Naprawdę nic się nie stało!

Polskiej reprezentacji narodowej w piłce kopanej dokopali, aż miło. Najpierw delikatnie piłkarze Senegalu, potem – już znacznie bardziej – ich koledzy z Kolumbii. Dramatu jednak żadnego nie ma. Po prostu jakaś tam nasza reprezentacja – nie pierwsza i nie ostatnia – została sprowadzona na ziemię.

W tym samym czasie, kiedy tysiące wielbicieli piłki kopanej przemieszczała się z jednego rosyjskiego miasta do drugiego, kiedy nasi reprezentanci opuszczali i wracali do Sochi, polscy zawodnicy odnosi sukcesy na innych arenach sportowych.

Na przykład siatkarze zakwalifikowali się do turnieju światowej elity. I w tym momencie nie było żadnych telegramów gratulacyjnych od przywódców biednej Rzeczypospolitej, nie było żadnej akcji reklamowej, aby wspierać „jakąś tam” siatkówkę i Polaków tak godnie Polskę na świecie reprezentujących.

Kolejna bramka dla lepszych…

Polska reprezentacja na tzw. Mundial 2018 (kiedyś to były Mistrzostwa Świata, a teraz jedna z wielu imprez FIFA) była słaba. Jak już pisałem poprzednio (Teraz o wszystko, a potem być może o honor) piłka nożna, jak dyscyplina sportowa, w ogóle mnie nie interesuje. Nie oglądam meczy (choćby dlatego, że od lat nie mam telewizora) i tylko współczuję innym reprezentantom Polski w innych dyscyplinach sportowych, którzy o zarobkach, wsparciu reklamowym, dofinansowaniu swoich znakomitych sukcesów mogą jedynie pomarzyć.

Swoją drogą ciekawe, ile kosztowały te wszystkie zgrupowania, mecze towarzyskie, które miały przygotować naszych piłkarzy do zdobycia Pucharu Świata? Powinniśmy zestawić to z „kosztami” złotych olimpijskich medali kilku innych sportowców, którzy imię Polski rozsławiali w świecie. I być może dokonać bilansu: co się opłaca, a co nie…

Nasi piłkarze nie wykonali planu minimum; czytałem, że taki plan był. Podobno mieli wyjść ze swojej tzw. grupy. I pewnie mieli za to dostać jakieś tam premier. Zaszliby wyżej po drabince kolejnych eliminacji, tym premier te pewnie byłyby niższe. W pewnych dziedzinach gospodarki, a piłka nożna od dawna stała się swoistym przemysłem, nazywa się to podobno „fee od sukcesu”. Nie ma sukcesu, nie ma kasy. Mogę jednak postawić ostatnie swoje majtki, że polscy piłkarze na udziale w Mundialu 2018 i tak sporo zarobią. Bo przecież stawili się w pracy. A że nie wyszło…

Oczywiście, że nic się nie stało. Jako totalny abnegat piłkarski, człowiek zupełnie nieznający się na tej dyscyplinie sportowej, mogę potwierdzić, że jedna, dwie, czy nawet cały ciąg porażek pracowników zatrudnionych w PZPN, czyli zawodników, absolutnie nie wpłynie na wysokość ich zarobków.

Nadal będą wynoszeni na debilny, marketingowy, piedestał. Nadal będą ich bardziej interesowały stacje paliw i szampony przeciwłupieżowe niż gra na boisku. Na tym bowiem zarobią o wiele mniej.

Nie wiem absolutnie, jakie są zasady doboru tzw. reprezentantów Polski do drużyny narodowej. Nie odmawiam absolutnie chęci do gry tym piłkarzom, którzy kraj swój ojczysty oglądają jedynie na ekranach swoich (zafundowanych przez sponsorów) komórek, czy laptopów. Ale to jest tendencja ogólnoświatowa. Nie trzeba grać w zespole w swoim kraju, aby być najlepszym. Tylko że ci nasi najlepsi dali totalnie dupy…

Naprawdę nic się nie stało. A może nawet stało się jeszcze lepiej. Może czas zapomnieć o tzw. Lewandowskich i innych, i zacząć przekierowywać państwową kasę do tych, którzy odnoszą, niedoceniane przez Naród, sukcesy na miarę naszej godności i naszego samozadowolenia…

JERZY WĄTŁY