Po mistrzostwach Europy w lekkiej atletyce: WUNDERTEAM 2?

W 1957 r. po przegranym w lekkiej atletyce meczu w Stuttgarcie z Polską, dziennikarze RFN nazwali polski zespół „cudowną drużyną”. Byli wówczas w tym sporcie trzecią potęgą na świecie po USA i ZSRR. To nie była pochwała na wyrost, przeciwnie oznaczała uznanie dla poziomu polskiej lekkiej atletyki.

W latach 1955 – 1957  polska reprezentacja wygrał aż 14 meczy międzypaństwowych pod rząd! Między innymi z Węgrami, NRD, Norwegią, Czechosłowacją, Wielką Brytanią.

Od lat nie ma meczów międzypaństwowych, zastąpiły je mityngi, na które zapraszani są najlepsi, a organizator płaci startowe, za wygraną, za rekordy świata. Zakończone w miniona niedzielę mistrzostwa Europy w Berlinie pokazały i udowodniły, że w Polsce narodził się drugi Wunderteam. Sypnęło medalami w sumie aż 12 (7 złotych , 4 srebrne i 1 brązowy).W klasyfikacji medalowej wyprzedziła nas tylko wielka Brytania (7 – 5 – 8). Za nami Niemcy (6 – 7 – 6,) a dalej Francja, Belgia, Grecja.

Mieliśmy – jak to sie mówi – pewniaków jak np. młociarze (złoty Wojciech Nowicki, srebrny Paweł Fajdek), w pchnięciu kulą mężczyzn (złoty Michał Haratyk, srebrny Konrad Bukowiecki), młot kobiet (złoty Anita Włodarczyk, brąz Joanna Fioodorow), 800 m mężczyzn (złoto Adam Kszczot, po raz trzeci z rzędu na mistrzostwach Europy!). Marcin Lewandowki drugi na 1500 m. Ci, na których liczyliśmy potwierdzili klasę.

Były wielkie, olbrzymie, fantastyczne niespodzianki.   Pierwszą sprawiła Paulina Guba, wygrywając pchnięcie kulą (19,33 m), wyprzedzając Niemkę w ostatniej, szóstej kolejce. W biegu na 1500 m kobiet tylko ktoś niepoczytalny mógł myśleć o medalu na dla Sofii Ennaoui, a tu…. drugie miejsce!

Wszystkich medalistów przebija jednak Justyna Święty – Ersetic. Jej dwa złote medale i to w jakim w jakim stylu. Najpierw nieoczekiwanie na 400 m poprawiając jednocześni swój rekord życiowy o 0,7 sek. na 50,45. To już klasa światowa. Tylko jedna Polka miała lepszy wynik, to Irena Szewińska. Święty rozegrała taktycznie bieg wzorowo. W połowie dystansu nikt chyba nie wierzył, że może być pierwsza. Na ostatniej prostej jakby włączyła nadbieg, mijała zmęczone rywalki, które nie miał sił na odparcie jej finiszu.

Tylko dzięki niej Polki wygrały w sztafecie 4×400 m zaledwie po 90 minutach przerwy po biegu na 400 m. Małgorzata Hołub, Iga Baumgart, która bardzo dobrze pobiegła na 400 m zajmując 5 miejsce, znacznie poprawiając rekord życiowy i Patrycja Wyciszkiewicz pobiegły bardzo dobrze, oddały Justynie pałeczkę na pierwszym miejscu co jednak nie oznaczało zwycięstwa. Biegnąca na drugim mięsu Brytyjka dopingowana przez widzów nawet wyszła na powadzenie, miała nawet kilka metrów przewagi, lecz na ostatniej prostej Justyna pokazał jaki ma finisz.

Berlin pokazał nie tylko, że mamy medalistów lecz w niektórych konkurencjach znakomite zaplecze. Ot, choćby na 800 m mężczyzn, czwarty Michał Rozmys i piaty Mateusz Borkowski znacznie poprawili swoje rekordy życiowe, przybiegli za brązowym medalistą o ułamki sekundy.

Gdy są zwycięzcy są i przegrani. Taki jest sport. Nie chce psuć znakomitego nastroju po mistrzostwach lecz nie można   nie wspomnieć, że praktycznie nie mamy sprintów i biegów długich i to w konkurencji kobiet i mężczyzn. W Wunderteamie przed laty właśnie długie dystanse mężczyzn, to byłą klasa światowa. Zdzisław Krzyszkowiak, Jerzy Chromik, Kazimier Zimny, Marian Jochman i ostatni z wielkich Bronisław Malinowski, to zawodnicy niezapomniani.

ANDRZEJ MARTYNKIN