nim nie jest) oraz ministrowie mogą w każdej chwili przestać nimi być. A prezydent? Teoretycznie jest niezależny od swej partii, ale w praktyce prezydent z PiS będzie natychmiast bezradny, gdy zadrze z prezesem. Zostanie pozbawiony zaplecza politycznego, a bez tego każdy prezydent niewiele może, a tym bardziej nie zostanie wybrany na kolejną kadencję.

W wywiadzie dla „Wprost” (15 stycznia 2007) Jarosław Kaczyński powiedział: „Chciałem rządzić już, gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać, mając lat 34, a skończyć urząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu”. Można by powiedzieć, że to tylko jedna megalomańska wypowiedź, ale w zachowaniu Jarosława Kaczyńskiego są elementy, które każą ją traktować na serio.

KRZYSZTOF ŁOZIŃSKI

Studio Opinii