Pielęgniarki chcą więcej…

Nie tylko pieniędzy. Chcą też więcej szacunku dla samych siebie i swojej pracy. Te braki doprowadziły do wybuchu strajku w Centrum Zdrowia Dziecka – największego i najważniejszego szpitala w Polsce, który zajmuje się leczeniem dzieci z całej Polski.

Niedawno w CZD otwarto oddział transplantologii. Otwarto go pewnie z wielką pompą. Co z tego, skoro oddział stoi pusty. Nie ma pielęgniarek.

Państwo kształci pielęgniarki i pielęgniarzy w szkołach pielęgniarskich. Kształci je również na studiach wyższych. Po zdobyciu wykształcenia pielęgniarki nabędą trochę praktyki i wyjeżdżają z Polski. Tak samo jak wielu innych fachowców, wielu innych specjalności. Ale jakoś o pielęgniarkach mówi się najmniej.

Mniej niż o lekarzach, może dlatego, że w ostatnich latach ci ostatni wywalczyli sobie odpowiednie pieniądze. Nie takie jak mogliby otrzymywać zagranicą, ale takie, które odpływ lekarzy z Polski mogły, choć w niewielkim stopniu, powstrzymać.

Znajoma położna po kilku latach pracy w szpitalu rzuciła ją i przeszła do ubezpieczeń. Praca mniej odpowiedzialna i o wiele lepiej płatna.

Żona kolegi, również położna, po specjalistycznych kursach i szkoleniach… nie mogła znaleźć pracy w zawodzie. Znalazła ją w końcu w przychodni; najpierw w recepcji, a potem w zabiegowym. Lata nauki poszły w… aż chciałoby się zakląć.

Kilkanaście lat temu na jednym z najlepszych oddziałów transplantologii w jednym z warszawskich szpitali pielęgniarki pracowały na kilkunastogodzinnych dyżurach za pensję porównywalną z poborami kasjerki w supermarkecie. Po kolei odchodziły, ale nie do supermarketów, ale do innych szpitali, zagranicznych. Nauczone, wyedukowane, z praktyką, były prawdziwym złotem.

Od dawna twierdzę, że na czele ministerstwa zdrowia powinien stać dobry, najlepiej bardzo dobry, menadżer. Żaden lekarz, który powinien leczyć, operować, dokształcać się, ale właśnie menadżer.

Tak samo na stanowiskach dyrektorów szpitali. Oni ma zarządzać i znać się na zarządzaniu. I nie muszą znać się na chorobach, operacjach. Muszą umieć negocjować i to skutecznie w każdym zakresie.

Lekarzy tego nie uczą. I bardzo dobrze. Lekarz ma leczyć, a nie zarządzać. A lekarz-dyrektor, lekarz-minister, zawsze będzie miał lekarskie skażenie. I zawsze będzie faworyzował lekarzy.

Minister Konstanty Radziwiłł, jako minister jest bezpośrednim nadzorcą CZD. I jako bezpośredni nadzorca nie raczył do CZD się udać i porozmawiać z pielęgniarkami. Czyżby zadział syndrom: ja – lekarz, one – pielęgniarki? Taka wyższość, która niestety cechuje wielu jego szpitalnych kolegów?

Minister chwali się tym, że przekazał CZD 100 mln pożyczki na bieżącą działalność. Cześć mu i chwała. Ale CZD to nie tylko problem ministra zdrowia. Za chwilę podobna sytuacja – strajk – może rozpocząć się w innym szpitalu. Ale pewnie ten będzie podlegał władzom miasta lub województwa, więc minister w ogóle umyje ręce…

Problem strajku w CZD sprowadza się do pieniędzy. Być może do źle zarządzanych pieniędzy przez obecną dyrekcję. Pielęgniarkom obiecano podwyżki. Dyrekcja CZD z nich się nie wywiązała, bo kasy nie było. Ale kasa jest przecież w ministerstwie, jest w rządzie, jest w kasie państwowej.

Lekką ręką wydaje się miliony na wspieranie przedsięwzięć religijnych. Lekką ręką przekazuje się 80 mln na jakąś tam świątynię. Oczywiście dusza jest też ważna, ale chyba ważniejsze jest zdrowie tych, na których państwo nasze, z naszych podatków, wydaje się teraz 500 zł miesięcznie.

 Z jednej strony wydaje się miliardy na płodzenie dzieci (bo głównym celem rządowym projektu 500+ jest wzrost dzietności), a z drugiej strony nie daje się złotówek na leczenie tych nowo narodzonych dzieci.

Podobno minister zdrowia, były szef Naczelnej Izby Lekarskiej, przekazał tysiące na jakieś tam projekty, za które odpowiadają jego żona oraz szwagier. To podobno plotki. Ale jedną z pierwszych decyzji ministra było przekazanie 16 mln zł samorządowi lekarskiemu. Ile w tym czasie przekazał samorządowi pielęgniarskiemu (o ile taki w ogóle istnieje)?

Miliony w ramach tzw. dobrej zmiany wydawane są na jakieś święta żołnierzy tzw. wyklętych. Miliony na budowę siedziby tzw. tarczy antyrakietowej, Miliardy na wspomaganie Ukrainy. Miliony na budowę jednego kościoła. A dla naszych, polskich pielęgniarek pieniędzy nie ma…

JANUSZ KOLASEK