Jest źle, będzie gorzej

Na wstępie: afera z KNF, powiązana z aferą Getback, w powiązaniu z  serią afer SKOK-ów i ze sprawą podsłuchów Marka Falenty na dokładkę – cały ten przestępczy konglomerat może mieć mniejszą siłę rażenia w narodzie niż pamiętne ośmiorniczki Platformy.

O PiS-owskim ludzie nawet nie wspominając, tam nic nikogo nie zachwieje w wierze. ANTY-PiS i bez tego wie, kogo trzeba odsunąć od władzy. Jakiś efekt może to wywołać w tej grupie wyborców, która nie jest skrajna i która popiera raz tych raz tamtych, lub raz głosuje, a raz niekoniecznie. Ta grupa wszakże decyduje o wyniku wyborów i jeśli afera KFN utrwali się na rok w świadomości jakiejś części tej grupy, to dobrze.

No to do adremu.

To co na talerzu łatwo trafia do wyobraźni; operacje finansowe nie bardzo, jeśli nie polegają na przekazaniu koperty pod stołem. Wyobraźmy więc sobie, że do delikwenta, z oczekiwaniem łapówki, zwraca się, grożąc ograbieniem go na znacznie większą sumę, szef CBA – CENTRALNEGO BIURA ANTYKORUPCYJNEGO. Czyli policji do zwalczania korupcji.

Policja bowiem, to nazwa określonej instytucji, lecz jednocześnie to istota wielu innych. Państwo ma wyspecjalizowane policje, a więc antykorupcyjną, lecz także: sanitarną, pracy, handlową, górniczą, celną, przeciwpożarową, antymonopolową, polityczną, lotniczą, budowlaną, farmaceutyczną, od ochrony danych osobowych, praw obywatelskich, praw dziecka i finansową – KNF. Ta komisja to policja, mająca uprawnienia nie tylko kontrolne, może ona decydować w konkretnych sprawach wszelkich instytucji finansowych, wśród których najważniejsze to banki. Ocenia je i wyciąga wnioski, a tu chodzi nie tylko  o przestrzeganie litery prawa, lecz również etyki, pewnych niepisanych zasad. Zaś w ocenie zawsze istnieje skala dowolności, podobnie jak w stosowaniu środków.

Nagranie rozmowy panów LC i MC jest faktem i tego możemy się trzymać. Reszta to domniemanie, a domniemywać każdemu wolno. Zaznaczam na wypadek, gdyby ustanowiony w sprawie pełnomocnik któregoś związanych z ta sprawa panów czytał nasze SO. To trochę brak skromności, but safety first.

Otóż domniemywam, że panowie; przewodniczący Komisji, Marek Chrzanowski i delegowany do niej przez prezydenta RP, Zdzisław  Sokal, jednocześnie szef Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, działali „wspólnie i w porozumieniu”, jak to się formułuje w aktach oskarżenia i w wyrokach. Obaj mieli narzędzia kontroli, które z  łatwością można wykorzystywać do szkodzenia kontrolowanym instytucjom. I wykorzystywali je w stosunku do instytucji należących do Leszka Czarneckiego.

Ale to była dopiero wstępna demonstracja siły. Gangster wchodzi do baru i na dzień dobry robi demolkę, a potem wyjaśnia właścicielowi, że następnym razem… Chyba, że… i tu pada konkretna suma.

Więc Marek Chrzanowski informuje Leszka Czarneckiego, że Zdzisław Sokal właśnie szykuje  przejęcie przez państwo biznesu LC za symboliczna złotówkę. Na uwagę, że to bezprawne, zauważa, że przecież mówią w dyskrecji. Nie dodaje, że na jego żądanie Sejm już uchwalił przepis pozwalający na takie  przejęcie. Więc jeszcze tylko formalności: Senat i pan prezydent.

Tu dodamy, że to jeszcze nie wszystko. Szykuje się  nowelizacja ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. To znaczy, że mając swoja prokuraturę i podręczne sądy można każdą spółkę, fundację, NGO, WSZYSTKO!, ukarać dowolnie, sparaliżować, zawiesić, zniszczyć, przejąć przez państwo czy przez swojaka.

Ale wracamy do tej nagranej rozmowy. Leszek Czarnecki dowiaduje się, że mu ten „zły” Zdzisław Sokal niczego złego nie zrobi, jeśli LC zatrudni rekomendowanego prawnika, mecenasa Grzegorza Kowalczyka z Częstochowy, za jedne czterdzieści milionów. Prywatny bankier ma pewien luz w operowaniu swoimi pieniędzmi, więc co mu tam!

Kopertą z pieniędzmi jest w tym przypadku adwokat z kancelarią, zupełnie przypadkowo spowinowacony z Markiem Chrzanowskim. I z rekomendacji tegoż MC zaangażowany  do rady nadzorczej banku, będącego własnością Zygmunta Solorza, co tenże szybko potwierdził. Ale o tym, że jest rekomendowany przez tegoż Marka  Chrzanowskiego do biznesu Leszka Czarneckiego mecenas Kowalczyk nie wiedział, dopóki nie przeczytał o tym w gazecie.

Klasyczny gangsterski modus operandi pozwala domniemywać, że jest to gangsterska operacja dokonywana nie przy pomocy oprycha ze spluwą, lecz instytucji państwa, powołanej, żeby było śmieszniej, do przestrzegania prawa. Na tym przykładzie widać po co i dla kogo ta zmiana jest dobra.

