PolecaMY: Skazy na pancerzach

Rok temu z okładem byłem we wsi Wiluki; niedaleko Hajnówki. Gospodyni, u której się zatrzymałem, któregoś wieczoru opowiedziała historię ze swoje dzieciństwa. O tym jak to pijani żołnierze AK zgonili wszystkich mieszkańców w jedno miejsce i przygotowywali się do egzekucji. Pojawił się jednak ich dowódca, rozgonił pijaków i kazał mieszkańcom uciekać do lasu. Kiedy wrócili, wieś już nie istniała; wszystkie domy zostały spalone. Ale ludzie przeżyli.

Zychowicz pisze o tym (o spaleniu wioski) na str. 48. Nie podaje innych szczegółów.

Pisze w swojej książce o tym, o czym wszyscy chcielibyśmy zapomnieć. Pisze o tych, których uważa za prawdziwych bohaterów, którzy walczyli z okupantami ze Wschodu, którzy teraz są uznawani na tzw. Żołnierzy Wyklętych (lub Niezłomnych dla innych).  Ale prócz wychwalania ich, pisze również o ich zbrodniach.

Zbrodniach niegodnych , zbrodniach wojennych, masakrach, pacyfikacjach, morderstwach, których się dopuszczali. Nie znajduje dla nich słów usprawiedliwienia, bo takowego być po prostu nie może.

Hołd tzw. Wyklętym, czy też Niezłomnym, oddają najwyższe czynniki państwowe, począwszy od głowy państwa. Nikt jednak nie zająknie się nawet, że owi bohaterowie obecnych czasów mają wiele „za uszami”. Dyskusja na ten temat jest wręcz niemożliwa. Bo zaraz zostanie się okrzyknięty „komuchem”, czy „zdrajcą”, Ów kult jest zakłamywany. Ze szkodą dla samych bohaterów…

Piotr Zychowicz rozprawia się z bezkrytycznymi wielbicielami bohaterów, którzy negują wszelkie wzmianki o ich zbrodniach, jak również z tymi, którzy uznają ich wyłącznie za dokonujących tych zbrodni. Stara się pokazać, że prawdziwy historyk nie może przymykać oczu na „skazy”, negować dokumenty i prawdę, jedynie w imię jedyne słusznej narracji. Za to mu część i chwała. Być może w ten sposób staje się jeszcze jednym z bohaterów…

Lektura jak najbardziej polecana posłowi Pięcie…

Na wojnie, jak to na wojnie. Żołnierze strzelają, wykonują rozkazy i nie dyskutują. Chwalebne jest bycie dumnym z Wołodyjowskiego, ale nie wszyscy obrońcy naszej Ojczyzny są bez Skazy. Tak było we wrześniu 1939 roku, kiedy rozstrzeliwano niemieckich cywilów, czy nawet podczas Powstania Warszawskiego, kiedy dopuszczano się egzekucji na niemieckich jeńcach.

Kilka dni temu obchodziliśmy rocznicę masakry wołyńskiej. Ponad 100 tys. Polaków zostało w bestialski sposób zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Opisy zbrodni są przerażające. Tak samo przerażające są opisy zbrodni dokonywanych na ludności białoruskiej, łotewskiej, ukraińskiej, żydowskiej przez Żołnierzy Wyklętych (Niezłomnych). Nie w tej skali, ale jednak. Zbrodnia pozostaje zbrodnia i nie ma dla niej wytłumaczenia. ŻADNEGO!

Wielka, narodowa feta związana z pochówkiem  Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” nie może zakryć jego niechlubnych dokonań. Nawet jeśli jego żołnierze działali bez wyraźnego rozkazu dowódcy; za swoje zbrodnie nie ponieśli kary. To samo tyczy się Józefa Kurasia „Ognia” czy Romualda Rajsa „Burego” – sztandarowych postaci z panteonu Żołnierzy Wyklętych (Niezłomnych). Oczywiście dla autora są oni bohaterami walczącymi z nową, narzuconą władzą, właściwie nowymi okupantami Polski, ale zakłamywanie pamięci o ich niechlubnych dokonaniach tylko im szkodzi. Trudno się z ta opinią nie zgodzić.

Historia nie jest biała ani czarna. Zawsze ma jakiś kolor pośredni. Może przede wszystkim właśnie ten. A „amnezja”, czy wręcz zakłamywanie historii dotyczącej czynów narodowych bohaterów, z którymi utożsamiają się setki tysięcy młodych Polaków, jest szczególnie szkodliwa. I dla współczesnych, i dla przyszłych pokoleń.

Żaden to wstyd przyznać, że prócz czynów chwalebnych, bohaterowie dokonywali również zbrodni. Takie są warunki wojny. Zwłaszcza wojny o wolność i niepodległość. Znacznie gorsze jest wybielanie i negowanie oczywistych faktów. Gorsze dla przyszłych pokoleń.

JAKUB WYRWAŁ

Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych, Piotr Zychowicz

Dom Wydawniczy REBIS