Escape do przodu?

Po raz kolejny potwierdziło się, że mądry Polak po szkodzie. Po raz kolejny władza reaguje na pokaz, aby tylko Naród uwierzył, jak bardzo o niego się troszczy. I potrzeba było do tego aż ofiar. Wcześniej wszyscy wszystko mieli gdzieś.

Czy mamy czekać na pożar w kolejnym lokalu, aby odpowiednie służby (które i tak za to odpowiadają na co dzień) dostały od swoich politycznych zwierzchników polecenia przeprowadzenia kontroli?

Nie trzeba daleko szukać. W ilu punktach gastronomicznych w Polsce używa się butli gazowych? Ile razy w roku kontrolowane jest ich instalacja, osprzęt, czy jest wykonany z odpowiednich materiałów?… Wyliczać można prawie bez końca. W Koszalinie gaz się tylko ulatniał i doszło do tragedii. A gdyby butle wybuchły?

W tym lokalu wybuchła tylko jedna butla na kuchennym zapleczu…

Kontrole oczywiście się obywają, bo trzeba mieć zgodę odpowiednich służb na prowadzenie działalności w danym lokalu. Nawet w biurze powinna być odpowiednia instalacja przeciwpożarowa. Mało osób wie, że nawet nasze placówki dyplomatyczne objęte są obowiązkowymi, regularnymi kontrolami. Leci sobie strażak za granicę, kontroluje, spisuje raport i wraca.

Nie mówiąc już o gastronomii. Ale dopuszczenie do użytkowania, to czysta formalność, niejako „odwalanie pańszczyzny”. Często zdarza się również, że tego rodzaju kontrole załatwia się „na gębę”, są bardzo pobieżne, często też wspierane są kopertówkami.

Jest taki jeden lokal w stolicy, któremu do prowadzenia działalności potrzebne są bardzo duże ilości gazu. Oczywiście można by go zastąpić instalacją elektryczną, ale wtedy koszty prowadzenia restauracji wzrosłyby niebotycznie. 10 butli gazowych zostało dość sprytnie w lokalu ukrytych. Instalacja doprowadzająca gaz do stolików jest gumowa, wbrew przepisom. Mało tego, jedyny czujnik, wykrywający ulatnianie się gazu jest nieczynny, gdyż… za często dzwonił i właściciel go wyłączył.

Paradoksalnie lokal znajduje się na terenie zabytkowym, gdzie w ogóle obowiązuje zakaz korzystania z instalacji gazowych!

Była pracownica zgłosiła całą sprawę do sztabu kryzysowego. Ten wysłał kontrolę, która stwierdziła obecność… jednej butli na terenie kuchni. Trzeba być skończonych debilem, żeby uwierzyć, że 11-litrowa butla zapewnia dopływ gazu do trzech palników do gotowania oraz do ponad 10 stolików z grillami na sali restauracyjnej. Oczywiście sztab kryzysowy przesłał zgłaszającej nieprawidłowości informację, że jest w błędzie, gdyż żadnych nieprawidłowości nie wykryto.

Ile jest takich lokali w Polsce? Czy potrzebna jest kolejna tragedia, aby politycy zarządzili specjalne kontrole we wszystkich tego rodzaju obiektach?

Po koszalińskim dramacie paradoksalnie zastosowano ucieczkę do przodu. Stało się, ale zobaczcie, jak sprawnie zadziałaliśmy, ile lokali zostało zamkniętych, gdyż stanowiły zagrożenie dla klientów. A może w ogóle nie trzeba byłoby uciekać? Gdyby w odpowiednim momencie zadziałało, co powinno działać od samego początku.

JAKUB WERTA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *