Prezydent może nienawidzić PO

Dziwne? Nie za bardzo. Przecież trzecia osoba w państwie, marszałek Senatu, wyraźnie stwierdził, że uwalenie prezydenckiego referendum w sprawie konstytucji, to wina właśnie Platformy Obywatelskiej. A więc całe zło na tym świecie to PO. Nie tylko w Polsce.

Prezydent w końcu wymyślił coś własnego. Wymyślił, że konstytucję trzeba zmienić. Wymyślił sam, bez konsultacji ze swoimi partyjnym zwierzchnikami. A przecież od początku obecnej kadencji parlamentu wiadomo, że nic nie może być zatwierdzone bez decyzji partyjnego wuca-prezesa. A konstytucyjne referendum pomysłem nowogródzkiego (od ul. Nowogrodzkiej) guru nie było.

Wuc-prezes wymyślił 500+. Wymyślił też reformę szkolnictwa; sam gimnazjum nie kończył, więc po co te gimnazja. Wymyślił wyprawkę dla uczniów, bo pamiętał, że sam odkupował podręczniki od starszych kolegów, ale za o wiele mniejsze pieniądze. Wymyślił Mieszkanie+, bo przecież Gomułka dawał każdemu mieszkanie, a że bez kuchni i łazienki oraz toalety, to już inna sprawa. Ale wuc-prezes referendum w sprawie zmiany konstytucji nie wymyślił.

Senatorowie PiS poparli (kilku) oraz wstrzymali się od głosu. To senatorowie PO zadecydowali, że propozycja prezydenta nie przeszła… Oczywiście w takie tłumaczenie uwierzą ci, którzy na polityce w ogóle się nie znają, czyli wyborcy PiS, ale za to doskonale poddają się wszelkiej manipulacji…

A to, czego wuc-prezes nie wymyśli, zrealizowane być nie może.

No może gdyby pomysł ten „rzucił” premier Morawiecki… Problem tylko w tym, że premier Morawiecki, obejmując swój urząd, na obecną Konstytucję przysięgał. Mało tego, prosił nawet Stwórcę, aby pomógł mu w realizacji zadań… z tej Konstytucji wynikających.

Nie tylko on zresztą. Wszyscy jego podwładni Boga o to prosili. Prosili w ramach istniejącego porządku konstytucyjnego.

To że prezydent ma obecną ustawę zasadniczą gdzieś, wiadomo nie od dzisiaj. Facet, który z urzędu powinien stać na jej straży, posłusznie, według instrukcji z Nowogrodzkiej, podpisywał wszystko, co mu do podpisania dawali. Taki długopis jeden. Taki stróż żyrandoli w swojej siedzibie. Wszystkie inwektywy przypisywane jego poprzednikowi doskonale można odnieść również do niego.

Z jednym wyjątkiem. Prezydentowi zamarzyło się, że zaistnieje. Nie jako obrońca porządku prawnego w Polsce. Nie jako strażnik zapisów Konstytucji, na którą też przysięgał. Nie jako niezależna głowa Państwa Polskiego. Ale jako ten, który porządek prawny w swojej Ojczyźnie sprowadzi to tupania przy urnach.

I dostał prztyczka w nos.

Współczuję bardzo prezydentowi. Współczuję bardzo jego ministrom, którym do końca wydawało się, że ich szef jest KIMŚ. Teraz już wiedzą, że jest NIKIM. Przynajmniej dla tych, którzy go na ten najwyższy urząd w Polsce wynieśli.

Rządząca partia pokazała mu, gdzie jego miejsce. Wyczyn bez precedensu w okresie prawie 30. lat tzw. wolności. Nigdy jeszcze głowa państwa nie została tak upokorzona. Nikt z prezydentem nie rozmawiał, nikt nie dał mu nawet szansy, aby ze swojego pomysłu mógł delikatnie się wycofać.

Dostał po łapach i wskazano mu jego miejsce: Facet, podpisuj, co ci do podpisania podsuwamy i nie podskakuj. Bo wiesz, jak może się to skończyć…

JAROSŁAW WAREK