Ważniejsi zmarli niż żywi

Mężczyzna przede wszystkim powinien być odpowiedzialny, zawsze gotowy, by chronić i wspierać rodzinę, lokalną społeczność, a wreszcie ojczyznę; odważnie i konsekwentnie stawać po stronie wolności i sprawiedliwości, po stronie słabszych i potrzebujących pomocy.

Te słowa prezydenta Andrzeja Dudy nie były skierowane do 14 tys. weteranów, którzy w niedzielę odchodzili swoje święto. Prezydent RP nie miał jakoś dla nich czasu. Miał za to czas usiąść i napisać list do uczestników pielgrzymki mężczyzn, która odbywała się tego samego dnia w Piekarach Śląskich. Przypomnę tylko, że Prezydent RP jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, naszych, polskich, czyli również zwierzchnikiem weteranów.

Nie tak dawno w wielką państwową i rządową pompą czciliśmy święto tzw. żołnierzy wyklętych (osobiście wolę nazywać ich żołnierzami zapomnianymi, bo zadaje się, że ówczesna władza PRL nie miała prawa, aby kogokolwiek wyklinać). Był prezydent, byli ministrowie, były portrety, tłumy, przemówienia, bezpośrednie transmisje. Nawet inscenizacje historyczne były.

Z tamtych musimy być dumni. Z tych obecnych, którzy za Polskę krew przelewali na frontach całego świata, zdaje się już jakoś trochę mniej. Przynajmniej ranga uroczystości świadczy o tym dobitnie.

Dzień Weterana Działań Poza Granicami Państwa oraz Międzynarodowy Dzień Uczestników Misji Pokojowych ONZ obchodziliśmy po raz piąty. Tym razem w Warszawie, gdyż zasadą jest (bardzo dobrą zresztą), że co roku uroczystości te odbywają się w innym mieście.

Apel pod Grobem Nieznanego Żołnierza, wręczanie odznaczeń i medali, przemówienia i składanie wieńców. Dziwić tylko może któryś tam sort urzędników państwowych. Dziwić może brak pani premier i pana prezydenta, lub nawet ich przedstawicieli. Choćby po to, aby listy osobiste do weteranów odczytali. Ale w sumie po co.

Podobno szefowie resortów obrony narodowej i spraw wewnętrznych spotkali się z przedstawicielami weteranów w Arkadach Kubickiego na Starówce. Piszę podobno, gdyż telewizje już tego nie pokazały (na Grób Nieznanego Żołnierza, aby osobiście wręczyć odznaczenia było za daleko, a może upał był za duży?). Pani premier przekazała pozdrowienia za pośrednictwem swojej kancelarii w postaci wyemitowanego przez nią filmiku (pewnie w Arkadach też go pokazywali). Podobno dla upamiętnienia weteranów zrobił coś też prezydent, ale co dokładne, nie wiadomo.

O zmarłych musimy pamiętać, o tych żyjących już jakoś mniej. I smutno jest, kiedy nawet dzisiaj weterani często nazywani są najemnikami, którzy wyłącznie dla pieniędzy jeździli i jeżdżą do najbardziej niebezpiecznych zakątków całego świata, aby ginąć i przelewać krew jako przedstawiciele Polski.

Pan prezydent miał za to czas, aby prywatnie spotkać się z piłkarzami… To im okazał szacunek i wsparcie…

LECH ZATAŃSKI