Pytania

Rad bym przeczytać reportaż o tym, jak tworzył swoje przedsiębiorstwo Krzysztof Olszewski, jak zaczynał, jak skupiał konstruktorów, jak dobierał kooperantów (autobus to grubo więcej niż dwa tysiące części), jak odnosił pierwsze sukcesy… Chciałbym poczytać o szkole w Dywitach pod Olsztynem, z której wyszedł zwycięzca światowego konkursu dla młodzieży na prawo sterowania pojazdem na Marsie (pamiętam, jak uczeń tej szkoły z lat 70. wygrywał konkursowe egzaminy na Uniwersytet Warszawski). Ale muszę dziś sam pisać znowu o PiS-ie – zawsze z wiarą, że ludzie mogą się zmieniać.

Zdenazyfikowani Niemcy w sporej większości zostali pożytecznymi i lojalnymi obywatelami demokracji. Muszę tłumaczyć, dlaczego w normalnym inteligencie polskim ta partia budzi coś więcej niż nieufność. Być może moje opinie na temat PiS-u sprowokują jego ludzi do zastanowienia nad sobą. Być może bowiem nie rozumieją, dlaczego stają się niebezpieczni dla państwa i społeczeństwa.

 

Wszystko było wolno

Dziwne było milczące przyzwolenie mediów na akty przemocy. Najścia bojówek w kominiarkach na prywatne mieszkania, domy i miejsca pracy ludzi, którzy na pewno sami stawili by się na przesłuchanie do prokuratury, miały zastraszyć polską inteligencję, obrażaną uprzednio iście gomułkowskim wyzwiskiem „łże-elit”. Zakładano przy kamerach kajdanki ludziom najwyższego w kraju poważania, czyli kardiochirurgom i neurochirurgom, mieliśmy zrozumieć, że dla tej władzy nie ma mocnych. Żadnemu z tak potraktowanych niczego potem nie udowodniono. Ale bo też nie o to chodziło.

Pyszałkowaty chłopczyk w okularkach dysponował władzą pozwalającą niszczyć największym chirurgom systemy nerwowe, które decydują o zdolności ich rąk do ratowania ludzi – niszczyć bez żadnego „przepraszam” po uniewinnieniach. Dziesiątki ludzi zapłaciło życiem lub zdrowiem za niewykonane operacje – nie spisano jednak tych ofiar Ziobry. Gdzie byli dziennikarze?

Chłopczyk się z tego nie wyleczył. Nie odpowiadał z art. 212 kodeksu karnego za zniesławienie wielkiego chirurga. Nie rozumiał też, co właściwie robił internauta „antykomor”…

 

„Antykomor” nie „krytykował” prezydenta

„Antykomor” lansował zabawę… w rozbijanie głów prezydentowi i jego żonie. Czyli – zachęcał do mordu. To się w języku prawniczym nazywa – podżeganiem do zbrodni. Podżeganiem, czynem więc karalnym.

Kogoś, kto publicznie podżega do zabójstwa i czyni z tego zabawę, można podejrzewać o zdolność faktycznego zagrożenia czyjemuś życiu. Wejście ABW czy policji pod bronią do jego mieszkania było ze wszech miar uzasadnione. Tu naprawdę nie było za co przepraszać, panie premierze. Tacy młodzieńcy, jeśli mają broń, często strzelają, nim pomyślą. Pochwała zaś podżegania sama staje się podżeganiem. A tacy młodzieńcy mogą strzelać – z pełną zdolnością oceny swego czynu.

Dodam, że ludzi z ujawnianymi w Internecie skłonnościami jak te „antykomora” muszą dziś obserwować policje, bo nigdy nie wiadomo, co takiemu wpadnie do głowy. Dostanie broń i będzie strzelał jak Brejvik. Albo też podkładał ładunki wybuchowe – jak ten nasz 17-latek, ujęty, szczęśliwie, po trzech godzinach. Anglików zaniepokoił Breivik via Internet wcześniej.

 

Bezkarność zniewag

Zdumiewać mogła też tolerancja wobec gwałtów na demokracji: ktoś tu wszak wzywał, by dwaj ludzie, stojący na czele państwa, zniknęli i to na zawsze z polskiej  sceny politycznej. Do dziś bez źdźbła wstydu Jarosław Kaczyński obrażał ich, nie uznawszy wyniku demokratycznych wyborów – choć to oni powinni umykać ręki osobnikowi tak dalece pozbawionemu honoru i przyzwoitości… Ktoś inny, eks-stalinowiec, wzywał do wieszania!

