Bezradność Piłsudskiego… czyli patriotyczna anarchia

Tytuł prowokacyjny. Nie będzie bowiem o samym Józefie Piłsudskim, lecz o warszawskim placu jego imienia. Cudzoziemcom imponuje ogromna przestrzeń, znajdująca się w centrum miasta. Nam, tubylcom, a przynajmniej niektórym z nas, ta przestrzeń przeszkadza. Pusty plac? Do czego to podobne? Trzeba zabudować!

Jeżeli zabudować, to wypadałoby rozpisać solidny konkurs, skierowany do mistrzów architektury. Ale same warunki brzegowe takiego konkursu trudno sprecyzować i ustalić. Zobowiązuje przed wszystkim

Grób Nieznanego Żołnierza,

teraz symboliczny w kilku wymiarach, nie tylko w tym bitewnym, żołnierskim. Mocno określa go bowiem to, że jest fragmentem większej budowli, zachowaną i pielęgnowaną ruiną, szczególną pamiątką barbarzyństwa ostatniej z wielkich wojen. Moim zdaniem, ten fragment Pałacu Saskiego, widoczny na tle zieleni Ogrodu Saskiego, ma potężną wymowę właśnie dzięki pustce placu. A raczej miał. Bo plac się coraz mocniej zabudowuje.

Sam Pałac Saski,

jak to się dzieje z wieloma budowlami, przechodził różne koleje losu. Ostatni swój kształt przez zburzeniem przez wojsko (!) niemieckie, osiągnął w pierwszej połowie wieku XIX dzięki temu, że rządowy wówczas pałac (należał do rządu Królestwa Polskiego) za przeszło sto tysięcy ówczesnych złotych zakupił niebywale wówczas bogaty kupiec rosyjski Iwan Skworcow (był bardzo obrotny; majątku przysporzyło mu np. przewiezienie drogą wodną do twierdzy w Modlinie niewygodnego zaborcom po powstaniu listopadowym pomnika księcia Poniatowskiego). Nowy właściciel, kupiec rosyjski, typowy nuworysz, rozpisał konkurs na przebudowę dość zrujnowanego pałacu, którego przebudowa, zapoczątkowana przez Augusta III Sasa (stąd nazwa), nie została właściwie ukończona. Konkurs wygrał architekt Adam Idzikowski, wystawiając charakterystyczną klasycystyczną kolumnadę, którą i dziś niektórzy uważają za szczyt dobrego smaku.

Po odzyskaniu niepodległości i po wojnie z bolszewikami, już w roku 1923, ustawiono w cieniu doryckich kolumn pomnik księcia Poniatowskiego. Przypomnę, że odzyskano go (a stał w Homlu, w ogrodzie prywatnej rezydencji Paskiewicza, carskiego namiestnika, kata powstania listopadowego, a sam Paskiewicz miał pomnik tam, gdzie Poniatowski stoi dzisiaj… sic transit gloria mundi…) w następstwie traktatu ryskiego, zwracającego przywłaszczone przez Rosjan dobra polskiej kultury. A w roku 1925 umieszczono tam, przed pomnikiem dowódcy, o którym mawiano, że „Bóg powierzył mu honor Polaków”,

Grób Nieznanego Żołnierza.

Przed wojną Pałac Saski mieścił instytucje wojskowe, w tym Sztab Generalny WP. Na placu odbywały się różne uroczystości wojskowe (jakkolwiek wojsko defilowało też na Polu Mokotowskim), połączone zwykle ze składaniem wieńców na Grobie Nieznanego Żołnierza. Urządzenie rozległego placu nie było zadaniem łatwym. Przed wojną rozpisane były na to konkursy: w roku 19271935. Zwłaszcza ten drugi, z udziałem tuzów architektury, przyniósł kilka ciekawych rozwiązań (I nagrodę zdobyli arch. Kazimierz Tołłoczko i Jan Kukulski; co ciekawe – przewidywał nadbudowę hotelu Europejskiego; II nagrodę otrzymali Bohdan Lachert z Józefem Szanajcą oraz B. i St. Brukalskimi; zakupiono też projekt Bohdana Pniewskiego). Wojna nie pozwoliła żadnego z rozwiązań zrealizować, przyniosła zaś, w następstwie powstania warszawskiego, całkowite unicestwienie i dwóch pałaców (Saskiego oraz Brühla), i otaczających plac kamienic (m.in. tych od strony ulicy Królewskiej). Pałaców nie odbudowano, pozostawiając tylko ułomek tragiczny w swej wymowie – fragment z Grobem Nieznanego Żołnierza.

