ZDZIWIENIA… Modernizacja na złomowisku

Jako chłopiec „dorabiałem” sobie oddając do skupu butelki, puszki i makulaturę. Dlatego teraz często wystawiam siatki pod śmietnik, bo często widzę tych, którym przedmioty te są potrzebne. Choćby i na piwko czy flaszkę. Przynajmniej nie żebrzą i nie kradną.

Często widzę, jak pod śmietnikiem demontowane są stare kuchenki, czy lodówki. Niektóre części można sprzedać na złomowiskach. Niektóre nawet za niezłe pieniądze (np. metale kolorowe). Nadal jeszcze w naszym kraju istnieją mafie (w ostatnim czasie słowo to zrobiło prawdziwą furorę) złomiarzy, którzy kradną szyny kolejowe, włazy kanalizacyjne, przewody trakcyjne. Nie myślałem jednak, że skupem złomu zajmą się najwyższe czynniki państwowe.

Fregata rakietowa FFG 04 HMAS Darwin (w służbie od 1982 roku) nie pójdzie na żyletki. Zostanie zatopiona u wybrzeży Australii i będzie atrakcją dla płetwonurków…

Australijczycy modyfikują swoją flotę. Australia (jak to wyspa) otoczona jest przez wodę. Z każdej strony. Wiadomo więc, że flotę do obrony swoich granic musi mieć na odpowiednim poziomie. Dla decydujących o obronie australijskich granic wojenne okręty, które mają 30 lat, to już złom. I jako złom należy wycofać je ze służby.

Te wycofane można oczywiście „przeznaczyć na żyletki”. Ale zdaje się, że w tym wyspiarskim kraju mężczyźni już dawno tego sprzętu do golenia nie używają.

Można zrobić z nich atrakcję turystyczną. Najpierw zatopić, a potem udostępnić nurkom do zabawy i wypoczynku.

Można też sprzedać.

Nie temu, komu żyletki są potrzebne. I nie temu, kto atrakcji turystycznych ma w bród. Można je sprzedać jakiemuś krajowi, którego nie stać na wyprodukowanie własnych okręcików, albo krajowi, których najważniejsi politycy mają hopla na puncie… bezpieczeństwa własnej ojczyzny.

Nie wiem, jak do końca rozumieć słowa ministra tzw. obrony narodowej: Robimy wszystko, żeby Polacy mogli czuć się bezpiecznie w swojej ojczyźnie. Znaczy się, że za chwilę będziemy mieli czuć się bezpiecznie chronieni przez australijski złom.

Nieważne, że podobno „odzyskaliśmy” stocznie. Nieważne, że są projekty budowy własnych fregat. Oczywiście trochę by ona czasu zajęła. Ale czy oznacza to, że w tym czasie (póki ich nie będzie), naszego bezpieczeństwa mają bronić marynarze na australijskim złomie?

Nie będzie też zapowiadanej budowy okrętów podwodnych. Pewnie i w tym przypadku mocarstwu morskiemu, jakim jest Polska, się to nie opłaca. Pewnie gdzieś ktoś będzie chciał się pozbyć złomu…

Tzw. polskie siły zbrojne nie zakupią helikopterów, mimo że ich szefostwo (w towarzystwie swoich szefów) zapowiadało to wielokrotnie. W zamian odbędzie się proces tzw. modernizacji starych, wysłużonych radzieckich maszyn będących na stanie Wojska Polskiego jeszcze za czasów tego Ludowego.

Rachunek ekonomiczny jest jednak nieubłagany. Nikt chyba nie kojarzy, że wycofanie się ze wszystkich zakupów nowego sprzętu dla naszego wojska zbiegło się w czasie z podpisaniem umowy na dostawę amerykańskich Patriotów. Podobno najnowszych, bo jeszcze nieistniejących, budowanych na specjalne zamówienie polskich władz.

Będzie więc bateria, czy tam dwie Patriotów. A reszta? Reszta polskiego uzbrojenia zostanie oddana w ręce złomiarzy. Podobno jeżdżą już po całym świecie i szukają tego, co inni chcą na złom oddać…

JERZY WATEK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *