Której gminy wójtem będzie Morawiecki?

Współczuć można premierowi Morawieckiemu. Objeżdża całą Polskę i można odnieść wrażenie, że szuka dla siebie gminy, której mógłby zostać wójtem. Ale żadna propozycja ze strony mieszkańców nie pada. A przecież tyle im obiecuje…

Drogi będzie budował, których w ogóle w Polsce nie ma. Mosty będzie stawiał, nawet tam, gdzie rzek nie ma. I nic. W żadnej polskiej gminie nie padło jeszcze hasło: To jest najlepszy kandydat na naszego wójta! A przecież wydawało się, że Polacy kupią wszystko, co tylko im się powie. Sprawdzało się to, kiedy był bankowcem, a teraz wielka klapa.

Na nic zdają się również zapewnienia najwyższego (może akurat nie wzrostem) jego zwierzchnika. Że cierpiał za Polskę, że jako mały chłopczyk był prześladowany, bity, puszczany przez „ścieżkę zdrowia”, wywożony do lasów, katowany… Ciężkie miał dzieciństwo obecny premier. Ale nawet po tych zapewnieniach nikt nie chce go u siebie na wójta. Cóż za niewdzięczny Naród z tych Polaków…

Czasem wydaje się nawet, że to on przecież wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię i nadal nic: żaden komitet do swojego składu go nie zaprasza. Żaden nie proponuje mu „jedynki” na swojej gminnej liście wyborczej.

Z rozpaczy tej premier obiecuje coraz więcej. I zmienia podejście. Mówi o zrealizowaniu obietnic, kiedy zwycięzcami w wyborach będą ludzie mu bliscy, czasem bardzo bliscy. Czyżby pogodził się już z osobistą przegraną? Zdał sobie sprawę, że są lepsi od niego? Że tak właściwie na wójta się nie nadaje? Mówi więc sobie: Trudno… z dwojga złego lepiej już być premierem niż wójtem…

JAROSŁAW WYGLĘDA