Dlaczego władza olewa niepełnosprawnych

Niektórym wydaje się to zupełnie niezrozumiałe. Państwo rośnie w siłę na każdym poziomie (wewnętrznym i międzynarodowym), stajemy się bardzo szybko niemal światową potęga – takie przynajmniej można odnieść wrażenie oglądając i słuchając tzw. mediów narodowych – a kilkuset milionów miesięcznie dla niepełnosprawnych dorosłych nie ma.

Nie ma i nie będzie. Nie jestem w tej kwestii optymistą. Raczej pragmatystą. Nie było, nie ma i nie będzie, bo to nie był jeden z punktów programu wyborczego, nie była to publicznie wypowiadana obietnica. A więc realizacji nie będzie. Bo partia rządząca realizuje tylko to, co obiecała. Choć dobre i to.

Już wkrótce na naszych ulicach, w naszych kurortach będzie to norma?…

Pieniędzy niepełnosprawni nie dostaną, bo NIE BYŁ TO POMYSŁ PIS. Z tej pewnie prostej przyczyny, że w partii tej niepełnosprawnych nie ma. Przynajmniej fizycznie. Są przydupasy, fagasy, podnóżki, służalcy, tępi wykonawcy poleceń, krętacze, „bierni, ale wierni”, ale niepełnosprawnych fizycznie nie ma. Więc nikt o swoich nie pomyślał.

Łatwiej było załatwić mężowi wysoka dotację, łatwiej jest zdymisjonowanemu ministrowi nadal, pewnie dożywotnio, zapewniać ochronę funkcjonariuszy państwowych, łatwiej jest dać zgodą na paradowanie prywatnych ochroniarzy z bronią po korytarzach parlamentu, niż powiedzieć odważnie, z pokorą: kurde, o nich zapomnieliśmy. Chapaliśmy się, dzieliliśmy między siebie nagrody, ale o nich nie pomyśleliśmy.

Pięknie brzmią wyliczenia, ile to państwo PiS dało rodzicom dzieci. Dodam, oczywiście zdrowych dzieci. Również na te z najbogatszych w Polsce rodzin. Pięknie brzmią zapowiedzi, że państwo PiS da każdemu dziecku kasę na szkolną wyprawkę, również tym dzieciom z najbogatszych polskich rodzin.

Jakże wzniosłe są propozycje, aby wypłacać matce, która zdecyduje się urodzić niepełnosprawne dziecko ileś tam tysięcy. Widzą właśnie te potencjalne matki, co czeka je w przyszłości, kiedy ich dzieci nie będą już dziećmi, ale nadal będą wymagały stałej opieki.

I widzą teraz te matki, że nie będą sobie mogły ze swoimi dorosłymi już dziećmi, ale nadal niepełnosprawnymi wyjechać na jedyne, wymarzone przez całe życie wakacje do Egiptu, tylko dlatego, że potem jacyś debile będą w sieci wytykali ich palcami.

Pchaj Babo swój wózek do końca życia i nie podskakuj, bo Ci pieluchy dla Twojego dorosłego syna zabierzemy…

Bo przecież polskim standardem staje się, że matka taka ma dorosłemu niepełnosprawnemu pieluchy darmowe zmieniać i wozić go na darmową rehabilitacje, ale już na wyjazd choćby nad nasze, polskie może to niekoniecznie. Bo to przecież zbytek straszny, a państwo nasze na takie zbytki kasy nie daje.

Rząd pomyślał o myśliwych (niekontrolowany odstrzał zwierzy i tego, co wokół odstrzelanej zwierzyny się kręci), o dzieciach najbogatszych Polaków (500 zł w tę czy we w tę niby różnicy nie robi, ale przynajmniej podatku płacić nie trzeba), o żołnierzach (pistoleciki na etapie eksperymentalnym im przekazano i teraz wszyscy modlą się, aby nie próbowali z nich strzelać), przyjaciołach i „wiernych, ale miernych” (miejsc w spółkach Skarbu Państwa jest jeszcze dość), byłych ministrach (nadal korzystających z ministerialnych przywilejów w postaci darmowego transportu i ochrony)… Oj, długa może być ta wyliczanka tych, o których rząd pomyślał.

Wydaje się, że niepełnosprawnych może się polepszyć tylko wtedy, kiedy ich doli dozna wuc Narodu. Nie życzę mu tego, ale chyba tylko w tej sytuacji do ograniczonych, niepełnosprawnych umysłowo posłów rządzących niepodzielnie w naszym parlamencie dotrze, że zamiast wydawać kasę na odgradzanie się stalowym i mundurowym murem od tzw. suwerena, może warto pójść po rozum do głowy…

Chyba jestem niepoprawnym optymistą… Rozum? U nich? Akceptacja nie ich pomysłu?… „Porażka” wobec niepełnosprawnych?…

JEREMI WYMIĘKŁ