Wystarczy nie kraść?

Żałośnie prezentują się wysiłki panujących nam obecnie, kiedy żonglują przykładami złodziejstwa swoich poprzedników. To ich ulubiona melodia  – kradli, wyłudzali, zmarnowali, a przecież wystarczyło nie kraść!

Dwa lata mignęły od czasu kiedy w Sejmie odbył się spektakl pod takim właśnie tytułem. PiS obiecywał przed wyborami, że zaraz po dojściu do władzy zaprezentuje społeczeństwu całe bogactwo afer gospodarczych, jakich dopuściła się Platforma Obywatelska w okresie swoich rządów. Zaraz po wyborach się nie udało, ale po paru miesiącach raport był gotowy.

Pamiętamy to widowisko utkane z insynuacji, plotek i zwyczajnych bzdur budowanych na zasadzie, że ktoś gdzieś dzwonił. Mówcy rządowi faszerowali swoje wystąpienia przykładami, które nie nadawały się do polemiki. W pamięci widzów telewizyjnych takie dementi zostawiłoby wrażenie kolejnej pyskówki wrogich sobie obozów. Liczby rzucane z trybuny miały szokować – miliardy wpadają w ucho, swoi uwierzą i o to chodziło.

Cyfry padały jak w Totolotku – Beata Szydło szacowała, że za rządów PO-PSL zmarnowano 340 publicznych miliardów. – Można było wybudować za to 250 nowych szpitali, 1500 km nowych autostrad – wołała z trybuny dramatycznym głosem.

Kto mógł sprostać takiej dramatycznej demagogii?

Symbolem przedstawienia „wystarczy nie kraść” pozostał złoty mercedes, który rzekomo miał sobie kupić za państwowe pieniądze prezes Totalizatora Sportowego. Jak w starym rosyjskim dowcipie o rowerach rozdawanych na Placu Czerwonym – złoty mercedes, chociaż wirtualny, w pamięci ludzi pozostał. Za to z wiatrem uleciały inne, rzekomo kradzione i marnowane przez poprzedni rząd miliardy. Trudno je wymienić, miało zostać wrażenie masowego złodziejstwa poprzedników. I o to szło – przekonać swoich, że PiS miał rację, mówiąc w kampanii wyborczej o wszechobecnym złodziejstwie poprzedniej władzy. Liczby szokowały, autorzy spektaklu mieli racje –  wierny wyborca usłyszał co mu obiecywali – dowody zostały ujawnione. A że to nie są dowody? Kto wierzy w PiS nie będzie przecież wątpił. Kto nie wierzy i tak się nie nawróci.

Dwa lata minęły, a Ministerstwo Finansów nie złożyło ani jednego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, chociaż każde z tamtych przemówień resortowych kończyło się zapowiedzią natychmiastowego dochodzenia.

Powtórka z rozrywki toczy się już w kampanii samorządowej. Padają miliardy, które mają szokować. Im więcej padnie tym lepiej. Na przykład radny PiS-u Stanisław Brzozowski nawoływał, żeby „bić k..wy i złodziei” rzucając na szalę cyfrę 250 mld wyłudzonych z niepłaconego vat za czasów poprzednich rządów. Kto to sprawdzi? Miliardami rzuca się jak żetonami w ruletce – jak trafią do swoich, dadzą im narzędzie do walki na argumenty przy jakiejś prywatnej pyskówce. Jak trafi na przeciwnika politycznego będzie pudło, i tak nikt mu nie uwierzy.

Komisja zwołana w sprawie afery w spółce Amber Gold stawiała sobie za cel ujawnienie korupcji na szczytach władzy. Miała pokazać ludziom, jak poprzednia władza okradła ich z oszczędności. Że to nie była zwyczajna piramida finansowa, że władza przymykała oko, bo sama korzystała. A jak nie kradła sama, to chroniła swoich. Na przykład syn Tuska pracował przez parę miesięcy w linii lotniczej powiązanej z właścicielem piramidy finansowej. Sam Tusk wiedział, nie powiedział – co to może znaczyć?

Ciągną przesłuchania na siłę, nadmuchują temat, żeby afera rosła w siłę i umoczyła Tuska. Taki widoczny jest ten cel, że chyba nawet najwierniejsi z wiernych pisowców nie mają wątpliwości czemu służy takie wytrwałe maglowanie jednego finansowego przekrętu. Niektórzy entuzjaści tego maglowania zaczynają się już wahać, czy aby ściąganie Tuska na zeznania nie wyjdzie sprawie bokiem.

Do powiedzenia nie mają już niczego nowego w sprawie. Ile razy można powtarzać, że należało staranniej kontrolować i szybciej reagować? Ani Tuska, ani jego syna nie da się wkręcić w kradzież prywatnych oszczędności. Telewizja publiczna przy okazji przesłuchania będzie mówiła o formalnych zaniedbaniach byłego premiera, ale to nie są bardzo widowiskowe zarzuty.

Bardziej widowiskowy może być spektakl prywatnych telewizji – przewodniczący Rady Europejskiej w otoczeniu tłumu zwolenników, którzy nie pytają o piramidy finansowe tylko o to, czy będzie polskim prezydentem.

AGNIESZKA WRÓBLEWSKA

Studio Opinii