Gdyby do Leszka Czarneckiego z propozycją nie do odrzucenia przyszedł jakiś „Pruszków” czy „Wołomin”, to haracz byłby wliczony w koszty biznesu. Jakiś „Pershing” czy inny krajowy Al. Capone nie przejąłby na własność banku, bo może ten biznes doić, lecz nie mógłby go prowadzić. A państwo dobrej zmiany może. Więc pan Czarnecki, zatrudniając za te czterdzieści mecenasa Kowalczyka, nie miałby pewności, że panowie Chrzanowski i Sokal, pod rządami lex Chrzanowski, nie zabiorą mu, już lege artis, jego biznesu. Do kogo mógłby pójść wtedy ze skargą, że przecież dał łapówkę?

Domniemywam, że p. Czarnecki zaczął domniemywać, że trójka panów; Chrzanowski-Sokal-Kowalczyk załatwia swój prywatny, mały, na czterdzieści milionów, biznesik przy okazji dużego biznesu państwa PiS, jakim jest przejęcie całego banku, kolejnego koryta w kolekcji firm objętych partyjną nomenklaturą. PiS nie ma wprawdzie zdolności koalicyjnej, ale nadrabia to zdolnością korupcyjną, co widać choćby po niedawnych wyborach. A to wymaga materii do opanowania. PZPR miało w swojej nomenklaturze wszystko, a PiS zdobywa kawałek po kawałku.

Jak już się domniemywa „to”, to można i „owo”. Zasadne więc będzie domniemanie, że mecenas Kowalczyk jest elementem takiegoż prywatnego biznesiku w biznesie Zygmunta Solorza. Bowiem państwu dobrej zmiany już się on był wypłacił, zatrudniając w Polsacie panią Gawryluk i zmieniając w miarę obiektywną telewizję na propisowskie wsparcie TVP.

Zaś cała ta afera, upubliczniona przez Wyborczą, pokazuje komu są potrzebne i komu przeszkadzają wolne media.

I pochodną jest wizerunek Komisji Nadzoru Finansowego, czyli stopień zaufania w systemie i do systemu finansowego IV RP.

ERNEST SKALSKI

Suplement

Na facebooku mec. Roman Giertych napisał na ten temat (tytułując swój wpis Rekieterzy…)  m. in. tak:

… prawda o działaniach osób z KNF jest znacznie bardziej ponura niż zwyczajna korupcja czy przekroczenie uprawnień przez szefa KNF. W rzeczywistości mieliśmy do czynienia z klasycznym działaniem rekieterów, którzy wymuszają wynagrodzenie za „ochronę” przed stworzonym przez siebie zagrożeniem. Ktoś doprowadził do tego, że w maju 2017 roku Minister Finansów wydał rozporządzenie, które wprowadziło nowe wymogi kapitałowe dla banków, które udzielały kredytów walutowych. Rozporządzenie było wymierzone tak naprawdę w Getin Nobel Bank, czyli jedyny prywatny, polski bank.

Oznaczało ono, że bank ten (który ma zgromadzone wielomiliardowe kapitały akcjonariuszy) nagle w wyniku wprowadzonych nowych zobowiązań (tzw. waga 150%) nie spełniał wymogów kapitałowych. Wprowadzona waga 150% jest czymś niezwykłym w krajach UE, gdzie standardem jest waga 35-50%, a waga 150% jest maksymalnie dopuszczalna przez prawo. Istotą tej wagi jest obowiązek posiadania kapitałów własnych w stosunku do udzielonych kredytów. Waga 100% oznacza w tym przypadku obowiązek posiadania 10% kapitałów własnych, w stosunku do udzielonych kredytów. […]

Po wydaniu rozporządzenia banki musiały mieć 15% kapitałów w stosunku do udzielonych kredytów, o ile kredyty hipoteczne były udzielone w walutach (waga 150%). Wprowadzone rozporządzenie doprowadziło do sytuacji, że Getin Nobel Bank z dniem wejścia w życie tego rozporządzenia (grudzień 2017) wymagał dokapitalizowania na prawie 1 miliard złotych, gdyż tak przełożyła się ta „waga” na jego obowiązki kapitałowe. To, że rozporządzenie uderzy prawie wyłącznie w GNB było znane w momencie jego wydawania, gdyż KNF i MF przygotowało estymację skutków tego rozporządzenia. Z tego powodu bank ten znalazł się w programie naprawczym, którego każdy element nadzoruje KNF.

Można powiedzieć, że rozporządzenie to oddało bank „na łaskę i niełaskę” KNF. […]W nagranej rozmowie szefa KNF z Leszkiem Czarneckim bada zdanie szefa KNF, że gdyby zdjąć wagę 150%, to wówczas Getin Nobel Bank nie musiałby mieć żadnego dokapitalizowania. Jednocześnie pada z ust przewodniczącego KNF informacja, że jeden z członków KNF wbrew prawu zamierza nadal przejąć bank. Dodajmy, że można sobie łatwo wyobrazić sytuację, że bank ten jest przejęty przez podmiot państwowy lub prywatny, a następnie minister finansów zmienia wagę 150% na np. wagę średnią dla krajów UE i wówczas zgodnie z prawem nowi akcjonariusze mogą sobie wypłacić dywidendę nawet w wysokości 800 milionów złotych!

Rozmawiając w marcu br. z szefem KNF Leszek Czarnecki otrzymał propozycję ochrony właśnie przed takim scenariuszem. […]

Rekieterzy zwykle przychodzili do barów i klubów żądając pieniędzy za „ochronę”. W rzeczywistości jednak jedynym zagrożeniem dla tych barów i klubów, byli ci którzy żądali pieniędzy za ochronę.

Studio Opinii