Wizyta u Ojców, spotkanie z Marszałkiem

KORESPONDENCJA Z PYONGYANGU

Spotkanie na szczycie, które nic nie dało. I nie mogło dać. To był dopiero czas tzw. macania (bez podtekstów). Obie strony macały się i poznawały. Dwaj panowie poznawali się, bo być może nie będzie to ich pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie. I to jest chyba największy sukces północnokoreańsko-amerykańskiego spotkania.

Wbrew mediom, również naszym, w KRLD nie był to szok. Spotkanie Marszałka Kim Jong Una z amerykańskim prezydentem było tam ogłoszone w połowie kwietnia. I nieważne, że świat wiedział o tym miesiąc wcześniej. Tam zawsze wiadomości docierają z pewnym  opóźnieniem. Bez względu na ich temat i rangę.

A skoro spotkanie Trump-Kim, poza górnolotnymi stwierdzeniami, poklepywaniem się, uśmiechami i wspólnymi zdjęciami, nie przyniosło żadnych właściwie wymiernych efektów, bo i nie mogło przynieść, to właściwie nie różniło się prawie niczym od naszego spotkania z Marszałkiem KRLD. Poprzedzonym wizytą u Ojców Narodu.

Dawna rezydencja Kim Il Sunga, tzw. Wielkiego Wodza, protoplasty rodu rządzącego Koreą Północną (choć jego dziadkowie oraz rodzice również mają swoje pomniki i muzea), Pałac Kumsusan, jest obecnie największym chyba na świecie mauzoleum. Do 2011 roku spoczywały w nim zabalsamowane zwłoki Słońca Narodu (jeden z wielu oficjalnych tytułów Kim Il Sunga). Wtedy dołączył do niego również syn.

Odwiedziny w Kumsusan to prawdziwa ceremonia. Zwłaszcza dla Koreańczyków. Kyong A, która opiekowała się nami, mimo iż jest przewodnikiem i tłumaczem opiekującą się grupami cudzoziemców była w Pałacu po raz pierwszy: – Byłam tu wielokrotnie, ale w środku po raz pierwszy. To dla mnie wielkie przeżycie, móc na własne oczy zobaczyć Ojców Narodu.

Nie należy się dziwić. Pałac Kumsusan nie jest dostępny dla każdego Koreańczyka; nie można wsiąść do autobusu, wysiąść na odpowiednim przystanku i ot tak sobie po prostu wejść. Na wizytę w Kumsusan Koreańczyk musi zasłużyć. Według Kyong A to: –  Wybitni studenci, wzorowi żołnierze, przodujący rolnicy, wyróżniający się robotnicy, zasłużeni działacze. I mimo, że do środka docierają właściwie tylko wybrańcy, najwierniejsi z wiernych, to i tak Pałac jest jednym z najlepiej strzeżonych miejsc w KRLD.

Ale po kolei.

Najpierw trzeba odstać swoje w kolejce w „poczekalni. To długi, szeroki, zadaszony placyk, gdzie odwiedzający Pałac są formowani w kolumny po 6-8 osób w rzędzie. Przejście po ponad stumetrowym, również zadaszonym, chodniku do głównego wejścia. Przez wielkie drzwi chodzi się do wielkiej sali.

Pod przeciwległą ścianą dwie, kilkunastometrowe postacie Kim Il Sunga oraz Kim Jong Ila – dla Koreańczyków to Ojcowie Narodu. Cała stolica „ozdobiona” jest krzykliwymi neonami i napisami: Generalissimor Kim Il Sung i Generalissimor Kim Jong Il na zawsze są z nami! To zobowiązuje. Przed kamiennymi postaciami (kolorowanymi) obowiązkowy pokłon. Wstępne powitanie i hołd dla Ojców. Można się wzdragać, ale kiedy widzi się amerykańskich turystów, którzy w pokłonie czołami prawie dotykają podłogi…

I przejście do szatni. Trzeba w niej pozostawić praktycznie wszystko prócz ubrań. Zresztą za chwilę przejście przez bramki wykrywające co się tylko da i na dodatek jeszcze ręczne skanery i „obmacywanie”.

A potem długa podróż ruchomymi chodnikami i schodami do samego Pałacu. Kilkaset metrów, kilkanaście minut. Na ścianach zdjęcia Ojców w różnych okresów i w różnych sytuacjach. Budowanie nastroju. Co kilkadziesiąt metrów ochroniarze w cywilu, ale wystarczy spojrzeć na dłonie (nabrzmiałe kostki od uderzeń) i wypukłości pod marynarkami.

Jeszcze tylko wspięcie się po schodach (tym razem zwykłych, przejście przez komorę z dmuchawami (podobno antyseptycznymi) i…

\Kim Il Sung na postumencie, w szklanej trumnie, otoczony ze wszystkich stron kwiatami i wieńcami.

Obowiązkowy pokłon u stóp (Amerykanie składają się niczym scyzoryki), potem po lewej i prawej stronie. Ostatni rzut oka i do wyjścia. Ale to nie koniec. Kyong A prowadzi nas do sali, w której znajdują się otrzymane przez Wielkiego Wodza ordery, medale, odznaczenia i inne wyróżnienia  z całego świata.

Po lewej Kim Il Sung… jego syn obok…

Potem jeszcze tylko… wagon pociągu, w którym odbywał swoje krajowe i zagraniczne podróże oraz wielka mapa z ich wykazem. W następnej sali samochody, którymi podróżował…

Czas na syna – Kim Jong Ila. Właściwie cała procedura się powtarza, tylko na niższym piętrze. Dmuchawy, sarkofag, pokłony, sala z orderami, medalami, odznaczeniami, pociąg… Zaraz, zaraz, na stoliku, przy którym ojciec obecnego przywódcy pracował w trakcie swoich podróży stoi laptop, ale to logo?.. „Jabłuszka” nie można pomylić z niczym innym. Gdyby przedstawiciele Apple mogliby wejść tam i zrobić zdjęcie…Reklama marzenie! Potem samochody i… kuter patrolowy, którym tak chętnie podróżował odwiedzając jednostki wojskowe.

Zastanawiać się można tylko, w jaki sposób te wagony, samochodu, kuter zostały wprowadzone do środka budynku. Drzwi są za małe…

I to właściwie koniec. Ponad godzinna wizyta u Ojców Narodu zakończona. Kyong A cały czas prawie się nie odzywała; na twarzy widoczne emocje, widać z jak wielkim trudem z nimi walczy…

W drodze powrotnej o0kazja do rozmowy z Kyong A o rodzinie Kimów.

– Kim Il Sung miał tylko jedną żonę i jednego syna?

– Tak. Żoną była Kim Jong Suk, a syn to Generalissimor Kim Jong Il.

– Ale potem ożenił się ponownie..

– Pierwsze słyszę…

– I ma syna, jest wujkiem Marszałka Kim Jong Una.

– …

– Nazywa się Kim Pyong Il.

– Skąd to wiesz?

– Przez 18 lat waszym ambasadorem w Polsce. Poznałem go. Jest bardzo podobny do swojego ojca…

– Nigdy o nim nie słyszałam.

– Nie dziwię się. Właściwie to bardzo rzadko bywa w Korei. Przed Polską był ambasadorem na Węgrzech, w Bułgarii i Finlandii. Teraz jest w czeskiej Pradze. Praktycznie od 1988 roku, czyli ostatnie 30 lat, nie licząc krótkich, wakacyjnych pobytów w ojczyźnie, przebywa zagranicą.

– Nie wiedziałam. A kim była jego, ta druga, żona?

– Jego sekretarką…

– …

Widać, że do końca nie wierzy. Resztę drogi milcząca wpatruje się niewidzącym wzrokiem w okno.

Tego samego dnia, wieczorem, kolejna niespodzianka. Okazuje się, że zostajemy zaproszeni na występ chińskiego Baletu Narodowego, który akurat przebywał z Pyongyangu.

Przy wejściu do teatru, cos mnie tknęło; jeden z „odźwiernych” ma słuchawkę w uchu… Podejrzenia mogły potwierdzi ogromne fotele stojące na widowni, pilnowane przez kolejnego ochroniarza. Żeby było zabawniej, fotele w barwach biało czerwonych.

Po lewej stronie, wśród widowni, łatwo dostrzec głowy Ani i Adama, wspaniały polskich artystów, którym towarzyszyłem podczas ich pobytu w KRLD…

Zbliża się rozpoczęcie spektaklu i spiker zapowiada… Kim Jong Una. Wkracza w asyście ochrony, małżonki i innych gości honorowych. Tłum skanduje: MANSEE!!! Długo skanduje. Chyba zbyt długo, bo wystarcza ruch reki marszałka i zapada cisza…

Koniec spektaklu. Kwiaty dla wszystkich artystów (taki tu zwyczaj). I nagle chyba wyrwa w protokole; Kim Jong Un wychodzący właściwie z sali, skręca w stronę sceny i podchodzi do tancerzy. Uściski rąk, selfie z Marszałkiem, zbiorowe zdjęcia pamiątkowe i dla pracy. A wszystko przy ogłuszającym okrzyku MANSEE!!! Marszałek schodzi, pozdrawia i chyba czuje się lekko zażenowany. Jednym ruchem ręki ucina okrzyki. Zapada cisza…

Kilka dni temu słyszę, że żaden rosyjski polityk nie widział do tej pory Kim Jong Una na żywo. Nawet ambasador tego kraju w Pyongynagu. Czyżby nie został zaproszony na ten spektakl. A może wiedza naszych dziennikarzy na temat KRLD jest właśnie na takim poziomie…

Ale co tam. My jednego dnia widzieliśmy Ojców i spotkaliśmy Marszałka. Jest o czym opowiadać.

JACEK WASILEWSKI

fot. KCNA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *