Teraz o wszystko, potem być może o honor

Od razu zaznaczę, że piłka nożna jest na prawie samym końcu moich zainteresowań sportowych. I to od wielu lat. Przyjaciele i znajomi dziwią się zawsze, jak może mnie to nie interesować, ciekawić i w ogóle. Ano w ogóle. I niech tak zostanie.

Nie znaczy to jednak, że odrzucam wszelkie informacje dotyczące tego, co, zwłaszcza, z polską piłką nożną jest związane. Po prostu nie da się. Od tygodnia jesteśmy we wszystkich mediach atakowani informacjami o naszych „bohaterach”. Co jedzą, jak śpią, z kim się spotykają, co piją, jak trenują… I oczywiście ogrom nadziei związanych z ich występem. Jak nie finał, to chociaż ten pół, w najgorszym razie ćwierć.

Na razie jednak przyszło się zmierzyć z jakimś tam afrykańskim krajem. Oczywiście nikt tego wprost nie powiedział, bo gdzie tam jakimś Murzynom do Polski. I nikt głośno nie odważył się podważać rangi przeciwnika ze względu na pochodzenie i kolor skóry. I całe szczęście.

Senegal dla polskich piłkarzy okazał się za mocny….

Współczuje bardzo tej armii tzw. ekspertów, która teraz będzie przez kilka najbliższych dni analizowała, wyciągała wnioski, udzielała rad i wskazówek. Nie zdziwię się, jeśli pierwsze publiczne wystąpienie wuca partii rządzącej będzie poświęcone… spiskowi międzynarodowemu przeciw polskiej reprezentacji w piłce nożnej.

No może przesadziłem. Specjalista od spisków i zamachów jeździ sobie teraz za nasze pieniądze służbową limuzyną, w asyście ochroniarzy opłacanych również przez nas wszystkich i oczywiście analizuje. Analizuje każdy cios wymierzony w polską rację stanu, czyli obecnie w polską, narodową, piłkę nożną.

Nie zdziwię się, kiedy usłyszę, że ten zawodnik, który przy pierwszej bramce dla naszych przeciwników, wysunął nieszczęśliwie nogę, był opłacany najprawdopodobniej przez Brukselę. Zwłaszcza przez jej tę najbardziej wrogą Warszawie część.

Ale tak już na poważnie. Piłka nożna została w Polsce totalnie upolityczniona. Głupkowaty prezes TVP codzienne przekazuje wyniki oglądalności swoich stacji, udowadniając w ten sposób, że telewizja narodowa bije rekordy oglądalności. Nie zająknie się przy okazji, że tylko jego podwładni mają oficjalne prawo pokazywania tego, co na rosyjskich stadionach się dzieje. Łatwo się chwalić, skoro jest się nie tyle monopolistą, co wyłącznym właścicielem praw do transmisji. I łatwo jest wtedy mówić: my 5 mln, konkurencja 0…

Nie zazdroszczę naszym piłkarzom, zwłaszcza tzw. gwiazdom. Nie zazdroszczę trenerowi, który miał pomysł na Senegal. Ale historia lubi się powtarzać. A to oznacza, że następny mecz polskiej reprezentacji na Mundialu 2018 będzie o wszystko…

Nie chciałbym, nie życzyłbym nikomu: piłkarzom, trenerom, PZPN, kibicom, aby ostatni był wyłącznie o honor. Ale my to tak uwielbiamy.

JERZY WĄTŁY