Plac Zwycięstwa

tak nazywał się plac przez lata PRL-u. Od północy jego kształt wytyczał przez lata odbudowany i otwarty w roku 1965 Teatr Wielki. Po stronie południowej w latach 70. stanął Hotel Victoria, jak na owe czasy wypasiony, ale – moim zdaniem – architektonicznie w tym miejscu nietrafiony. Od wschodu plac uliczką gen. Tokarzewskiego-Karaszewicza otwierał się na Oś Saską, od zachodu – zamykał go Grób Nieznanego Żołnierza z widoczną zielenią drzewostanu Ogrodu Saskiego.

Zdradzę, że do po placu mam stosunek osobisty, ponieważ w jego pobliżu spędzałam swoje dzieciństwo. Pamiętam legendarną Stodołę u wylotu Trębackiej, ale z racji wieku z zabaw w podchody w jej pobliżu, a nie z koncertów jazzowych… Rozległy plac okrążałam rowerem pożyczanym od kolegów na podwórku (mało kogo stać było na rower!). Przez plac przechodziłam na zajęcia o sztuce odbywające się w Zachęcie – takich chmur i rozległego nieba nie było widać w cały mieście, no, może nad Wisłą. I chodziłam na niedzielne spacery do Ogrodu Saskiego, po którego stawie pływały kiedyś nawet łabędzie.

O potrzebie urządzenia rozległego placu dyskutowano przez lata. Nie wiem, czy PRL rozpisywał jakieś konkursy na ten temat. Po roku 1989, a więc po upadku PRL-u, działo się i dużo, i mało. A na pewno chaotycznie.

Chaos placu

symbolicznie obrazuje to, co obserwujemy w wielu dziedzinach życia. Ostatnio się nasila. Jakby jakieś tamy puściły i przez kraj przetaczał się nieokiełznany żywioł.

Jak pamiętamy, w roku 1979, w schyłku PRL-u (choć mało kto go wtedy widział!), na placu słynną mszę odprawił papież Jan Paweł II, odnawiając symbolicznie „oblicze tej ziemi”. Wydarzenie upamiętniono najpierw płytą wmurowaną w miejscu papieskiego ołtarza (w roku 1990), potem, w 30. rocznice wydarzenia, a więc w roku 2009, krzyżem tzw. papieskim (całe szczęście, że upadły inne pomysły, koszmarnie monumentalne, w tym idea wystawienia tu muzeum „1000 lat Martyrologii Polskiej”).

Oś Saską przeciął postawiony w roku 1995 pomnik marszałka Piłsudskiego (tę nazwę przedwojenną, z lat 1928–1940, przywrócono w roku 1990). Nazywany niekiedy „Dziadkiem pilnującym parkingu” … Zachodnią pierzeję placu wypełnił wzniesiony w roku 2003 budynek Metropolitan , projektu sir Fostera, dla niektórych bardzo kontrowersyjny i niekiedy oceniany źle. (Moim zdaniem, wpisał się w przestrzeń lepiej niż przeciwległy hotel, także dzięki dostępnemu powszechnie wewnętrznemu dziedzińcowi z fontanną).

Przez lata po roku 1989 dyskutowano i przymierzano się do odbudowy Pałacu Saskiego. Ostatnia próba była podjęta za czasów, gdy prezydentem miasta był Lech Kaczyński i, jak wiele jego przedsięwzięć, prowadzona wyjątkowo nieudolnie. Nie znaleziono inwestora, który pociągnąłby budowę, a odkryte pośpiesznie na potrzeby odbudowy i wstępnych prac piwnice po prostu zasypano. Przy okazji kampanii wyborczych sprawa odbudowy Pałacu Saskiego, a w właściwie pałacu kupca Skworcowa (jeszcze w połowie wieku XIX miał w nim sklep!), powraca. Aż strach myśleć, jak ruszy z kopyta po wyborach wygranych przez obóz tzw. Dobrej Zmiany (oczywiście à rebours).

Czego można się spodziewać –

widzimy obecnie.

Choć dziwnie cicho wokół tego. Oczekiwałabym dziennikarskich śledztw, które by wykazały, kto – przy okazji zmian wprowadzanych na placu i „upiększaniu” go kolejnymi akcentami – kręci lody i ile zarabia na ich sprzedaży. Na placu odebranemu miastu i przejętemu na podstawie decyzji administracyjnej MSW przez wojewodę (!), dzieją się bowiem coraz dziwniejsze rzeczy. Sama decyzja służyła postawieniu

pomnika smoleńskiego.

To dzieło zaprojektowane przez uznanego twórcę Jerzego Kalinę miało stanąć gdzie indziej, w innym otoczeniu. Dlaczego renomowany artysta zgodził się umieścić fragment swojej pracy w zupełnie do tego nie pasujących warunkach – nie mogę zrozumieć.

Czarny monument o niejasnej na oko symbolice i proporcjach nie dostosowanych do tego miejsca, umieszczony na tle architektury hotelu z epoki „późny Gierek”, stanął w roku 2018. Wcześniej na środku placu, podobno na polecenie Antoniego Macierewicza jako ministra MON, postawiono maszt z flagą Polski. Flaga piękna i każdy Polak ma ją w sercu, ale czy koniecznie musi mieć zawsze przed oczami? Postawiona na środku placu stałą się dziwną jego dominantą, czyniąc z placu – jakieś byle podwórko.

To były przygrywki. Obecnie na placu Piłsudskiego, uczynionym wspomnianą decyzją administracyjną wojskowym terenem zamkniętym, wyrastają kolejne obiekty. Przed budynkiem Garnizonu Warszawskiego, który jest częścią słynnego Domu Bez Kantów, rośnie pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Podobno ma zostać połączony symbolicznym czerwonym granitowym chodnikiem z Pomnikiem Smoleńskim (co na to jego twórca?). Ideologia i patriotyczne wzmożenie podpowiadają zapewne jeszcze wiele „artystycznych” możliwości!

Ostatnio północną krawędź placu zajęła dziwna budka o urodzie słynnych za PRL-u prywaciarskich pawilonów z ulicy Marszałkowskiej. Gdy widziałam ją z daleka, myślałam, że wciąż jest w budowie i otaczają ją zmagazynowane materiały budowlane. Po dojściu bliżej okazało się, że to nie podręczne składowisko: na placu, po prawej stronie Grobu Nieznanego Żołnierza, stanął zlepek kilku gotowych już obiektów.

Jest pawilon właściwy, jak się okazało postawiony przez

Kancelarię Prezydenta RP,

mieszczący coś o nazwie PWG. Dokładniejsze zwiedzenie terenu pozwoliło się dowiedzieć, że PWG to Polska Wystawa Gospodarcza. Drzwi do niej opatruje kuriozalny regulamin, wypisany jakby naprędce (po jakichś incydentach?), ostrzegający przed czynnościami zabronionymi, ale i uczący, jak się zachować podczas zwiedzania tego bądź co bądź niewielkiego obiektu. Kartka ostrzega jednocześnie, że wejście na wystawę oznacza zgodę na wykorzystanie wizerunku. Na wystawę nie weszłam, ale może drzwi, w końcu szklane, wcale nie chronią przed wykorzystaniem wizerunku? Już się tego obawiam!

Budowla okrągła, którą z daleka wzięłam za podręczny skład materiałów do budowy, to wystawka na temat historii złotego (skądinąd pewnie ciekawa), urządzona przez

NBP Centrum Pieniądza im. Sławomira Skrzypka.

Jako urzędujący prezes NBP zginął on, razem z wiezionymi przez siebie pamiątkowymi złotymi, w wyprawie smoleńskiej, która miała zapoczątkować reelekcyjną kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego.

