Kilka uwag na dziś

Opór ma sens. Po raz pierwszy widać, że pisowski walec zniszczenia wyraźnie zwalnia. Oczywiście nie da się szkiełkiem i okiem udowodnić związku między naszymi protestami i innymi akcjami, a rekordową frekwencją wyborczą. Widać jednak, że do urn ruszyli liczniej przeciwnicy obecnych rządów, a nie ich zwolennicy. Mobilizacja po stronie zwolenników była wyraźnie mniejsza. PiS może oczywiście się cieszyć z wyniku 33%, ale…

No właśnie, osiągnęli taki wynik, o blisko 10% mniejszy niż to wynikało z sondaży, przy zaangażowaniu gigantycznych środków, o jakich druga strona może tylko pomarzyć. Na kampanię wyborczą PiS wydał grube miliony. Autobusy wyborcze objechały nawet Mysie Dziury i miasteczka, których nie widać na mapie. Sześć ogólnopolskich kanałów telewizyjnych (TVP1, 2, 3, Info, TV Republika, Trwam…) lało potężnym strumieniem perfidne propagandowe kłamstwa. W dodatku propagandowe kłamstwa Kaczyńskiego, Morawieckiego i Dudy transmitowały inne telewizje (TVN, TVN24, Polsat, Polsat News). Gazetę Polską i inne gadzinówki wciskano ludziom na każdej poczcie i stacji benzynowej. W trakcie kampanii obiecano wyborcom nawet metro na Madagaskar i samoloty elektryczne na  baterię (oczywiście kpię). No i wynik: 33%. Czy to aby na pewno jest sukces?

Kaczyński i jego akolici mówią o sukcesie, ale z mowy ciała, z nastroju tych wystąpień, widać, że tak naprawdę myślą co innego. Kaczyński wie, że nie musi przegrać, aby przegrać. Wie, że przegra, jeśli za mało wygra. To coś, jak z Napoleonem, który zajął Moskwę. Teoretycznie wygrał wojnę (zajął stolicę wroga), ale naprawdę w tym momencie ją przegrał.

Jakby nie trąbiono w fanfary, widać panikę. PiS skonfliktowało się ze wszystkimi innymi siłami politycznymi i z większością społeczeństwa. Nie ma praktycznie żadnej zdolności koalicyjnej. Jeśli ubędzie mu kilku posłów, straci władzę. Może mieć największy klub parlamentarny, ale nie rządzić. W dodatku sypie się partia Kukiza, która od początku była zlepieńcem przeróżnych mapetów od Sasa do Lasa. Kaczyński wie, że jeśli w wyborach parlamentarnych uzyska tylko nieco gorszy wynik, niż w poprzednich, lub jeśli opozycja będzie bardziej zjednoczona, to leży. Powstanie koalicji PO-Nowoczesna-PSL, to byłby nie gwoździk, ale hufnal do trumny PiS-u. Kaczyński wie również, że tym razem ma dużo mniejsze szanse na bezkarność, bo presja społeczeństwa na postawienie całej bandy przed sądem będzie ogromna.

W dodatku pojawiło się parę poważnych problemów. Pierwszy to TSUE i art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Drugi to zagrożenia gospodarcze. Teoretycznie gospodarka pędzi, tylko niestety pędzi na ścianę. Nie można długo rozwijać się bez inwestycji. Obniżenie wieku emerytalnego pociągnie za sobą ogromne koszty utrzymania coraz liczniejszej grupy emerytów przy malejącej grupie pracowników. Pojawił się też problem z planowanym przez Niemcy otwarciem rynku pracy dla Ukraińców. To może być groźniejsze uderzenie w naszą gospodarkę niż ew. sankcje. Na polskim rynku pracy już w tej chwili widać narastający problem braku chętnych do pracy. Można oczywiście cieszyć się z braku bezrobocia, ale brak rąk do pracy to nie jest to, o czym marzy gospodarka.

No i element ostatni. PiS nie tylko nie ma zdolności koalicyjnej, nie ma też zdolności rozwiązywania problemów i to widać. Całe myślenie polityków tej partii nastawione jest nie na to, jak pojawiający się problem rozwiązać, tylko: jak w związku z tym kłamać, jak tym razem oszukać? Co więcej PiS stworzył pułapkę sam na siebie: zawłaszczone media. Ogromna część rynku mediów została całkowicie podporządkowana kolportowaniu kłamstwa. Jednocześnie te właśnie media stały się dla elektoratu oraz znacznej części polityków tej partii niemal jedynym źródłem informacji. PiS okłamuje sam siebie, a jednocześnie to propagandowe kłamstwo nie działa na ludzi, którzy PiS-u nie popierają, bo oni oglądają, czytają i słuchają innych mediów. Trudno sobie wyobrazić realne rozwiązywanie poważnych problemów, gdy ma się fałszywy obraz rzeczywistości.

Brak pomysłów na realne rozwiązania wyraźnie widać. Kupowanie nieczynnego lotniska i obiecywanie autobusów elektrycznych po przejęciu Autosanu przez Energię, przypomina scenę z filmu Barei – „a to jezioro damy tutaj”. Podobnie niepoważne jest ogłaszanie święta państwowego niczym Jej Ekscelencja z Seksmisji. Wyraźnie widać jedyny pomysł: więcej obiecywać gruszek na wierzbie i więcej kłamać. Ale tak się daleko nie zajedzie, bo możliwa liczba kłamstw w jednostce czasu nie jest nieskończona.

Niestety zostanie po tych paru latach demolki potężny problem: posprzątanie. Następcy dostaną w prezencie: zwolnienie gospodarki, potężny chaos prawny, skłócone społeczeństwo, fatalną opinię w świecie, zdemolowaną doszczętnie armię, zniszczone szkolnictwo…

A właściwie to zniszczone wszystko. Koniec PiS-u to nie będzie koniec problemów. To będzie dopiero ich początek.

KRZYSZTOF ŁOZIŃSKI

Studio Opinii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *