I tylko metra brak…

Warszawiakom można tylko pozazdrościć. Wygląda na to, że w ich mieście niczego już nie brakuje. Oczywiście z wyjątkiem kilku nowych linii metra. Zastanawiam się tylko, dlaczego akurat trzech. A dlaczego nie dziesięciu, albo jednej centralnej pętli i iluś tam ją przecinających.

Jeden z kandydatów na szefa stolicy do Sofii pojechał, aby tamtejsze budownictwo metrowe zbadać. Bo tam podobno szybciej drążą podziemne tunele. Wynika z tego, że teraz, przy przetargach na kolejne linie kolejki podziemnej najważniejszym elementem będzie tempo. Wykonawcy będą musie zapewnić szybsze tempo schnięcia betonu,, budowę na piętnastu stacjach równocześnie. Oczywiście nie będzie to miało żadnego wpływu na koszty budowy. Ba, te wręcz zostaną obniżone…

Za kolejnych kilkanaście linii metra w stolicy Polski zapłaci oczywiście Unia Europejska… o ile nasz kraj będzie jeszcze jej członkiem…

Oglądam sobie telewizję z bezpiecznej odległości od stolicy i bardzo jej mieszkańcom zazdroszczę. Nie ma w tym największym polskim mieście żadnych problem z przestępczością, wśród młodzieży nie są rozprowadzane dopalacze, dzieciaki nie piją alkoholu na ulicach.

W mieście tym jest czyściutko, jakby za każdym palaczem chodził Ukrainiec z szufelką i czekał tylko, na moment, aż będzie mógł z chodnika zmieść peta. Rozumiem, że liczba koszy na śmieci przypadająca na jednego mieszkańca stolicy zbliżona jest do ½. Z tego też powodu na trawnikach nie uświadczy się ani jednego papierka, puszki po piwie, o flaszka po wódce nie wspominając.

Warszawa, stolica Polski, to chyba jedyne miasto w Polsce, w którym każde dziecko ma zapewnione miejsce w publicznym przedszkolu, o żłobku nie wspominając. W szkołach również nie ma tłoku i każdy może wybrać sobie jaką chce, ze 100-procentową pewnością, że się dostanie.

Powoli Warszawa zaczyna upodobniać się do wielkich miast amerykańskich, gdzie w sklepach oficjalnie obowiązują dwa języki: angielki i hiszpański. W naszej stolicy za chwile sytuacja będzie podobna, z tym że hiszpański zastąpi ukraiński (narodowym zostanie, jeszcze, polski). A właściwie to nie, bo akurat w nauce języków uchodźcy ze Wschodu najeżdżający Polskę są o wiele zdolniejsi.

Dzięki nim spada również bezrobocie, zwłaszcza wśród ludzi wykształconych. To że inżynierom oferuje się pracę na taśmie u producenta słodyczy nie powinno nikogo dziwić. Nie każdy też od razu może załapać się do sztabu wyborczego kandydata na prezydenta stolicy. Do tego potrzebne są wysokie kwalifikacje. Np. stanowisko członków zarządów jednej ze stołecznych dzielnic. Nieważne, że jeden z drugim będą brali pieniądze za niepracowanie (to też chyba taki warszawski wymysł), a za bieganie za kandydatem też pewnie dostaną i nie tylko „co łaska”…

W sumie tak bardzo mi się w Warszawie podoba, że postanowiłem do niej się przenieść. I już złożyłem ofertę w biurze zatrudnienia stołecznego Ratusza. |Z zastrzeżeniem, że można ją otworzyć dopiero po rozstrzygnięciu wyników wyborów. A stanowisko wymyśliłem sobie sam: St. Specjalista do spraw projektów, które nigdy nie będą zrealizowane

JORDAN WALERY

One comment