A propos… Nowoczesnego Ryszarda

Mówią, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki… Tak w filmie Barei pt. „Miś” wyraził się o głównym bohaterze, mającym właśnie na imię Ryszard, Zenon Wiktorczyk, twórca i wieloletni konferansjer bardzo swego czasu popularnej audycji radiowej „Podwieczorek przy mikrofonie”. U Barei grał on partyjnego dostojnika mającego romans z przyjaciółką Ryśka, który nadzorował ogołacanie Ryśkowego apartamentu przez swoją nową, a Ryśkową już byłą flamę…

Po co ja o tym piszę? Jak to? A czyż Ryszard Petru, który raptem kilkadziesiąt godzin temu „higienicznie” – jak sam powiedział – rozstał się ze swym „dzieckiem” – jak nazwał Nowoczesną, partię, którą nieco ponad trzy lata temu powołał do życia – nie jest fajnym chłopakiem? Przecież jest, o czym zaświadczy wielu sympatyków partii, a z całą pewnością jedna sympatyczka, która z tej sympatii najpierw do Nowoczesnej wstąpiła, później została wybrana na posła do Sejmu, a że jej sympatia rosła, to urosła do tego stopnia, że wywiozła Ryśka za granicę w dość niezręcznie wybranym czasie, co przyczyniło się do nadwątlenia Ryśkowej fajności do tego stopnia, że inne jego partyjne sympatyczki postanowiły zająć Ryśkowe miejsce na czele Nowoczesnego stada. Od tego czasu Ryśkowa fajność gasła w dość szybkim tempie, aż do minionego piątku. Tego dnia postanowił przeciąć pępowinę łączącą go ze swym trzyletnim „dzieckiem” i odejść w niezależność. Tak, od tego dnia Ryszard Petru jest posłem niezależnym.

Na czym ta niezależność ma polegać? Do wyborów samorządowych nikomu nic nie grozi, bo Ryszard Petru oświadczył, że nie będzie tworzył żadnych nowych bytów politycznych. Będzie nim on sam. Ale po wyborach samorządowych… Po nich ma się zmaterializować PP, czyli tzw. Plan Petru. Co to ma być? Coś mi się wydaje, że tego tak do końca nie wie sam planista. Ale coś mi mówi, że ma to być jeszcze bardziej nowoczesna .Nowoczesna. Że masło jest maślane? A pewnie. A jakie ma być? Skoro .Nowoczesna przestawała być coraz bardziej nowoczesna dla Ryszarda Petru po jego tak samo pamiętnej, jak niefortunnej wyprawie sylwestrowej na Maderę w towarzystwie… Joanny Schmidt. Tak, tej samej Joanny Schmidt, która porzuciła .Nowoczesną na dwie doby przed Petru i to w towarzystwie Joanny Scheuring Wielgus. Choć motywy każdego z tej trójki wydają się być różne, to mniejsza o nie, bo ważniejsze jest to, co dalej z .Nowoczesną?

Kadencję zaczynała z 28 osobami w Klubie poselskim, a do minionego piątku straciła ponad 20 proc. składu z ojcem założycielem na czele. A wszystko przez wspomniany już wyjazdowy kaprys z klubową koleżanką. Okazało się, że ten wyjazd, a raczej jego konsekwencje nie były do końca do przewidzenia, a przynajmniej nie do tego stopnia. Przypomnijmy, że Petru wyjechał, gdy trwała okupacja Sali Plenarnej Sejmu przez posłów opozycji, a ponadto okazało się, że niezbyt precyzyjnie – o ile w ogóle – poinformował partyjne koleżeństwo o swych wyjazdowych planach, co było doskonale widoczne w tłumaczeniu nieobecności szefa przez jego najbliższych współpracowników, a głównie Katarzynę Lubnauer. To dało początek, a może było tą przysłowiową kroplą przepełniającą czarę, temu, że pozycja Ryszarda Petru zaczęła gwałtownie słabnąć. Z biegiem czasu stawało się coraz bardziej jasne, że jego liderowanie .Nowoczesnej ma się ku końcowi. I faktycznie. W listopadzie Rysiek ostatecznie przestał być „fajnym chłopakiem” i uwolniony z przewodniczenia partii, którą nieco ponad dwa lata wcześniej z takim sukcesem (bo był to sukces!) zakładał.

Ten swoisty wewnątrzpartyjny zamach stanu zamiast wzmocnić .Nowoczesną osłabił. Rządzące od pół roku panie Lubnauer (przewodnicząca partii) i Gasiuk-Pichowicz (przewodnicząca Klubu poselskiego) są pracowite, ambitne i kompetentne, ale wg mnie nie mają… tego czegoś/ Tego szczególnego rodzaju charyzmy, który budzi sympatię i poczucie przyciągania, skupiania uwagi wśród potencjalnych wyborców. To widać w sondażach i w tym, co dzieję się w samej .Nowoczesnej. Ostatnio trzasnęła drzwiami pani Joanna Scheuring-Wielgus, a poseł Krzysztof Mieszkowski „zawiesił się”.

Czy to koniec .Nowoczesnej? Może jeszcze nie, ale z całą pewnością początek końca. Nie myślę, aby ta – jak to czasami się nazywa – formacja polityczna przetrwała wybory parlamentarne 2019 roku. Warto pamiętać, że poza problemami kadrowymi, personalnymi, ansami między-członkowskimi pozostaje problem tak przyziemny jak… finanse. Przecież .Nowoczesna z powodu błędów w sprawozdaniu finansowym po wyborach w 2015 roku, popełnionych przez skarbnika, którym był pan Pichowicz (mąż obecnej szefowej Klubu parlamentarnego), straciła budżetowe wsparcie i dzisiaj cierpi z powodu dużego deficytu, a nawet zadłużenia…

W tej sytuacji czas, w którym „sztandar trzeba będzie wyprowadzić” nadchodzi. A szkoda, bo pomysł był i fajny, i ciekawy, i z przyszłością. Tak, z przyszłością, bo pokazał, że „szklany sufit” nad polska areną polityczną można przebić. I to pokazał po raz kolejny, bo pierwszy był przecież Janusz Palikot ze swoim Ruchem. A nie można też zapominać o Pawle Kukizie i jego „piętnastce”. Ale w tym wypadku, że zbieranina spod Kukizowej 15-tki jest bardziej stabilna zarówno od pospolitego ruszenia Palikotowego Ruchu, jak i .Nowoczesnej. Po pierwsze mniej tam partykularyzmów, a przynajmniej znacznie mniej one widoczne. A po drugie – pozycję utrzymuje dzięki trzymaniu się burty PiSowskiej łajby i to bez względu na to, że kurs przez nią obrany nie zawsze oznacza, że to po drodze.

Ale nie ulega wątpliwości, że w tym naszym politycznym cyrku (żeby nie powtarzać słowa „arena”) jest miejsce na nowych artystów. Z pewnością po kilku latach pauzowania z powodu licznych kontuzji wróci doń SLD. A z nowości? Tu tak samo wiele się może zdarzyć, jak i… nic. A co będzie, to – jak mawiał pewien chiński mędrzec – zobaczymy…

(MJZ)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *