Przystanek Demokracja

12 grudnia 2015 r, odbyła się w Warszawie pierwsza masowa demonstracja KOD. Właśnie mija półrocze od tego, można powiedzieć, historycznego wydarzenia. Rozpoczęło ono cykl demonstracji w całym kraju przeciw właściwie jednej osobie: Jarosławowi Kaczyńskiemu, chociaż oficjalnie hasło było inne. Przecież to on jednoosobowo kieruje PiS-em i krajem. Prezydent, premier, ministrowie, to tylko wykonawcy jego woli.

Byłem na tej demonstracji, od początku do końca. Przypomnę jak ją widziałem i odczuwałem, jaka była atmosfera. I ilu nas było.

x

Teraz albo nigdy, pomyślałem po przeczytaniu w piątek 11 grudnia w „ Gazecie Wyborczej” wezwanie Komitetu Obrony Demokracji i innych organizacji i partiio pozycyjnych  do udziału w pokojowej demonstracji, rozpoczynającej się przed Trybunałem Konstytucyjnym, oby zaprotestować przeciwko „Niszczeniu demokracji i w obronie niezawisłości Trybunału. Przeciw Polsce bezprawia”.

Mam 81 lat, na razie dużo lepszą kondycję fizyczną od rówieśników, przejście z Alei Szucha pod sejm i pałac prezydencki, to dla mnie „małe piwo”. Lecz  nie wiem co będzie w najbliższej przyszłości, więc zdecydowałem się natychmiast.

Za komuny nie demonstrowałem, choć ideologia marksistowsko-leninowska był mi oraz rodzinie obca, nie należeliśmy do partii, nasza sympatia zawsze była o prawej stronie .Raz tylko w 1968 r. wybrałem się pod Uniwersytet lecz gdy się do niego zbliżałem naprzeciw mnie setki ludzi biegło w przeciwna stronę, a jeden z nich złapał mnie za rękę i krzyknął: „gdzie idziesz? Tam ZOMO pałuje, uciekaj!

x

W sobotę 12 grudnia ok. 11,30 wychodzę z metra na Marszałkowską, widzę tramwaj, ostatnie stopnie pokonuje biegiem, żeby zdążyć. Mnóstwo ludzi na przystanku i w tramwaju. Wszystkie drzwi zamknięte z wyjątkiem jednego. Podbiegam, widzę miejsce na jedną stopę. Próbuję się wepchać.

Gdzie się pan tak spieszy? – podnoszę głowę, przede mną wysoki barczysty mężczyzna.

– Na Plac Unii.

– Pod Trybunał?

– Tak.

– To wsiadaj pan. Popycha stających za nim i po chwili wciskam się, drzwi się zamykają Jadę. Ktoś protestuje, że  tłok, nie ma się gdzie przesunąć. Natychmiastowa reakcja kogoś ze środka wagonu.  – Trzeba było iść na wybory, to dziś nie byłoby takiego tłoku. Przy Hożej, jakiś facet na przystanku pyta: który to numer?

– Jeśli na demonstrację, to wsiadaj pan! I obecni w tramwaju stłoczyli się jeszcze bardziej. Przy placu Zbawiciela wewnątrz wagonu jakieś poruszenie.- Ja tu muszę wysiąść, słychać  podniesiony głos. –  Gdzie się pchasz łamistrajku? – Nie puszczać go!

Przystanek Trasa Łazienkowska. Wiele osób wysiada. Litewską dojdą do Szucha. Wreszcie luźno. Słyszę głos kobiety: – Dobrowolnie, z własnej woli, na demonstracji będę pierwszy raz. W szkole na 1 maja musiałam chodzić, bo sprawdzali listę. Wszyscy się śmieją..

Plac Unii. Jeszcze zanim otwierają się drzwi ktoś woła: Przystanek Demokracja, wychodzić!

Tramwaj odjeżdża prawie pusty.

x

Pierwsze co widzę, to dużo policji. Słychać trąbki, gwizdki, piszczałki, tych co przyszli. Wchodzę w Szucha. Przede mną tłum ludzi, nad nimi flagi biało-czerwone, Unii, transparenty. Mnóstwo demonstrantów ma przypięte naklejki z trzema czarnymi literami na białym tle KOD. Widoczna straż porządkowa organizatorów w żółtych kamizelkach. Czy się przebiję bliżej Trybunału?

Młodzież, ludzie obojga płci w sile wielu i dużo starsi. Rodzice i dzieci. Młodsze u ojca na barana. Przesuwam się chodnikiem po prawej stronie ku przodowi. Do widocznego, piętrowego autobusu bez dachu, na którym kilkunastu ludzi, to pewnie dowództwo demonstracji co najmniej 150 m. Krok po kroku jestem oraz bliżej. Wreszcie docieram. Dalej trudno przejść.

