Rodzina wbiła nóż w plecy pana K.

Taśmy ujawnione przez jakąś tam gazetę, nawet codzienną, panu K. nie zaszkodzą. Może dlatego, że nie chlapnął w czasie nagrania nic, co w jakikolwiek sposób mogło wpłynąć na jego powszechnie wielbioną przez sporą część społeczeństwie ikonę. Prawie Bogiem jest dla wielu Polaków i takim dla nich pozostanie. Ale pan K. ma teraz  inne problemy, które przez przypadek wyszły na światło dzienne.

Pierwszym jest rodzina. Niezbyt liczna, ale jednak rodzina. Ta sama, o której właściwie niewiele wiadomo. Pan K. miał matkę, którą czcił ponad wszystko. I tak powinien zachowywać się prawdziwy syn. Miał też ojca, ale trudno znaleźć jakiekolwiek informacje, że w rocznicę jego śmierci bywa na ojca grobie. Widać i słychać… co widać i słychać.

Miał brata… Spokój jego duszy. Ale może bez nadmiernego jej wychwalania i epatowania nią, nie mówiąc już zbijaniu na niej politycznego kapitału. To problem pana K.

Ma bratanicę, którą wspiera całym sercem, choćby nie wiadomo jaka głupotę życiową popełniła. Ale: rodzina to rodzina.

Zwolnijcie natychmiast cała ochronę! Jak ci tzw. specjaliści mogli dopuści, że byle łachudra przychodzi do mnie i nagrywa ze mną rozmowę?! Za co naród im płaci?!

Ma kuzyna. Nie wiem, czy więcej niż jednego, ale przynajmniej o tym jednym jest teraz głośno. Wcześniej też było, ale nikt nie może dziwić się, że o rodzinę się dba, więc jakiś tam stołek, jakieś tam pieniążki się załatwiło. Każdy z naszych polityków tak robi z bliską rodziną, a więc nie dziwota, że pan K. robił z tą dalszą.

Ale kiedy kuzyn przyprowadza zięcia (lub zięcia brata, ale brat kuzyna to też kuzyn) do pana K. i poleca go jako człowieka, który może znacznie zwiększyć kapitał spółki, na której panu K. szczególnie zależy, nie dziwota, że zięć kuzyna (lub brata kuzyna) zostaje przyjęty bardzo uprzejmie.

I w tym momencie zaczynają się kłopoty pana K. Bo rodzina to jednak rodzina. Gdyby pan K. w biznesie choć przez chwile robił, wiedziałby, że nie należy rodziny do biznesu mieszać. Zwłaszcza dalekiej rodziny. Nie wiem (chyba nikt nie wie), o co tak naprawdę w rodzinie poszło, ale zięć kuzyna (jednego lub drugiego) nagrał pana K. I teraz ci, którzy to nagranie mają, chcą panu K. kuku zrobić.

Nie zrobią, bo kwestia dowodowa jest bardzo wątpliwa. Ale pozostaje kwestia najważniejsza. Kwestia rodziny. Pan K. nie jest takim zwykłym „Kowalskim”. Pan K. jest najważniejszą osobą w naszym kraju. Ważniejszą niż prezydent, premier i kilkunastu ministrów razem wziętych. I ta osobistość do interesu angażuje nie specjalistów, ale rodzinę. A z rodziną wiadomo… Czasem nawet na zdjęciu nie wychodzi się ładnie. I pan K. właśnie tego doświadczył.

I tu pojawia się druga kwestia. Zięć kuzyna (czy też brata kuzyna) wszedł sobie do siedziby najważniejsze człowieka w naszym kraju mając w kieszeni urządzenie nagrywające. Dzięki niemu, w zupełnie niezrozumiały dla sowicie opłacanej tzw. ochrony najważniejszej osoby w naszym państwie (dodajmy, opłacanej z naszych podatków, czyli subwencji partyjnej), nagrał z ta osobą rozmowę. A potem przekazał ją politycznym przeciwnikom pana K., aby ci zrobili „wielką aferę”.

Rozmowa była czysto biznesowa. Zięć kuzyna (lub brata kuzyna) wykonał pracę i chce za nią pieniążki. Nie przedstawia rachunków, więc pan K. zapłaci (od tego się nie wzbrania), ale kiedy sąd wyda taką decyzję. Można się oczywiście spytać, na jakiej więc podstawie zięć kuzyna (czy też brata kuzyna) w ogóle zlecenie przyjął. „Na gębę”?… Co prawda istnie w prawie coś takiego, jak gentelman agreement, ale to przecież rodzina… Ciekawe, czy jakakolwiek umowa w ogóle była?

Została nagrana i upubliczniona rozmowa najważniejszej osoby w państwie. Nie wiem, jak się do tego odnieść. Ale z drugiej strony nie zdziwię się, kiedy za kilka tygodni jakaś gazeta opublikuje nagrania a alkowy Prezydenta RP. Albo z domowych igraszek jednego z biskupów.

Oto Polska właśnie.

Pan K. ma problem z rodziną. I własną ochroną. Najbliżsi mu ludzie zawiedli na całej linii.

JAN WAŻEK

One comment

  • Niko

    Prorocze słowa, minęło kilkanaście godzin i oto światło dzienne ujrzały taśmy dotyczące posła N. (oczywiście z opozycji, jakże by inaczej!), z płatną protekcją i seksem w tle. Może autor nie będzie już snuł rozważań, co będzie dalej, bo strach się bać jakie jeszcze taśmy zostaną upublicznione!!!!