Nikt nie ścigał inwektyw, oszczerstw i kalumnii na transparentach, noszonych za plecami Kaczyńskiego. Ani znieważających publikacji, rozdawanych pod jego namiotem na Krakowskim Przedmieściu. Nikt nie ścigał autorów podobnych, a jeszcze wulgarniejszych elukubracji w internetowych klozetach (ci sami sobie przynajmniej wystawiali świadectwo). Gdyby jednak Jarosław Kaczyński na studiach prawa zdawał prawo rzymskie, wiedziałby, że Prawo Dwunastu Tablic karało zniewagę czy zelżenie innego Rzymianina jako jedno z przestępstw najgroźniejszych dla porządku publicznego. To mógłby wyczytać i u św. Augustyna, Rzymianina. Żyje w państwie, w którym wszystko mu wolno – jak kibolom.

 

Świństwo większe niż angielskie

Skąd brało się tyle u nas wyrozumiałości wobec innych sposobów gwałcenia prawa? Do dziś nie wiemy, kto wymyślił operację „Romeo”. Kryptonim świadczy, że nie była przypadkiem.

„Pan Tomek”, nim zostanie posłem PiS-u, powinien trafić za kratki z tytułu podżegania („kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego”) lub pomocnictwa („kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie”). I tak samo siedzieć powinien jego pełen tupetu zwierzchnik, który mu zlecił to przestępcze zadanie! Żaden zaś tabloid, co ciekawe, nie pokazał Europie operacji „Romeo”, w której uwodzono kobietę dla jej skorumpowania i publicznej kompromitacji! Dla mnie to świństwo na miarę podsłuchów „News of the World”. Bardzo trzeba kobiet nie lubić, żeby taką podłość wymyślić…

 

Jak zginęła Barbara Blida

Barbara Blida to nie była nieodporna psychicznie, skłonna do histerii pani w średnim wieku. Mój brat, inżynier budownictwa, poprzedzający ją minister, znał ją dobrze, zetknąłem się z nią i ja. Barbara Blida to był zawodowy menedżer, budowlaniec, a fachowcy wiedzą, jakiego zdecydowania i charakteru wymaga kierowanie ludźmi w budownictwie.

Zmazano odciski palców na jej pistolecie, „zginęła” kurtka agentki, która miała Barbarę Blidę ująć, kierunek śmiertelnego strzału w oczach każdego, kto zdawał medycynę sądową, nie świadczy o samobójstwie, bo nikt nie wykręciłby sobie tak ręki dla oddania strzału w swoje serce. Na pewno nie chciano jej zabić, ale uznano widać, że nieumyślne spowodowanie śmierci skompromitowałoby ekipę najścia i jej zwierzchników.

Ówczesny premier, Jarosław Kaczyński, powiedział publicznie, że „to nie tak miało być” – pytanie zatem, jak miało być? Warto byłoby usłyszeć, jak planowali operacyjnie to najście premier z ministrem – najście z zakuciem w kajdanki jako środek zastraszenia, skoro Barbara Blida sama na wezwanie przyszłaby do prokuratury. Co tu było grane? Tylko uderzenie w SLD?

 

Bez inteligencji, bo po co

Przywoływano jako autorytet Carla Schmitta, nauczyciela hitlerowców, co do którego roli nie ma wątpliwości, a tu Kaczyński nigdy się od niego nie odżegnał… Carl Schmitt widział politykę jako nieustanne napięcie, wszczynanie więc i podtrzymywanie konfliktów. Tak rozumie politykę Jarosław Kaczyński – ze swymi obsesyjnymi, ciągłymi atakami. I nawet ordynarni, brutalni kibole są mu dziś sojusznikami. „Prawniczka” Kępa broni najgorszego z nich. Wniosek?

Oni na inteligencję, która chamstwo źle trawi, nie liczą jako na wyborców. Stąd groźby posłania lekarzy „w kamasze”. Stąd i fackelzugi, marsze z pochodniami, wedle najlepszych wzorów, z transparentami, które lżyły członków władz państwa. Bez żadnych argumentów poza nienawiścią. „Wódz” nie może się wyprzeć wzoru, wie kto tak zaczynał, i wie, że inteligencja to wie.