Zatrzymuję się, bo idący przede mną też to czynią. Czy wzrok mnie nie myli? Obok stoi chyba były minister finansów Jacek Rostowski. – Dzień dobry panie ministrze – mówi poprzedzająca mnie kobieta. Więc jednak… dalsze słowa zagłuszają głośne okrzyki: „demo-kra-cję-o-bro-ni-my! Odwracam się, teraz mogę odczytać napisy na transparentach: informujące, prowokujące do zadumy, rozśmieszające, dowcipne.. Wyciągam kartkę i długopis. Zapamiętać nie sposób. Oto niektóre:

„Solidarni z Konstytucją, solidarni z demokracją”;

„Nie zamachowi stanu, niezależność Trybunału”;

„Kraków przeprasza za Dudę, Ziobro i Gowina”;

„Stop gwałcie na Konstytucji”;

„Fajna sprawa państwo prawa”;

„Warto być przyzwoitym”

„Kaczyzm = faszyzm”.

I wiele, wiele innych. Cały czas ktoś wznosi jakiś okrzyk, natychmiast powtarzany przez wszystkich. Już sporo po południu lecz jeszcze nie zaczęły się przemówienia „wodzów” demonstracji. Wciąż od Placu Unii i Na Rozdrożu przychodzą ludzie.

– Jeszcze chwilę poczekajmy – słychać przez megafony. Demonstranci wymieniają uwagi, skąd przyjechali, nieraz z dość daleka np. z Małopolski i Śląska. Cieszą się, że ich tak wielu, a nikt im nie podstawia autokarów żeby wygodnie dojechali na demonstracje co czyni PiS Młoda dziewczyna, może 16-letnia, rozdaje biało-czerwone wstążeczki na szpilce. Zostało niewiele, bo sięga głęboko do torby. Ile poświęciła czasu na ich zrobienie? Nie bierze za nie pieniędzy.

Wreszcie po przemówieniach ruszamy. Ramię przy ramieniu, tłok jak w komunikacji miejskiej w godzinach szczytu. Rozmowy, kawały, ani jednego przekleństwa. Gdy Szucha łączy się z alejami Ujazdowskimi szerzej, więc robi się nieco luźniej Przechodzę na lewą stronę, wchodzę na jeden z pojemników na kwiaty, teraz bez kwiatów, spoglądam w lewo, pochód  skręca w Piękną, nie widzę początku, spoglądam w prawo na Szucha nie widać końca. Ile nas może być?

x

Nie idę pod Sejm, tylko prosto do Nowego Światu  i Krakowskiego  Przedmieścia pod  pałac prezydencki. Chodniki po obu stronach pełne ludzi.  Chcę zobaczyć czoło pochodu i być jak najbliżej pałacu. Koło hotelu „Bristol” grupki cudzoziemców, słychać różne języki. Ale nie rosyjski. W ciągu kilkunastu minut robi się tłoczno. To widzowie.

Mniej więcej po pół godzinie kilka radiowozów na sygnale zwiastuje nadchodzącą demonstrację. Czoło staje przed szpalerem policjantów zabezpieczających wejście na teren pałacu. Wiele osób ma łączność z oglądającymi w domu telewizję. Radosne okrzyki „jest nas ponoć 50 tysięcy!”.

Czoło jest pod pałałem, a koniec jeszcze pod Sejmem, niesie wieść podana przez telewizję.” Coraz ciaśniej. Wybuchy radości i skandowanie: „Jest -nas -dużo- będzie -więcej!”

Zaczyna się najważniejsza część demonstracji. Skandowanie. W pewnym momencie  ktoś wykrzyknął: „Duda- to- się- nie -uda ” i błyskawicznie rozprzestrzenia  wśród zebranych.  A potem: „Ma-rio-net-ka”: „Duda- to obłu-da”, „od-daj-dy-plom” ,itp.  adresowane bezpośrednio do prezydenta.

Nie słyszę, tak jak w pochodzie, żadnego słowa uważanego za nieprzyzwoite i obrażające. Pełna kultura, policja nie ma powodu do interwencji. W pewnym momencie okrzyk, który bardzo się spodobał i wielokrotnie go powtarzano: „wyr-wać Kę-pę- z- ko-rze-nia-mi”.

x

Policja w uprzejmy sposób prosi zebranych o przechodzenie w stronę Placu Zamkowego, by umożliwić tym z końca pochodu dojście pod pałac. Pytam jednego z nich czy wiedzą, ilu ludzi bierze udział w demonstracji.

– Ostatnia informacja przez nasze radio, że ok. 45 tysięcy – odpowiada.

A końca pochodu wiąż nie widać

x

Na drugi dzień w mediach oficjalny komunikat policji: w marszu wzięło udział 15 tysięcy ludzi.

ANDRZEJ MARTYNKIN