Między pawilonikiem okrągłym a budką mieszczącą wystawę PWG znalazło się miejsce na las postumencików przedstawiających, jak rozumiem, rozmaite polskie firmy, znane w ciągu stulecia Polski Niepodległej. Bo cała ta kilkuczęściowa wystawka, na którą składa się jeszcze czarny obelisk z napisem „PWG. Spotkajmy się 28 IX – 28 XPiłsudskiego w Warszawie”, niezbyt starannie obity czarną materią, jest podobno na szczęście czasowa (choć pawilon wygląda na trwały, podobnie jak rzemieślnicze pawilony przy Marszałkowskiej…). Powodem jej ustawienia jest, zdaje się, stulecie odzyskania niepodległości. Spytałabym o koszty, o autorów i ich zarobki, o pozwolenia formalne itp. nudziarstwa. W tym wagę dla obronności kraju, bo wszak z jej racji terenem placu Piłsudskiego zarządza już nie miasto, w którym jest położony.

Obchody stulecia niepodległej Polski wywołują w sercach Polaków radość, ale – jeżeli idzie o ich materialną obecność na placu Piłsudskiego – obawę. Co się jeszcze da tu postawić? Na pewno rosnący pod budynkiem Garnizonu monument Lecha Kaczyńskiego. Ciekawa jestem, czy pomnik będzie patrzył na okno, w którym ustawiono czarne popiersie Lecha Kaczyńskiego, i jakie będzie podobieństwo jednego z drugim, bo na podobieństwo do modela, po dotychczasowych doświadczeniach, nie ma co liczyć. Niepokój może budzić także rozkopany trawnik za pomnikiem smoleńskim. Czyżby jego twórca miał tam zrealizować oprawę przestrzenną pomnika, pokazywaną w jego pierwotnej koncepcji? O ile pamiętam, znajdował się tam drewniany tzw. krzyż smoleński, pamiętny z awantur pod Pałacem Prezydenckim, obecnie znajdujący się w kościele św. Anny. Byłby to drugi już krzyż, poza tzw. papieskim, na tym nieszczęsnym placu.

Dlaczego nieszczęsnym?

Bo plac, przez lata swej historii, widział sporo pomników i budowli nietrafionych (to eufemizm!). Mieścił po powstaniu listopadowym pomnik generałów-zdrajców, Polaków zasłużonych dla cara, lecz nie dla rodaków. Zajmował jego powierzchnię masywny sobór św. Aleksandra Newskiego, wzniesiony arogancko przez zaborców pod koniec wieku XIX, rozebrany, po wielu dyskusjach, w latach 1924–1926. Za okupacji stawały tu monumentalne dekoracje przysłaniające pomnik Poniatowskiego, wysadzony dopiero w XII 1944 roku, razem z pałacami. Między innymi olbrzymie „V”, mające obrazować niemieckie zwycięstwa, które podpalił jeden z bohaterów polskiego podziemia. A na zakończeniu Osi Saskiej, już za ogrodem Saskim, w epoce schyłkowego PRL-u wybudowano pomnik tzw. Utrwalaczy Władzy Ludowej. Tych budowli już nie ma. Jakie nowe ujrzymy? Ile czasu postoją? Jakie doznania estetyczne nie będzie nam oszczędzone? Na razie składamy się na to my wszyscy podatnicy, poczynając od najskromniejszego. Zakończę pytaniem przedwyborczym, skoro wybory jeszcze mamy i możemy w nie wierzyć: czy jest zło większe i mniejsze? Jest. Proszę przyjść na warszawski plac Piłsudskiego (dawniej Saski, przez moment Hitlera, potem Zwycięstwa). I już zobaczyć zło większe. Podobno czasowe.

*

Na zakończenie aż się prosi o przywołanie słów prezesa PiS-u, który przedwyborczo deklarował, iż wadzą mu: „Anarchia budowlana, rządy deweloperów, budowanie gmachów, które nie łączą się z zabytkową architekturą otoczenia”. Tak, tak, święta racja, proszę się rozejrzeć po placu Piłsudskiego i spojrzeć nie tylko w czarny blok rodzinnego pomnika.

ALINA KWAPISZ-KULIŃSKA

Studio Opinii