 

Cytaty ze znanej historii

Zwracałem uwagę, że swoją partię Kaczyński zorganizował statutowo na sposób stricte faszystowski, z pełnią władzy w jednym ręku. Żadnej dyskusji. Dorn próbował. Usunięte panie też. To tylko nasz Musso przesadził w 2007 r. z pewnością siebie i rozpisał wybory, żeby przejąć klientelę Samoobrony i LPR, ale wyszło, że większość wyborców ma go dosyć.

Goebbels uczył – powoływać się na demokrację i korzystać z niej, dopóki się nie zdobędzie władzy. Nasz „wódz” pomiatał Samoobroną, ale gdy dzięki niej dało się wziąć władzę, nie miał skrupułów. Potem chciał się pozbyć Leppera, który w wyborach prezydenckich zapewnił sukces jego bratu. Nie rozstał się z nim w trybie politycznym, zorganizował operację, która miała go skompromitować, i jeszcze ścigał winnych „przecieku”, którzy Leppera rzekomo ostrzegli…

Powołano Centralne Biuro Antykorupcyjne w dosłownym historycznym cytacie z roku 1933. I dostał ten urząd nie żaden zawodowy policjant (choć u nas 90 procent korupcji wykrywała i wykrywa policja), lecz „swój” człowiek. Miał – patrz książka Antoniego Sobańskiego – możliwie najszybciej stworzyć organ ze swoimi wyłącznie ludźmi, całkowicie powolny interesom „wodza”. Były zadymiarz. Bo nie chodziło o korupcję. Najlepszy dowód – sfilmowana próba korupcji, kiedy Adam Lipiński chciał przekupić Renatę Begier. Bez żadnych konsekwencji.

 

Propaganda zła

Propaganda niezadowolenia zamiast propagandy zaradności, jątrzenie i propaganda konfliktu zamiast współpracy, majstrowanie wokół przeszłości zamiast pytania, co zrobić dla jutra – ot, program destabilizacji, paliwo polityczne, znane z historycznego doświadczenia. Tyle, że bez Hjalmara Schachta w perspektywie. Z ekonomistką Szydło.

Nacjonalizm z ksenofobią nazywa siebie patriotyzmem. Zwolennicy Kaczyńskiego śpiewają bez jednego słowa jego protestu – „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić, Panie”. On sam siedział przy Okrągłym Stole, który dziś podważa, kwestionując porozumienie z ówczesną klasą panującą. A kiedy za prezydentury Wałęsy ostatnie sowieckie oddziały opuszczały Polskę, palił kukłę Wałęsy na ulicach Warszawy.

„Narodowy katolicyzm” napędza się antysemityzmem. Nie ma Żydów, jest antysemityzm. Rydzyk utrzymuje go u siebie – czego Kaczyński nie komentuje. Bo to nie on. To oni. On za nich nie odpowiada. Ani za to, że go popierają. Czy naprawdę nie widać, czyim interesem jest u nas antysemityzm? Kiedyś kochała go Ochrana… Dziś nie jest inaczej. Rydzyk dostał od KGB potężny przekaźnik, kiedy wysiedlano z Rosji polskich księży. Prowadził agitację przeciw naszemu wejściu do NATO, potem do Unii Europejskiej. Bez protestów Kaczyńskiego. Uzgadniał z nim?

 

Obalić ustrój

Wyłożył Kaczyński program nie tylko obalenia legalnych władz państwa, których nie uznaje. Wyłożył program obalenia ustroju naszej demokracji. Warto, póki czas, przeczytać „Raport o stanie państwa” (tytuł kradziony z raportu DiPu pod takim tytułem z roku 1979). Kiedyś pewną „Moją walkę” czytano grubo za późno. „Narodowym socjalizmem” nie ja określiłem koncepcje PiSu. „Raport” przewiduje utworzenie centralnego ośrodka myśli politycznej w kraju, nie dodam, czyje to ideały.

Kaczyński kłamie, a potem publicznie, bez żadnych konsekwencji, obraża sądy, które go za oczywiste kłamstwa dwukrotnie skazały. Podważa, on, prawnik z realnego socjalizmu, jedną z podstawowych instytucji państwa prawa. Tak szanuje państwo rzekomy „państwowiec”. Widać, że chodzi o zupełnie inne państwo…

 

