To nie Szydło wychodzi w worka

Wydawało się, że bezczelność niektórych kandydatów do wysokich urzędów samorządowych może nie mieć granic. I nie ma. Oto niejaki Jaki śmie publicznie stwierdzić, że kiedy wybory wygra jego przeciwnik, to władza nie da pieniędzy na zaproponowane przez niego inwestycje w stolicy.

Zmory przeszłość powracają w chwale…

Wiadomo więc już, po co te całe konwencje regionalne, na których premier oszukuje, a prezes mani i tumani. Przekaz jest już prosty i jasny. Wybierzecie naszych, możecie liczyć na strumień rządowych pieniędzy (czyli naszych, wszystkich obywateli, całego Narodu), aby budować mosty, tworzyć nowe koryta rzek, na nowo pokrywać asfaltem drogi, które dawno zostały już wybudowane.

Ci wszyscy, którzy słowa swoich politycznych idoli – spod znaku niby prawa i jeszcze mniejszej sprawiedliwości – traktują jak drugi katechizm, wierzą, że spadnie na nich deszcz pieniędzy. Spadnie, bo to będą ich pieniądze. Ale pod warunkiem, że w wyborach oddadzą głos na kumpli, znajomych, przyjaciół tych, którzy ich do tego namawiają.

Komuna wróciła pełną gębą. Mentalność byłych funkcjonariuszy partii robotniczej odrodziła się w nowej postaci. Zrzucających stonkę i wrogów ustroju zastępują walczący o przestrzeganie przepisów konstytucji. Walczący o niezawisłość sądów są mieszani z błotem, ale przecież sądy za tzw. komuny były… Ci, którzy pamiętają wiedzą o co chodzi…

Wygląda więc na to, że zdecydowana większość popierających obecną władzę marzy po prostu o powrocie komuny. I mają ja na wyciągnięcie ręki. Chyba że w najbliższych wyborach frekwencja będzie wyższa niż skandaliczne 30 procent…

JAROSŁAW WAŻYK