Europa się śmiała

Teza, że Kaczyński załatwi coś więcej z Unią Europejską, a jeszcze walnięciem pięścią w stół czy procesem, to humorystyka. Ale o dowcipy prosiła się już sytuacja, gdy jeden brat zatrudnił brata bliźniaka jako premiera – chociaż Chiracowi sąd wypomina zatrudnienie córki jako urzędniczki, a Gilowskiej miano za złe obsadzenie synem jakiegoś stanowiska czy kandydatury. Ta władza bliźniaków budziła kpiny, czasem bolesne, a nawet obraźliwe. Z powodu głupiej karykatury w lokalnym pisemku Kaczyńscy zerwali praktycznie „trójkąt weimarski” pod prześmiesznym pretekstem. Wszyscy zaś wiedzieli, że Jarosław Kaczyński, z programem izolacji międzynarodowej, odnosi się do Unii wręcz niechętnie, czego dowody łatwo znaleźć w różnych wypowiedziach, rejestrowanych i przez zachodnie dyplomacje. Wszystko to obciążało Polskę, nie tylko jego samego…

 

Szwindle

Nie zadaje się pytań odległych od polityki. O szwindle, które Kaczyński i jego ludzie pokrywają deklaracjami uczciwości. Jak, przepraszam, ugrupowanie Kaczyńskiego dostało dla swej spółki „Telegraf” środki z państwowego banku? Jak dla tegoż ugrupowania wykrojono z majątku po RSW Prasa największe, najcenniejsze nieruchomości i co z nimi ono zrobiło, by ciągnąć z nich dochody? Po jednym reportażu prasa umilkła… Także – jak PiSowi dostała się najpopularniejsza gazeta polska „Ekspres Wieczorny”, jak doprowadziło ją ono do bankructwa i dlaczego nikt nie zainteresował się, co się stało z wydojonymi finansami gazety? Jak tłumaczyć związek PiS-u z centralą SKOK-ów tak bliski, że jeden z Biereckich kandyduje z PiS-u na senatora. Z pisowską „zdolnością honorową”.

 

Wybór

Zadawszy pytania na powyższe tematy, nie dostałem żadnej odpowiedzi – poza wymysłami oraz insynuacjami. Ale jestem człowiekiem, jak wiadomo, cierpliwym. Nie takie rzeczy przeżyłem.

Lubię pisać o tym, co pożytecznego lub pięknego się komuś udało. Usatysfakcjonowany byłem roztropnością rządu, który w zagrożeniu kryzysem nie posłuchał wezwań PiSu, by dolać (dodrukować) pieniędzy naszej gospodarce. W tej całej kampanii wyborczej nikt nie podnosi, że władza PiSu, jak się łatwo po tym zorientować, kosztowałaby nas wzrost cen, skok inflacji, dewaluację oszczędności, rozprzężenie gospodarki, a w następstwie – zaburzenia i rozkład państwa.

Szanująca się, poważna opozycja przez cztery lata potrafiłaby skompletować skład rządu, za którym wyborcy chcieliby się opowiedzieć. Kaczyński po czterech latach nie potrafi przedstawić swego „gabinetu cieni”. Takiego, można podejrzewać, nie ma. Pozbył się najinteligentniejszych ludzi ze swego otoczenia. Wiadomo jedynie, że objąwszy władzę będzie „rozliczał się” z przeciwnikami. Duch nienawiści i zemsty tchnie z każdej jego wypowiedzi – mimo pokojowych min.

 

Bez ogródek

Postawa i działalność PiS-u Kaczyńskiego kłóci się całkowicie z normalnością demokracji, do której inteligencja polska jest przywiązana – nawet jeśli nie wymaga zbyt wiele od bardzo młodej demokracji. Stworzyło PiS cywilizację kłamstwa, insynuacji i obelg – z niebywałym tupetem zarzucając to innym. Nie jest żadną „opozycją”. Jest siłą destabilizacyjną, o bardzo niebezpiecznych założeniach organizacyjno-ideowych, szkodzącą państwu polskiemu swoim warcholstwem. Ja to nazwałem „naszyzmem”, odkrywając w tym ruchu skłonności do faszyzowania, Miller, sam były aparatczyk, otwarcie użył słów – „narodowy socjalizm”.

 

Powtarzam: chodzi o to, by się potem nie mówiło, że nikt nie mówił. Najbliższe wybory będą wyborem między cywilizacjami.

STEFAN BRATKOWSKI

Studio Opinii

 

PS. Inteligencję żoliborską, proszę wybaczyć ten przytyk do samej osoby, obraża ćwierć-inteligencka wymowa Kaczyńskiego. Tak nie mówią i obok, na Marymoncie. Moi przyjaciele robotnicy nie „mówiom”, ruszając „głowom”.